Reklama

Reklama

Boniek do szefa policji: Niech pan ucieka ze stadionu!

W Kielcach trwa XIV konferencja "Bezpieczny Stadion". Bryluje na niej szef PZPN-u Zbigniew Boniek, który często spiera się z szefem policji - generałem Markiem Działoszyńskim, a także Adamem Gierszem z ministerstwa sportu.

Boniek zdradził treść swej prywatnej rozmowy telefonicznej, jaką przeprowadził z komendantem głównym policji, generałem Działoszyńskim, gdy zobaczył go prywatnie, na trybunach meczu żużlowego Falubaz Zielona Góra - Stal Gorzów Wielkopolski.

- Sam jestem kibicem żużla, akurat bieg wygrał Jarek Hampel i na trybunie kibice odpalają w euforii 30 rac. Wśród kibiców widzę znajomą twarz - pan komendant. Od razu do niego zadzwoniłem i mówię: "Panie komendancie, niech się pan natychmiast ewakuuje, bo tam przecież palą te niebezpieczne race!" - śmiał się Boniek, przepraszając komendanta, że publicznie zdradza treść tej rozmowy.

Reklama

Komendant główny nie dał się zbić z tropu. - Faktycznie, byłem na tym meczu, choć nie na tej trybunie, na której odpalono race. Zresztą za te race była kara, a my będziemy przestrzegać zakazu używania pirotechniki, dopóki on istnieje - podkreślał Marek Działoszyński.

Boniek nie dawał za wygraną, wciąż postuluje, by dopuścić pirotechniki, używanej w bezpieczny sposób.

- Pirotechnika jest przecież w Polsce w wolnej sprzedaży, a jeszcze sześć lat temu nikomu do głowy nie przyszło jej zabranianie. Istotna jest tylko umiejętność jej użycia - powiedział Boniek.

- Rozmawiamy z kibicami, jeśli odpalają race w rękach, nie ma problemu, jeśli je rzucają, to sami bezwzględnie ich karzemy - dodał.

- Pewne jest jedno - przebywanie na sektorze, na którym użyto pirotechnikę, jest trzy razy bezpieczniejsze niż podróżowanie po polskich drogach. Wytworzyła się tylko psychoza,  że pirotechnika jest niebezpieczna - powiedział Zbigniew Boniek.

Z Kielc Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje