Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy

Za nami trzecia kolejka w Orange Ekstraklasie i trzeba przyznać, że tym razem było ciekawie. Przede wszystkim w stolicy, gdzie Legia przegrała z BOT GKS Bełchatów, prowadząc 1:0 do 76. minuty...

O ile postawa obrońców tytułu jest, jak na razie, największym rozczarowaniem sezonu, to wielkim pozytywnym zaskoczeniem jest gra podopiecznych Oresta Lenczyka.

Reklama

Ekipa z Bełchatowa ma - jako jedyna w tabeli - komplet punktów i wyprzedza o dwa punkty krakowską Wisłę, która dość pewnie poradziła sobie w niedzielę z imienniczką z Płocka.

ASY

Orest Lenczyk (trener GKS-u Bełchatów)

Jeśli ktoś przed sezonem powiedziałby, że po trzech kolejkach liderem będzie zespół z Bełchatowa, to jako pierwszy nie uwierzyłby w to - znany z realistycznego podejścia do świata - Orest Lenczyk.

Tym większe brawa dla tego doświadczonego szkoleniowca, który potrafił natchnąć swój zespół nie tylko do gry bez kompleksów, ale przede wszystkim mądrej. GKS wygrał w Warszawie, bo dał sobie na to szansę. Goście przegrywali wprawdzie 0:1, ale jedną bramkę zawsze można odrobić.

Nie pamiętali o tym legioniści, pamiętał natomiast Lenczyk (wprowadzając w 60. minucie późniejszego zdobywcę decydującego gola, Łukasza Gargułę) i jego piłkarze.

Łukasz Piszczek (Zagłębie Lubin)

To właśnie głównie temu piłkarzowi ekipa z Lubina zawdzięcza "domowe" zwycięstwo w pojedynku z groźną i dzielnie walczącą Cracovią. Zagłębie przegrywało już 1:3, gdy wprowadzony chwilę wcześniej na murawę Piszczek, wykorzystał podanie Chałbińskiego i z niewielkiej odległości umieścił piłkę w bramce.

Ten sam piłkarz wypracował akcję dającą wyrównującego gola i sam zakończył ją celnym strzałem. W 49. minucie był faulowany przed polem karnym, a z wolnego uderzał Iwański. Bramkarz "Pasów" zdołał odbić futbolówkę, ale wobec dobitki Piszczka był już bezradny.

Chwilę później czwartą bramkę zdobył Wojciech Łobodziński i gospodarze odnieśli - choć nie bez pomocy arbitra - cenne zwycięstwo.

Jakub Błaszczykowski (Wisła Kraków)

Kibice wicemistrzów Polski chyba mogą odetchnąć z ulgą. Przetrzebiony kontuzjami zespół pewnie ograł Wisłę Płock, momentami prezentując ciekawy futbol. Jednym z ojców zwycięstwa był Jakub Błaszczykowski. Utalentowany zawodnik szalał na prawym skrzydle, a swój dobry występ uświetnił asystą przy golu Branko Radovanovica. Z powstrzymaniem rajdów Błaszczykowskiego zupełnie nie mógł sobie poradzić Krzysztof Kazimierczak. Obrońca z Płocka często uciekał się do fauli i tylko dzięki pobłażliwości sędziego Zdzisława Bakaluka dotrwał do ostatniego gwizdka.

Mały "minus" dla Błaszczykowskiego za niewykorzystaną sytuację sam na sam z Robertem Gubcem. Gołym okiem widać postępy w grze 21-letniego piłkarza i wierzymy, że wkrótce takich okazji nie będzie marnował.

CIENIASY

Defensywa Legii Warszawa

To co w poprzednim sezonie stanowiło o sile podopiecznych Dariusza Wdowczyka, w tym stanowi o ich słabości. Fatalne błędy defensywy przesądziły o pierwszej w tym sezonie ligowym porażce Legii, która uległa przy Łazienkowskiej BOT GKS Bełchatów 1:2.

Gospodarze prowadzili od 58. minuty po strzale Miroslava Radovicia, ale w ostatnim kwadransie spotkania dali się zaskoczyć drużynie z Bełchatowa. Gole Tomasza Wróbla i Łukasza Garguły padły z powodu niefrasobliwości stołecznych defensorów.

W Warszawie już chyba bardzo tęsknią za Moussą Ouattarą...

Krzysztof Kotorowski (Lech Poznań)

Krzysztof Kotorowski nie jest pewnym punktem Lecha Poznań. W kolejnym meczu bramkarz "Kolejorza" nie ustrzegł się błędów, które rywale skwapliwie wykorzystali. W Kielcach Kotorowskiego pokonali Marcinowie Klatt i Kaczmarek. Zwłaszcza bramka strzelona przez pierwszego z wymienionych obciąża konto golkipera "Kolejorza". Klatt strzelił piłkę głową, a ta odbiła się od słupka i wpadła w ręce Kotorowskiego, który nie wiedzieć czemu nie potrafił jej utrzymać w rękach. Później pozostało jedynie ukryć twarz w dłoniach.

Przy drugim straconym golu, Kotorowski również się nie popisał, ale w tym przypadku współwinnym był Marcin Wasilewski. Wasilewski i Kotorowski tak długo zastanawiali się, kto ma przejąć piłkę, że wreszcie zrobił to za nich Kaczmarek i skierował ją do siatki.

Zastanawiamy się, dlaczego trener Franciszek Smuda trzyma jeszcze Kotorowskiego w podstawowym składzie?

Wydaje się, że jest to jeden ze sposobów popularnego "Franza", który na pomóc w budowie charakteru Lecha. Trzeba przyznać, że ta metoda, jak na razie, przynosi skutek. Lechici znów pokazali ducha walki i odrobili straty. Z tą ryzykowną metodą radzimy jednak uważać, bo następnym razem Kotorowski popełni tyle błędów, że straty będą zbyt duże...

Piłkarze Odry Wodzisław i Groclinu Grodzisk Wlkp.

- Warunki meteorologiczne przerosły umiejętności techniczne piłkarzy - powiedział Werner Liczka i miał absolutną rację. Dopiero przy ulewnie padającym deszczu można było się zorientować, co do zaprezentowania mają nasi ligowcy.

Piłkarze Odry i Groclinu nie mieli tego zbyt wiele. Owszem, biegali i walczyli, ale tego wymaga się już w rozgrywkach szkolnych...

Dowiedz się więcej na temat: PGE GKS Bełchatów | Bełchatów | gks | asy i cieniasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje