Bolesna wpadka klubu Ekstraklasy. Kibice są oburzeni, to nie miało prawa się zdarzyć
"Jesteście częścią klubu, potrzebujemy was, razem tworzymy wielką Cracovię" - długimi miesiącami "Pasy" budowały dobre relacje z kibicami, ale w klubie postanowiono wszystko zepsuć jedną decyzją. Po zwolnieniu prezesa Mateusza Dróżdża część fanów poczuła się jak zbędny dla klubu balast, któremu nikt nic nie musi tłumaczyć - komentuje Piotr Jawor, dziennikarz Interii.

Dróżdż wypowiedzenie otrzymał dwa tygodnie temu. Dokładnie tyle czasu miał też klub, by podziękować mu za dwa lata pracy i tyle samo czasu, by wytłumaczyć kibicom, czemu niespodziewanie wyrzucono człowieka, który na koncie może zapisać sobie sporo zasług. Z okazji do wyjaśnień nowy zarząd jednak nie skorzystał, tym samym wyrządzając krzywdę nie byłemu prezesowi, ale przede wszystkim klubowi.
Cracovia nabiera wody w usta
Kibice Cracovii przez lata mogli czuć się traktowani przedmiotowo. Wieloletni właściciel profesor Janusz Filipiak nie ukrywał, że to on wykłada pieniądze na klub, więc to on podejmuje decyzje, z których nikomu nie musi się tłumaczyć. Takie było jego prawo. Ale swoje prawa mieli też kibice, którym takie traktowanie niespecjalnie się podobało.
Postanowił zmienić to Dróżdż. Od początku zapowiadał, że fani mają być częścią klubu, choć przekonanie ich do siebie nie było łatwe, bo nowy prezes kojarzony był ze znienawidzonym przy Kałuży Widzewem Łódź. Dróżdż nie próbował jednak mydlić ludziom oczu frazesami, tylko rozmawiał z ludźmi, tłumaczył swoje decyzje, budował frekwencję na stadionie i podejmował decyzje sportowe, które sprawiły, że Cracovia dziś traci do lidera Ekstraklasy tylko trzy punkty. I tak krok po kroku zyskiwał zaufanie i przywracał kibicom wiarę w to, że są częścią klubu, która ma na niego realny wpływ.
Teraz jednak w zarządzie klubu dochodzi do wielopoziomowej rewolucji. Zwolniono prezesa (jeszcze tego samego dnia kibice się za nim ujęli), czego właściciel żadnego klubu oczywiście z fanami nie musi konsultować. Równocześnie jednak uznano, że tak ważnej decyzji nikomu nie trzeba tłumaczyć. Zgodnie z zasadą: "nasze pieniądze, nasze decyzje". Skończono z polityką informowania, a zamiast tego jedną decyzją dano fanom do zrozumienia, że właśnie nadchodzi powrót do czasów, gdy władca absolutny nic nie musi wyjaśniać. Można było zwołać konferencję prasową, przedstawić swoje racje, opublikować wyczerpujący komunikat na stronie internetowej, ale zamiast tego nabrano wody w usta.
W ten sposób Cracovia robi krok w tył. W czasach, gdy kluby starają się, by utwierdzić kibiców, że są częścią tej całej zabawy, przy Kałuży uznano, że kibic ma płacić za bilety, kupować pamiątki i dopingować, a całą resztę powinien przyjmować bezkrytycznie. Nie ma szerokiej dyskusji o przyszłości Cracovii, wyjaśnień decyzji, przedstawiania planów. Nie, przy Kałuży decyzja zapadła i kibice mają przyjąć ją bez słowa.
Sytuacja jest tym bardziej irytująca, że nowy właściciel "Pasów" Robert Platek do tej pory o Cracovii wypowiedział jedno zdanie. Z kolei nowy wiceprezes prof. Murat Colak był bardziej rozmowny, ale swoją wizją klubu podzielił się z... tureckimi mediami.
W tej sytuacji kibicom "Pasów" pozostaje tylko czekać na nową rundę, którą - przy obecnej polityce informacyjnej klubu - należy traktować jak wycieczkę w nieznane.
Piotr Jawor













