Burza po wybryku Papszuna. Właściciel Rakowa reaguje natychmiast. Wszystko jasne
Od 26 dni w Legii Warszawa panuje trenerskie bezkrólewie. Szkoleniowa posada czeka na Marka Papszuna, który w środę odpalił prawdziwą "bombę". Dzień przed meczem Rakowa Częstochowa w Lidze Konferencji oznajmił, że... chce pracować przy Łazienkowskiej. W sieci zawrzało. Kiedy pierwsza fala wstrząsu opadła, głos zabrał właściciel klubu spod Jasnej Góry, Michał Świerczewski.

- Legia chce mnie jako trenera i ja chcę być trenerem Legii. To tyle, jeśli chodzi o komentarz do tej sprawy. Mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia i nie będę musiał więcej do tego się odnosić. Prosiłbym też, by w przestrzeni publicznej nie komentować bez odpowiedniej wiedzy i poczekać na ostateczne rozstrzygnięcie - to słowa Marka Papszuna wypowiedziane na środowej konferencji prasowej.
Taki komunikat wygłoszony dzień przed meczem z Rapidem Wiedeń w Lidze Konferencji nie jest przypadkowy. Papszun zrobił w ten sposób wszystko, by w obozie Rakowa Częstochowa klimat stał się nie do zniesienia. W takiej sytuacji zawsze łatwiej o rozstanie.
Papszun "robi teatr", szef klubu odpowiada w sieci. Sarkazm aż kipi, źle się dzieje w obozie Rakowa
Obecny kontrakt Papszuna obowiązuje do 30 czerwca przyszłego roku. Raków nie widzi konieczności, by zrywać umowę tylko dlatego, że 51-letni szkoleniowiec ma w trakcie sezonu inne plany na życie. Stąd klincz.
W palącej potrzebie jest tymczasem Legia, która po rozstaniu z Edwardem Iordanescu pozostaje bez trenera od 31 października. Drużynę tymczasowo prowadzi Inaki Astiz. W czwartek warszawianie zagrają w Lidze Konferencji ze Spartą Praga.
Nieoficjalnie mówi się, że to będzie ostatni występ Legii w Europie pod wodzą Hiszpana. Papszun miał zostać zakontraktowany jeszcze w tym tygodniu. Tyle że taka prognoza mocno straciła na aktualności po tym, jak na platformie X głos zabrał właściciel Rakowa, Michał Świerczewski.
"Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca" - napisał w najnowszym poście.
Subtelny sarkazm jest aż nadto czytelny. To jasny komunikat, że między trenerem a kierownictwem częstochowskiego klubu mosty w zasadzie zostały spalone. Do tej pory panowie nie komunikowali się w taki sposób.
Jaki będzie dalszy rozwój zdarzeń? Trudno wyrokować, ale co do jednego istnieje w futbolowym środowisku zgoda - po dzisiejszym incydencie era Papszuna w Rakowie dobiegła końca. Jego fizyczna obecność w klubie niczego w tym temacie już nie zmieni.













