Chwila radości, później brutalny cios. Kłopoty Papszuna po zwycięstwie z Widzewem
W piątek Legia Warszawa zaliczyła arcyważne zwycięstwo z Widzewem Łódź. Gol z 97. minuty sprawił, że "Wojskowi" na pewien czas odskoczyli od strefy spadkowej, wokół której orbitowali przez kilka ostatnich miesięcy. Po meczu Marek Papszun przyznał, że euforia po zwycięskim golu była nie do opisania. Jednakowo policzył on także bolesne straty, jakimi okupiony został ten triumf.

Przez kilka ostatnich miesięcy Legia Warszawa znajdowała się w bardzo ciężkim położeniu. Po "czarnej serii", drużyna wylądowała bowiem w strefie spadkowej PKO BP Ekstraklasy.
Przybycie Marka Papszuna wlało jednak w serca warszawskich kibiców sporo nadziei. Trener ten cieszy się bowiem renomą fachowca, który potrafi wyciskać ze swoich zawodników maksymalny poziom ich potencjału.
W końcu fatalna seria spotkań bez ligowego zwycięstwa została przełamana. Zwycięstwo z Wisłą Płock wciąż nie gwarantowało jednak bezpieczeństwa. Legia w dalszym ciągu znajdowała się bowiem niebezpiecznie blisko spadku. Od tego czasu Warszawiacy zaczęli jednak dość regularnie punktować, co stopniowo poprawiało ich sytuację.
Arcyważny mecz rozegrany został 1 maja. To właśnie tego dnia Legia Warszawa zmierzyła się z Widzewem Łódź, który również desperacko walczy o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przez większość tego meczu na tablicy widniał bezbramkowy remis. Nie był on rezultatem pożądanym dla żadnej ze stron pojedynku. Na rozstrzygającego gola trzeba było poczekać aż do 97. minuty. Środowisko Legii mogło odetchnąć z ulgą.
Poważne problemy po meczu z Widzewem. Na to Papszun nie był przygotowany
Po zakończeniu spotkania Marek Papszun nie potrafił ukryć kotłujących się w nim emocji. Przyznał, że trafienie z ostatnich minut mecz było dla niego porównywalne ze zdobyciem ważnego trofeum.
To, co działo się po golu i po meczu, było czymś wspaniałym. To nagroda za trudny okres
Jednocześnie w tej beczce miodu znalazła się dość spora łyżka dziegciu. W 42. minucie spotkania plac gry musiał opuścić Paweł Wszołek. Podstawowy pomocnik drużyny nabawił się bowiem urazu. W jego miejsce na murawie zameldował się Arkadiusz Reca, który... w 59. minucie spotkania również doznał urazu, wykluczającego jego dalszy udział w starciu z Widzewem. Po ostatnim gwizdku arbitra Papszun odsłonił przed kibicami bardzo bolesną prawdę.
- [...]. Dwa urazy na jednej pozycji to bardzo rzadko spotykana sytuacja. [...]. Na teraz sytuacja Recy nie wygląda zbyt dobrze. Jutro zawodnik przejdzie diagnostykę i badania pokażą, jak długa będzie przerwa - mówił szkoleniowiec warszawskiej ekipy.
Do końca sezonu PKO BP Ekstraklasy Legii pozostały jeszcze 3 spotkania. Warszawska ekipa znajduje się obecnie na 9. miejscu, jednak jej przewaga nad strefą spadkową to raptem 4 "oczka". Co więcej, wiele zespołów znajdujących się na niższych lokatach wciąż nie rozegrało swoich starć w ramach 31. ligowej kolejki. "Wojskowi" aż do samego końca będą musieli więc walczyć o jak najlepsze rezultaty, a ewentualne kontuzje z pewnością mocno utrudnią zadanie Papszunowi i spółce.












