Reklama

Reklama

Bogusław Kaczmarek: W Ekstraklasie mamy innego wirusa

- Jeśli chodzi o polskie kluby: Ekstraklasę i niżej, to myślę, że mamy innego wirusa. To wirus osób zarządzających klubami - mówi w szczerej rozmowie z Interią Bogusław Kaczmarek. Znany szkoleniowiec mocno skrytykował życie na kredyt wielu polskich klubów i apeluje, by pieniądze przeznaczać na szkolenie młodzieży. Były asystent selekcjonera Leo Beenhakkera przyznał też, że nie jest pewny, czy pod koniec maja uda się wznowić rozgrywki Ekstraklasy.

Wojciech Górski, Interia: Jak radzi sobie trener podczas pandemii? Zawieszono rozgrywki, nie można nawet trenować...

Reklama

Bogusław Kaczmarek, były trener wielu klubów Ekstraklasy, asystent Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski: - Ubolewam nad tym, że musiałem przerwać pracę z młodzieżą. Jestem w dwóch projektach - "Top Talent" oraz w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Niestety, te dwa podmioty na tę chwilę nie działają, przynajmniej do 4 maja, kiedy nastąpi troszkę rozluźnienie możliwości treningowych. Właściwie ostatnich siedem tygodni jestem u siebie, dobrze, że mam duży ogród i mam co robić. Żyję z pobożną nadzieją, że najgorsze już za nami i maj przyniesie całkowitą zmianę sytuacji.

Jest więc nadzieja, że w maju obostrzenia pozwolą trenerowi na powrót do aktywniejszej pracy zawodowej?

- To będzie zależało od decyzji rządu w najbliższych dniach. Wiadomo, jakie są priorytety podczas pandemii - trudno mówić, by jakikolwiek sport był teraz priorytetem, bo są w życiu ważniejsze rzeczy. Ale widzę też, że ma nastąpić ożywienie w wielu dziedzinach życia, mam na myśli ponowne uruchomienie wielu gałęzi gospodarki, i sport ma być takim przykładem. Oby nie, bo nie można nic robić na siłę. Posługując się retoryką prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, który mówi, że jak mamy udawać, że gramy ligę, to jego to nie interesuje. Myślę, że nas też nie powinno to interesować. Decyzje rządowe zapadają w sposób dość systematyczny i liczę na to, że premier Morawiecki w konsultacji z ministrem sportu i prezesami innych związków podejmą konstruktywne decyzje. Oby to wszystko miało pozytywny skutek na pokonanie tego strasznego wirusa.

Obecny plan rządu i Ekstraklasy zakłada, że rozgrywki zostaną wznowione 29 maja z różnymi obostrzeniami.

- Widzi pan, ale nie możemy traktować, że wszystko jest "constant". Widzimy, co wydarzyło się w Belgii, Holandii i w ostatnim czasie we Francji. Wcześniejsze ustalenia, wcześniejsze deklaracje, wcześniejsze sugestie i wcześniejsze decyzje szybko się zdezaktualizowały i w tej chwili są nowe realia. Holendrzy nie grają do 1 września, wcześniej UEFA próbowała zastraszyć Belgów, że nie będą grać w europejskich pucharach, we Francji - prezydent Macron wyraźnie powiedział, że do 1 września zawody w takiej formie nie mogą funkcjonować. Co będzie u nas? Sytuacja zmienia się dynamicznie i żadnej pewności nie ma. Za 24 godziny mogą być zupełnie inne realia i trzeba w sposób elastyczny się do nich odnieść.

Zakładam więc, że dopuszcza trener możliwość, iż liga nie zostanie w ogóle wznowiona w tym sezonie?

- Jeszcze dwa tygodnie temu myślałem, że trzeba się skoncentrować na tym, żeby z jak najmniejszymi stratami przystąpić do sezonu 2020/21. Teraz nie byłbym aż taki ostrożny, ale upraszczanie pewnych rzeczy, że jeśli nie dokończymy ligi, to nie dostaniemy pieniędzy z Canal+, czy nie dostaniemy pieniędzy z telewizji publicznej... Czytałem bardzo uważnie wywiad z Jackiem Krzynówkiem, który powiedział, że nie widzi, żeby Canal+ chciał obniżyć wysokość abonamentów tym, którzy wykupili dostęp, bo stacja ta przekazuje ściśle określone transmisje ligowe - nie tylko polskiej Ekstraklasy, ale wielu innych. Jacek mówi, że nie widzi problemu, by ta ostatnia transza spłynęła do klubów.

- Powiem panu coś - jeśli chodzi o polskie kluby: Ekstraklasę i niżej, to myślę, że mamy innego wirusa. To wirus osób zarządzających klubami. W księgowości są dwie rubryki: z jednej strony "winien", z drugiej strony "ma". Kiedyś konto księgowe było w kształcie szubienicy - po jednej stronie jest to, co pan posiada, a z drugiej to co będzie pan winien. Jeśli te dwie strony się w sposób właściwy nie bilansują, to żyje pan na kredyt - ponad stan. A myślę, że większość klubów w Polsce żyje właśnie na kredyt. Bardzo liberalne przepisy licencyjne doprowadziły do tego, że w Ekstraklasie gra kilka klubów niemających nawet własnych stadionów, a kilka klubów ma na karku wierzycieli sprzed roku, dwóch, czy trzech.

- Mamy głośne sprawy sądowe, gdzie jeden z klubów Ekstraklasy ogłosił - to paradoks i jakaś komedia - 50-procentowe obniżenia pensji, gdzie zawodnicy od trzech, czy czterech miesięcy pensji nie dostają, a niektórzy mają zaległości sprzed roku, czy dwóch. To niech pan powie - czy to jest normalne? Tu nie trzeba żadnego wirusa, trzeba w sposób umiejętny i przemyślany zarządzać w klubach. Nie chciałbym w żaden sposób kwestionować i deprecjonować kwalifikacji tych mądrze zarządzających środkami klubowymi - ale w większości zarządzający klubami żyją na kredyt, gdzie wyobraźnia podpowiada im "jakoś to będzie".

Można odnieść wrażenie, że i przed pandemią wiele klubów balansowało już na krawędzi. Nie było wyciągania wniosków z przykładów Widzewa Łódź, Polonii Warszawa, czy innych drużyn, które były uznanymi markami, a mimo tego bankrutowały.

- To co pan mówi, to afirmacja tego, co powiedziałem minutę temu. Czy ktoś uważa, że granie w Ekstraklasie to rzecz dana na zawsze? No nie. Jest jeszcze bardziej utytułowany klub od tych, które pan podał: Ruch Chorzów. Niestety, ekonomia wyznacza ściśle określone kierunki i ściśle określone obligacje. Jeżeli nie jesteś w stanie w sposób skuteczny zrządzać swoimi aktywami i ludźmi, to grasz w IV lidze. Przykłady Widzewa, Polonii Warszawa, kiedyś Lechii Gdańsk, Pogoni Szczecin... Musiałbym wymienić jeszcze wiele klubów. Loekeren też nie gra już w belgijskiej ekstraklasie i zbankrutowało, będzie zaczynało od IV ligi. Ale tam takie rzeczy zdarzają się raz na wiele lat, bo przepisy licencyjne są szczegółowe i w sposób pryncypialny przestrzegane.

Spory problem ma teraz Lechia Gdańsk. 30 kwietnia minął termin, w którym miała uregulować zaległości wobec piłkarzy, aby w ogóle uzyskać licencję na grę w przyszłym sezonie. Udało jej się to rzutem na taśmę.

- Nie jest tajemnicą, że sprawa Lechii miała być rozpatrywana przez odpowiednią komisję UEFA w Nyonie. Tą samą, która wcześniej nałożyła na Manchester City potężne ostrzeżenie w postaci kary wykluczenia z Ligi Mistrzów. Nie chciałbym zostać źle zrozumiany, bo Lechia to dla mojej rodziny i dla mojej skromnej osoby ponad 20 lat życia - spędzonych jako zawodnicy i trenerzy - i życzymy temu klubowi jak najlepiej. Ale życie na kredyt nie jest pomysłem na to, żeby robić wielką piłkę i jeżeli wiarygodne jest to, co podają media o zadłużeniach - nie tylko Lechii, bo dotknęło to także drugi klub z tradycjami z Wybrzeża, jakim jest Arka - to jest niepokój. Niektórzy mówią, że ten wirus uratuje jeden i drugi klub. Nie chciałbym, żeby tak było, bo nie tędy droga. Myślę, że życie ponad stan, to nie jest strategia klubu piłkarskiego.

Na koniec spytam nieco optymistycznie. Jest w trenerze nadzieja, że ta przerwa w rozgrywkach będzie właśnie takim bodźcem dla klubów, żeby wyciągnąć wnioski i gromadzić środki do wykorzystania w ramach kryzysu? Czy jednak jestem w błędzie i jest trener zdania, że wszystko będzie toczyło się "po staremu"?

- Trzeba wykorzystać sytuację, wynikającą z tej pandemii - w piłce nożnej i w sporcie. Widzę szansę samooczyszczenia tego wszystkiego, co dzieje się w piłce. Epidemia zweryfikuje wiele klubów sportowych. W wielu swoich przekazach apeluję, że polska piłka nożna będzie taka jak jej młodzieży chowanie. Ściąganie zawodników o bardzo wątpliwych kwalifikacjach i płacenie im pieniędzy nieadekwatnych do jakości do niczego dobrego nie prowadzi. Te pieniądze powinny być wpompowane w polską piłkę młodzieżową. Z tego powodu kibicuję akcjom różnego rodzaju - certyfikacji szkółek piłkarskich, Akademii Młodych Orłów - szkoda, że została zawieszona - Pucharowi Tymbarku, to są bardzo fajne inicjatywy. Także Pro Junior System, Centralna Liga Juniorów, Narodowy Model Gry - to wszystko są bardzo ważne rzeczy.

- Ale najważniejsi są ludzie, którzy powinni to wszystko wdrażać w życie. Zamiast tej watahy średnio wykwalifikowanych piłkarzy z całej Europy, trzeba dać szansę polskiej młodzieży. Na dole piramidy powinny znaleźć się pieniądze. Nie przepłacać tych pseudozawodowych piłkarzy, a zainwestować w dół piramidy, gdzie powinni pracować trenerzy z przeszłością piłkarską, demonstratorzy, którzy będą autorytetami, wzorcami dla młodych adeptów polskiej piłki. Bo inaczej to wszystko, co będziemy robić w szkoleniu to jest animacja piłkarska.

Rozmawiał Wojciech Górski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje