Bogdan Rymanowski: Futbol dla mnie to jest nieuleczalna choroba
Bogdan Rymanowski od wielu lat jest jednym z najbardziej cenionych dziennikarzy w Polsce, specjalizującym się w tematyce politycznej i będącym jej regularnym komentatorem. Należy do gwiazd telewizji Polsat, a poza tym rozwija własny format internetowy na Youtube "Rymanowski Live". Nie każdy jednak wie, że 58-latek żywo interesuje się także sportem, a w światek piłkarski wsiąkał od najmłodszych lat. Niedawno udzielił wypowiedzi, która w tym kontekście zasadniczo przesądza sprawę.

W telewizji Polsat Bogdan Rymanowski ma obecnie dwa formaty, którym się poświęca. Są to programy publicystyczne, pierwszy to "Gość Wydarzeń", a drugi emitowane w każdą niedzielę "Śniadanie Rymanowskiego". Ten drugi jest transmitowany na żywo także za pośrednictwem strony internetowej Interii.
Bogdan Rymanowski szczery do bólu. Wiadomość dla kibiców
Aktywność dziennikarza jest dużo szersza, bo jest także jednym z prowadzących popularną audycję w jednej ze stacji radiowych, a od września 2024 roku swoją popularność dyskontuje również w autorskim formacie w serwisie Youtube.
Wielokrotnie nagradzany za swoją działalność dziennikarz niemal dokładnie rok temu, pod koniec listopada 2024 roku, dał się poznać od zupełnie innej strony. W programie "Dwa Fotele" na kanale Meczyki zatracił się w opowieściach o tym, ile znaczy, a przede wszystkim znaczyło dla niego kibicowanie, gdy był młodym chłopcem. Przypomnijmy, że Rymanowski, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, pochodzi z Krakowa.
Bardzo szybko dał do zrozumienia, jakie barwy klubowe spośród kilku drużyn ze stolicy Małopolski, przybrał już w młodym wieku. I kto "zaraził" go kibicowaniem. Zaczął od dość ogólnego stwierdzenia, po czym przeszedł do konkretów.
- Ja tak naprawdę jestem kibicem wszystkich polskich drużyn. Kiedyś byłem takim absolutnie twardogłowym kibicem Wisły Kraków i wiślakiem, chodziłem na "dziesiątkę", pamiętam z końcówki lat 70. fenomenalne mecze z Malmo, czy z Celtikiem, gdy Wisła była bardzo blisko zdobycia Pucharu Europy. Na Wisłę zaprowadził mnie mój ojciec. I tak sobie żartuję, że futbol dla mnie to jest nieuleczalna choroba, przenoszona drogą pokoleniową - uśmiechał się Rymanowski.
Narracja dziennikarza pokazuje, że równie dobrze jego serce mógł zdobyć klub z drugiej strony Błoń, ale ważne okoliczności determinują nasze wybory i sympatie.
Gdyby mój ojciec zaprowadził mnie na Cracovię, to byłbym do dzisiaj kibicem Cracovii. Wtedy, w latach 70., przepraszam za wyrażenie wszystkich kibiców Cracovii, Cracovia nie istniała. Była bardzo nisko jeśli chodzi o klasy rozgrywkowe. Pierwsza liga to była Wisła Kraków, to była fenomenalna ekipa. To byli bracia Szymanowscy, to był Maculewicz. To był świętej pamięci Gonet, fenomenalny bramkarz, który oczywiście nie zrobił kariery reprezentacyjnej. To był Ździsek Kapka, Kazimierz Kmiecik, Adam Nawałka.
A na koniec tego wątku zostawił sobie creme de la creme, czyli innego z niestety nieżyjących już tuzów "Białej Gwiazdy".
- No i mój idol, Andrzej Iwan, Ajwen, chłopak z Nowej Huty. Co więcej, tak naprawdę świat jest mały. Jego żona mieszkała trzy klatki ode mnie na osiedlu Zgody w Nowej Hucie. I pamiętam, że zawsze, gdy przyjeżdżał, wokół jego samochodu zbierała się gromadka chłopaków, takich jak ja, patrzących na niego jak na idola - wyraźnie się podekscytował.











