Reklama

Reklama

Cieniasy Ekstraklasy w sezonie 2017/18

Kto zapomniał, jak się strzela? Kto nie bronił, a powinien? Oto przegląd Cieniasów sezonu 2017/18 w Ekstraklasie, która zakończyła rozgrywki w minioną niedzielę. Mistrzem Polski została Legia Warszawa.

Cieniasy sezonu 2017/18 w Ekstraklasie:

Ruben Jurado (Arka Gdynia)

Miał zapewnić Arce gole, ale niespecjalnie mu to wyszło. W efekcie gdynianie grali cały sezon właściwie bez napastnika, bazując na bramkach ze stałych fragmentów.

Joona Toivio (Bruk-Bet Termalica)

W teorii sprowadzenie 42-krotnego reprezentanta Finlandii wyglądało sensownie. Środkowy obrońca był jednak w tak tragicznej formie, że rozdawał prezenty niczym święty Mikołaj.

Mateusz Kupczak (Bruk-Bet Termalica)

Jego błędy często decydowały o wynikach meczów. Ma już na koncie ponad 100 spotkań w Ekstraklasie, ale wciąż momentami zachowuje się jak niedoświadczony junior.

Reklama

Bartosz Śpiączka (Bruk-Bet Termalica)

Napastnik, który strzela gola średnio co... 764 minuty. Łącznie zdobył trzy bramki w 36 spotkaniach. Niestety, z takim snajperem nie dało się utrzymać w lidze.

Mariusz Rumak (były trener Bruk-Betu Termaliki)

Wytrzymał dziewięć kolejek na stanowisku trenera Termaliki. W lidze wygrał raz i to z... Legią Warszawa. Ze średnią 0,56 pkt na mecz jest najsłabszym ze szkoleniowców, którzy prowadzili klub przynajmniej w trzech spotkaniach.

Jaroslav Mihalik (Cracovia)

"Pasy" wykupiły go za 850 tysięcy euro, ale zamiast lidera drużyny, dostały miernego skrzydłowego. Z biegiem czasu piłkarz zaczął stroić fochy, narzekać na prezesa Filipiaka i został wypożyczony do słowackiej Żyliny.

Mateusz Szczepaniak (Cracovia/Piast Gliwice)

Wciąż nie może przypomnieć sobie jak strzela się bramki. W 30 spotkaniach do bramki rywala trafił ledwie trzy razy i to dopiero po wypożyczeniu do Gliwic.

Fabian Burdenski (Korona Kielce)

Dwukrotnie znalazł się w wyjściowym składzie Korony, a ta dwa razy przegrała. To jego drugie podejście do Ekstraklasy i ciężko nie odnieść wrażenia, że to zbyt wysokie progi. Wiosną ani razu nie znalazł się nawet w kadrze meczowej.

Asy sezonu 2017/18 w Ekstraklasie!

Niklas Baerkroth (Lech Poznań)

Po co Lech ściągał tego piłkarza, skoro skrzydłowych w zespole miał już kilku? Szwed nie sprawdzał się w roli dżokera, a od pierwszej minuty w lidze zaczął tylko sześć spotkań.

Mihai Radut (Lech Poznań)

Podobnie jak Baerkroth - bezużyteczny. Były momenty, kiedy chciano zrobić z niego lidera zespołu, ale od kwietnia ani razu nie pojawił się nawet w kadrze meczowej.

Nicki Bille Nielsen (Lech Poznań)

Jeszcze jeden niewypał transferowy Lecha. Przez pół roku nie zapewnił Gytkjaerowi żadnej rywalizacji na pozycji napastnika, po czym wyjechał do Grecji. W tamtejszej lidze też nie prezentuje się dobrze i na razie pozostaje bez gola.

Błażej Augustyn (Lechia Gdańsk)

Po zakończeniu rundy jesiennej pisaliśmy, że obrońca Lechii na boisku bywa zagubiony, zdekoncentrowany i nonszalancki. Do podobnych wniosków musieli dojść trenerzy z Gdańska, bo wiosną na murawie nie spędził ani minuty.

Daniel Łukasik (Lechia Gdańsk)

Praktycznie każdy mecz grał od deski do deski i to wyjaśnia słabiutki sezon Lechii. Anemiczny, grający na alibi, środkowy pomocnik bez gola i z jedną asystą przez cały sezon. Dwukrotnie pauzował za to za kartki.

Milosz Krasić (Lechia Gdańsk)

Mamy w Ekstraklasie byłego piłkarza Juventusu, ale... co z tego, skoro nie broni się on formą sportową? Miał jak Ljuboja pokazać nam lepszy piłkarski świat, a z sezonu na sezon staje się wrakiem zawodnika.

Romario Balde (Lechia Gdańsk)

Kolejny ciekawy przypadek skautingu Lechii. Tak bardzo nie podobało mu się w Gdańsku, że po urlopie zimowym nie wrócił do Polski, a słuch po nim zaginął. Po jakimś czasie odnalazł się w Szwecji, ale tam także nie pograł, bo Lechia zawiesiła go do końca sezonu.

Adam Owen (były trener Lechii Gdańsk)

Gdy w Gdańsku wpadli na pomysł, by specjalistę od przygotowania fizycznego uczynić trenerem, wielu pukało się w głowę. Lechia pod wodzą Owena wygrała cztery mecze z 16 i zbliżyła się do strefy spadkowej.

Mateusz Matras (Lechia Gdańsk/Zagłębie Lubin)

Od września do lutego zagrał dziewięć minut dla Lechii, po czym został wypożyczony do Zagłębia. Tam, kiedy dostał szansę, to po 10 minutach obejrzał czerwoną kartkę. Stracony sezon defensywnego pomocnika.

Daniel Chima Chukwu (Legia Warszawa)

Zarobił, a się nie napracował. W sierpniu zagrał dwa mecze w lidze, do tego cztery spotkania w pucharze. Legia długo szukała chętnego kupca i dopiero zimą skreśliła Nigeryjczyka z listy płac.

Armando Sadiku (Legia Warszawa)

"Legia trzymała Ferrari w garażu" - mówił po odejściu z Legii o tym, jak siedział na ławce rezerwowych. Problem w tym, że na boisku nie bronił się grą ani liczbami - do Nikolicia, Prijovicia, czy nawet Orlando Sa było mu daleko.

Konstantin Wasiljew (Piast Gliwice)

Król sezonu 2016/17 w kolejnym był cieniem swojego cienia. Nie potrafił przebić się do składu słabiutkiego Piasta, zmarnował dwa rzuty karne i sezon skończył z marnym dorobkiem gola i asysty.

Karol Angielski (Piast Gliwice)

Napastnik Piasta potrzebował 34 spotkań, by zdobyć gola w Ekstraklasie. W tym roku dostał prawdziwą szansę w lidze, ale trudno przekonać kogoś do siebie dwoma bramkami w sezonie.

Dariusz Wdowczyk (były trener Piasta Gliwice)

Po dwóch wygranych w dziewięciu kolejkach stracił pracę w Gliwicach. Na jego usprawiedliwienie działa fakt, że jego następcy Waldemarowi Fornalikowi wcale nie szło specjalnie lepiej.

Adam Gyurcso (Pogoń Szczecin)

Miał być liderem Pogoni i kierował nią tak, że spadła na samo dno. Następnie stwierdził, że nie ma motywacji, by grać w tak słabej drużynie, a trener Runjaić wysłał go na przedwczesny urlop. Po jego odejściu z klubu, cała drużyna zaczęła grać lepiej.

Łukasz Zwoliński (Pogoń Szczecin)

Stara się, biega, walczy, ale jako napastnik ma jedną zasadniczą wadę - nie zdobywa bramek. Jeden gol w 27 spotkaniach tego sezonu, jeden gol w 30 spotkaniach zeszłego. Ależ mają do niego cierpliwość w Szczecinie.

Maciej Skorża (były trener Pogoni Szczecin)

Jego klęska w Szczecinie jest sporym zaskoczeniem. Odszedł po serii ośmiu meczów bez wygranej, zostawiając zespół na dnie tabeli.

Płamen Kraczunow (Sandecja Nowy Sącz)

Słaby sezon zakończony spadkiem z Ekstraklasy. W pamięci kibiców zapisał się tym, jak w głupi sposób osłabił swój zespół w meczu z Zagłębiem.

Grzegorz Baran (Sandecja Nowy Sącz)

Bez bramek, bez asyst, za to z dwiema czerwonymi kartkami. Od doświadczonego pomocnika wymagano więcej, ale nie pociągnął za sobą zespołu.

Igors Tarasovs (Śląsk Wrocław)

Był w fatalnej dyspozycji, a mimo tego co tydzień wybiegał w wyjściowym składzie. Ile bramek sprezentował rywalom, wie chyba tylko on sam.

Sito Riera (Śląsk Wrocław)

Przeciętny piłkarz, za to nieprzeciętny furiat. W tym sezonie został zdyskwalifikowany za uderzenie sędziego, w zeszłym za skopanie Adama Buksy. Śląsk już zapowiedział pożegnanie z zawodnikiem.

Seweryn Kiełpin (Wisła Płock)

Zaliczył bardzo nieudaną rundę jesienną i w Płocku skończyła się cierpliwość do bramkarza. Ściągnięto Thomasa Daehne i choć ten na "dzień dobry" sprezentował rywalom dwa gole, to w bramce został do końca sezonu.

Ze Manuel (Wisła Kraków)

Kompletnie nieudana przygoda z Ekstraklasą zawodnika wypożyczonego z FC Porto. Siedem spotkań bez gola i asysty zaowocowało skróceniem wypożyczenia.

Piotr Leciejewski (Zagłębie Lubin)

Bardzo szumnie zapowiadał swój powrót z Norwegii do Ekstraklasy, ale na zapowiedziach się skończyło. W pierwszym meczu zawalił przy dwóch bramkach, a później już tylko z ławki oglądał kolegów.

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Ranking Ekstraklasy - sprawdź!

Wojciech Górski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje