Cios karate największą "atrakcją" wieczoru. Antyreklama futbolu w Ekstraklasie
Piast Gliwice zremisował bezbramkowo z Cracovią na inaugurację 22. kolejki PKO Ekstraklasy. Gospodarze nie przełamali tym samym fatalnej passy z tegorocznej fazy zmagań. W trzech dotychczasowych potyczkach stracili aż osiem punktów i niebezpiecznie lawirują w bliskim sąsiedztwie strefy spadkowej. Spotkanie stało na bardzo niskim poziomie. Kibiców ożywił jedynie cios karate w wykonaniu obrońcy gości - Eneo Bitriego.

Dla Piasta Gliwice to miał być mecz na przełamanie. Wybrańcy Aleksandara Vukovicia aż do piątkowego meczu nie ugrali w tym roku jeszcze choćby punktu. Efekt? Po dwóch porażkach znaleźli się ledwie trzy punkty nad strefą spadkową.
W dwóch poprzednich kolejkach gliwiczanie mierzyli się z rywalami ze Śląska. Lokalne konfrontacje skończyły się dla nich fatalnie. Oba spotkania przegrali 1:3 - najpierw z Górnikiem Zabrze u siebie (wpadka szczególnie bolesna dla kibiców), potem z Rakowem Częstochowa na wyjeździe.
Strajk w klubie Ekstraklasy, piłkarze mają już dość. Trener publicznie zabiera głos. "Miałem sygnał"
Cracovia przystępowała do starcia z czterema punktami w tegorocznej fazie zmagań. Rozpoczęła fantastycznym 6-0 z Radomiakiem na swoim terenie, następnie zremisowała 1-1 Zagłębiem Lubin w gościnie. Mimo to w ocenie bukmacherów faworytem bezpośredniej potyczki... pozostawał Piast.
Antyreklama futbolu w Gliwicach. Festiwal niemocy i wstydliwy podział punktów
Szybko stało się jasne, że tym razem nie mamy do czynienia z najlepszą reklamą PKO Ekstraklasy. W pierwszej połowie piłkarze obu zespołów borykali się głównie z własnymi deficytami piłkarskimi. Ta część gry w zasadzie mogłaby się nie odbyć.
Do przerwy gospodarze nie byli w stanie oddać celnego strzału. Goście w światło bramki trafili tylko raz, ale nie była to próba najwyższego lotu. Nic nie zapowiadało widowiska w drugiej odsłonie.
Po zmianie stron ligowa młócka trwała w najlepsze. Dominowała walka fizyczna, często kończona przewinieniami z obu stron. Żadna ze stron nie potrafiła narzucić własnych warunków gry.
Największe ożywienie wywołała sytuacja z 60. minuty. Eneo Bitri kopnął wówczas jednego z rywali w twarz. Obrońca Cracovii zrobił to przypadkowo, choć jego interwencja była wyraźnie spóźniona. Piłkarze Piasta domagali się pokazania czerwonej kartki, arbiter poprzestał jednak na żółtej.
Więcej emocji w trakcie tego "widowiska" nie odnotowano. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby któraś z drużyn reprezentowała kraj w europejskich pucharach. Niekoniecznie od razu w starciu z Molde FK.













