Beniaminek napsuł krwi mistrzowi Polski. "Szachy" w hicie Ekstraklasy, Lech bił głową w mur
Na zakończenie niedzielnych spotkań 17. kolejki PKO Ekstraklasy mistrz Polski Lech Poznań przyjechał na teren beniaminka, który w tym sezonie robi prawdziwą furorę. Trzecia w tabeli Wisła Płock bardzo umiejętnie broniła się przez całe spotkanie. "Kolejorz" zdecydowanie przeważał, lecz nie był w stanie strzelić choćby jednego gola. Bezbramkowy remis w tym spotkaniu powoduje, że Wisła nieznacznie umocniła się na ligowym podium.

Listopadowa przerwa na mecze reprezentacji podziałała bardzo korzystnie na piłkarzy Lecha Poznań. Mistrz Polski przyjeżdża na teren rewelacyjnego beniaminka z Płocka po wygranych 3:1 z Radomiakiem Radom oraz 2:0 ze szwajcarskim Lausanne Sport w rozgrywkach Ligi Konferencji. Stanowi to dla kibiców Lecha świetną odmianę - we wcześniejszych listopadowych potyczkach Lech tylko zremisował z Motorem oraz przegrał z Rayo Vallecano oraz Arką Gdynia.
Wisła Płock do Ekstraklasy awansowała dopiero po zwycięskich bataliach w barażach. Drużyna Mariusza Misiury w tym sezonie spisuje się jednak zdecydowanie najlepiej z tegorocznych beniaminków. "Nafciarze" do potyczki z Lechem przystępowali zajmując trzecią lokatę w ligowej tabeli. Dorobek punktowy mógł być jeszcze lepszy, Wisła Płock dopiero w następnym tygodniu zagra zaległe spotkanie z Cracovią.
Szachy w Płocku przerwane zadymieniem. Konieczna była ewakuacja do szatni
Mecz dla Lecha rozpoczął się szalenie pechowo. Już w jednym z pierwszych starć na murawę upadł Antonio Milić. Chorwat dopiero co wrócił do gry po problemach zdrowotnych, a tutaj wszystko zapowiada kolejną pauzę. Środkowy defensor próbował jeszcze kontynuować grę, lecz finalnie już w 10. minucie zastąpił go Mateusz Skrzypczak.
Tempo meczu nie było bardzo intensywne, przez co kibice obserwujący to starcie w pierwszej jego części nie obserwowali zbyt wielu okazji bramkowych. W pewnym momencie ponad 11 tysięcy osób zgromadzonych na stadionie w Płocku miało spory problem, by dostrzec cokolwiek. Wszystko z powodu rac odpalonych przez kibiców. Zadymienie nad murawą było na tyle duże, że sędziujący ten mecz Wojciech Myć najpierw przerwał grę, by potem zaprosić piłkarzy do szatni.
Na szczęście przerwa nie trwała bardzo długo i po kilku minutach mecz został wznowiony. Żaden przełom jednak nie nastąpił, pomimo kilku sytuacji do przerwy wynik nie uległ już zmianie. W ostatniej akcji meczu goście liczyli na uśmiech losu, gdy po strzale Yannicka Agnero sygnalizowali zagranie ręką Wiktora Nowaka. Sędzia po chwili konsultacji z VAR-em urwał spekulację, nie odgwizdując "jedenastki".
Lech nie potrafił przebić defensywy Wisły Płock. Mistrz Polski z zaledwie jednym punktem
W pierwszej połowie Wisła bramce Lecha zagroziła tylko raz. Słabe uderzenie z dystansu Dominika Kuna obronił Bartosz Mrozek. Tuż po przerwie gospodarze wyszli z szybkim kontratakiem. Z prawej strony boiska sporo miejsca dostał Zan Rogelj. Słoweński skrzydłowy z ostrego kąta oddał strzał, lecz ten nie mógł zagrozić dobrze ustawionemu bramkarzowi Lecha.
Niels Frederiksen widząc niemoc Lecha w ofensywie postanowił sięgnąć po swoje dwie strzelby. Po godzinie gry na murawie pojawili się Mikael Ishak oraz wracający do regularnych występów po kontuzji Ali Gholizadeh. Po ich wejściu ataki gości zdawały się być bardziej dynamiczne, lecz oczekiwanego przełomu dalej nie było. Przewaga w posiadaniu piłki nie pomagała w przełamaniu dobrze funkcjonującej defensywy Wisły.
Ishak swoją okazję miał w 80. minucie. Szwed dopadł do przypadkowo odbitej piłki, lecz jego próbę momentalnie zablokował jeden z defensorów "Nafciarzy". Lecha w 89. minucie strzałem głową zaskoczyć mógł Iban Salvador. W drugiej minucie doliczonego czasu gry mocno z dystansu uderzał Joel Pereira. Pomimo usilnych prób przez cały mecz sytuacja nie zmieniła się już do ostatniego gwizdka sędziego Mycia. Lech Poznań bezbramkowo zremisował na wyjeździe z Wisłą Płock, która utrzymuje się na trzeciej lokacie w Ekstraklasie.
Zobacz również:












