Reklama

Reklama

Besnik Hasi odchodzi z Legii. Zagraniczne niewypały w polskich klubach

Besnik Hasi rozstaje się z Legią Warszawa. Nie ma wątpliwości, że angaż Albańczyka był jednym z największych błędów władz "Wojskowych" w XXI wieku. Szlaki Legii, w zatrudnianiu zagranicznych niewypałów w obecnym stuleciu, przetarło już kilka klubów Ekstraklasy.

Lotto Ekstraklasa - sprawdź terminarz, wyniki oraz tabelę!

Reklama

Ścieżki "Wojskowym" przetarł m.in. Lech Poznań. W sezonie 2002/2003, kiedy poznaniacy byli beniaminkiem, a w klubie nie było takich pieniędzy, jakie są obecnie zatrudniono Czecha Bohumila Panika. 47-letni wówczas trener miał doświadczenie z pracy z Sigmą Ołomuniec, która była wtedy regularnym uczestnikiem Pucharu UEFA, był też asystentem Wernera Liczki w Baniku Ostrawa i zastąpił Czesława Jakołcewicza.

Utrzymał "Kolejorza" w lidze, ale z bilansem 5-4-6 pożegnał się ze stolicą Wielkopolski. Czech został w Polsce, pracując w III-ligowej Miedzi Legnica, z której wyciągnął go właściciel Pogoni Szczecin, Antoni Ptak. "Portowców" prowadził w 13 meczach Ekstraklasy, z których wygrał cztery, sześć zremisował, a jedynie trzy przegrał. Mimo to, oddał stanowisko Bogusławowi Pietrzakowi.

Polak nie wytrzymał długo w tej roli i już w sierpniu, trzy miesiące po rozstaniu, Panik wrócił do Szczecina. Czech dał się poznać jako specjalista od remisów i z bilansem 6-6-8 ostatecznie pożegnał się z Pogonią.

Co ciekawe, obecnie Panik pracuje w rodzinnym kraju, gdzie prowadzi FC Zastav Żlin, który po siedmiu kolejkach nowego sezonu jest sensacyjnym liderem czeskiej ligi.

Białe chusteczki w Poznaniu

Następcą Czecha w Lechu był jego rodak - Libor Pala, który podobnie jak Panik terminował u Liczki. W Poznaniu pracował tyle co Hasi w Legii, niewiele ponad trzy miesiące. Styl prowadzenia zespołu, a także styl bycia samego trenera sprawiły, że kibice "Kolejorza" żegnali go białymi chusteczkami. Zostawił drużynę na przedostatnim meczu w Ekstraklasie.

Po pięciu spotkaniach, lechici mieli w dorobku zaledwie jedno zwycięstwo i cztery porażki. Sezon uratował Czesław Michniewicz, który zdobył Puchar Polski, a w lidze zajął szóste miejsce.

Pala otrzymał jeszcze jedną szansę na najwyższym poziomie w Polsce. 21 grudnia 2006 roku objął Pogoń, którą przygotowywał do rundy wiosennej. Wyleciał po trzech meczach, z których dwa przegrał, a jeden zremisował. Potem Czech pracował jedynie w niższych ligach naszego kraju. Aktualnie pracuje w Libanie, gdzie prowadzi Racing Bejrut.

Czesi nie mają szczęścia w Polsce. Przekonał się o tym również Pavel Malura, który podobnie jak Panik i Pala pracował z zespołem "Portowców". Jego kariera trwała... siedem tygodni. Został zwolniony po drugim meczu, w którym Pogoń przegrała 0-4 z Górnikiem Zabrze. Bilans w naszej Ekstraklasie: 0-0-2.

W 2011 roku, właścicielem i prezesem Polonii Warszawa był Józef Wojciechowski - znany z impulsywnie podejmowanych decyzji ws. trenerów "Czarnych Koszul". Przekonał się o tym Holender Theo Bos, którego Wojciechowski zatrudnił w styczniu 2011 roku. Bos prowadził drużynę w trzech meczach Ekstraklasy i wyleciał po drugiej porażce. Trzy lata temu, Holender zmarł na raka trzustki. Ostatnim zespołem, który prowadził był II-ligowy holenderski FC Dordrecht.

Gdańskie eksperymenty

Ostatnie lata to zagraniczne niewypały trenerskie w Lechii Gdańsk. O ile, Ricardo Moniz okazał się dobry, jak na polskie warunki, o tyle Joaquim Machado i Thomas von Hessen kompletnie nie sprostali oczekiwaniom nad Bałtykiem.

Portugalczyk Machado trafił do Gdańska jako były trener m.in. Feirense czy Tirsense. Miał doświadczenie na najwyższym poziomie w swoim kraju. Prowadził Lechię w dziewięciu meczach i przygodę zakończył z bilansem 3-3-3. Wyleciał po porażce z Pogonią Szczecin przed własną publicznością.

Niemiec von Heesen miał jeszcze lepsze CV niż Machado. Kiedy obejmował Lechię, we wrześniu 2015 roku, miał za sobą pracę m.in. w Arminii Bielefeld, FC Nuernberg oraz Apollonie Limassol. W 11 spotkaniach Ekstraklasy, poniósł aż sześć porażek i wyleciał z hukiem po trzech miesiącach pracy, zostawiając zespół na 14. miejscu. Piotr Nowak, który go zastąpił, zdołał wywalczyć miejsce w górnej ósemce tabeli.

Miejmy nadzieję, że przykład Hasiego, któremu Legia wypłaci jeszcze gigantyczne odszkodowanie będzie przestrogą dla włodarzy klubów Ekstraklasy. Jeśli zatrudniać trenerów zagranicznych to tylko wówczas, kiedy oferują coś czego na polskim rynku szkoleniowym nie ma, a nie tylko wyświechtane frazesy w języku obcym.

Autor: Kamil Kania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje