Reklama

Reklama

Bez pomocy techniki sędziowie będą się zawsze mylić

„Operacja się udała. Pacjent umarł.” – tak w skrócie można opisać eksperyment z wprowadzeniem sędziów bramkowych na boiskach Ekstraklasy. Paliło się po wielu meczach, ale oliwy do ognia dolały błędy pary Sebastian Jarzębak – Hubert Siejewicz podczas meczu Wisła – Legia.

Pastwienie się nad sędziami to prosta sprawa, gdy ma się pod ręką materiał dowodowy w postaci powtórek wideo i zdjęć. To jednak droga donikąd. Mający ułamek sekundy na podjęcie decyzji, pozbawiony pomocy techniki sędzia będzie skazany na pomyłki zawsze. Wierzę jednak, iż nie na tak drastyczne jak te dwie z sobotniego meczu. Chodzi o Artura Jędrzejczyka, który wyraźnie i na dodatek na oczach sędziego Jarzębaka - wyjechał z piłką za linię końcową, a także o ewidentne zagranie ręką w polu karnym Tomasza Jodłowca, po którym Hubert Siejewicz puścił grę, zamiast odgwizdać rzut karny.

Reklama

Wydawać się mogło, że obie sytuacje są bezsprzeczne, ale niestety tak nie jest i tu rodzi się problem. Autorytet sędziowski Sławomir Stempniewski w "Lidze + Extra" dowodził, że reakcja Huberta Siejewicza o puszczeniu gry po tej ręce była jak najbardziej prawidłowa. "To było naturalne ułożenie rąk" - argumentował pan Sławomir i nie dawał się przekonywać np. red. Andrzejowi Twarowskiemu, który pozycję Jodłowca określił barwnie, a zarazem trafnie: "jedna trzecia pajacyka".

Sławomir Stempniewski jest osobą szanowaną w środowisku, a także członkiem Kolegium Sędziów PZPN. Dobrze by było, aby miał świadomość, iż mówiąc takie słowa daje środowisku pole do dowolnej interpretacji podobnych zdarzeń w polu karnym.

Naturalnie ułożoną rękę miał obrońca Chile na MŚ 1998 r. w meczu z Włochami, a jednak gdy piłka posłana przez Roberta Baggio trafiła w nią, był rzut karny. Poza tym, co to znaczy "naturalnie ułożona ręka". Inaczej się ją trzyma biegnąc, inaczej stojąc, a jeszcze inaczej będąc w wyskoku. Czy nie lepiej o definicję - każda ręka, która zwiększa powierzchnię ciała, kwalifikuje się do odgwizdania? Byłoby łatwiej, bez żadnych sporów osądzić - jest szczelina między ręką a tułowiem, to gwiżdżemy. Nie ma jej, kończyna idealnie przylega do korpusu, bądź jest za nim schowana, to puszczamy grę.

Każda precyzyjna reguła jest lepsza od tej: "z której strony zawieje, tak się chorągiewka obróci". Panu Stempniewskiemu i całemu Wydziałowi Sędziowskiemu życzę wypracowania dokładnych, nie pozwalających na odstępstwa zasad pracy panów z gwizdkiem.

FIFA powoli się łamie i zaczyna dopuszczać elektronikę do uczciwego, sprawiedliwego prowadzenia meczów. W czerwcu, w Brazylii zastosowana zostanie technologia "goal-line". Sęk w tym, że ona przyda się niezwykle rzadko - przy ocenie faktu, czy piłka przekroczyła linię bramkową. Nie da nam odpowiedzi na to, czy przeszła za linię końcową, a także czy był spalony, a to właśnie te sytuacje wywołują ostatnio najwięcej skandali.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL