Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy jesiennej ekstraklasy

Piłkarze ekstraklasy zakończyli w niedzielę rundę jesienną sezonu 2003/04. Pora podsumować ich dokonania. Po 13. kolejkach "odchudzonej" ligi sporządziliśmy listę tych najbardziej wartościowych akcentów oraz największych rozczarowań piłkarskiej jesieni.

Asy i Cieniasy dotychczas były podsumowaniem wydarzeń ligowych kolejek, tym razem jednak będą podsumowaniem półmetka piłkarskich rozgrywek. Zapraszamy do lektury!

ASY

  • Mirosław Szymkowiak (Wisła Kraków)

    Od czasów Kazimierza Deyny nie było w naszym kraju tak klasowego rozgrywającego jak Mirosław Szymkowiak. Nazwisko tego piłkarza przejawia się w historii polskiej piłki od prawie 10 lat. "Szymek" grał już prawie na każdej pozycji na boisku, ale swój talent najlepiej wykorzystuje w środku pomocy. Można zaryzykować twierdzenie, że bez jego podań otwierających napastnikom drogę do bramki rywali, Wisła nie zdobyłaby tytułu mistrza rundy jesiennej. Szymkowiak, wyróżnia się w naszej lidze myśleniem, intuicją, pracowitością oraz dobrym przeglądem pola. Do jego atutów należy również strzał z dystansu (rzuty wolne) oraz chęć do pracy na boisku, czy zaraża swoich kolegów. Wierzymy, że "Szymek" może grać jeszcze lepiej, zarówno w lidze jak i reprezentacji.

  • Stanko Svitlica (Legia Warszawa)

    Wielokrotnie na naszej cotygodniowej liście Asów. Zdobywca 9 goli w rundzie jesiennej, w tym wielu bardzo ważnych. Stanko był ostoją Legii, która - zważywszy na kłopoty kadrowe i finansowe - spisywała się bardzo dobrze.

    Bez serbskiego napastnika podopieczni Dariusza Kubickiego mieliby znacznie mniejszy dorobek punktowy i to jest już wystarczającym powodem do umieszczenia Svitlicy wśród Asów zakończonej rundy!

  • Radosław Sobolewski (Groclin Grodzisk Wlkp.)

    Niechciany niegdyś w Płocku, dziś uwielbiany w Grodzisku Wielkopolskim. Ten sezon jest najlepszym w karierze 26-letniego wychowanka Jagiellonii Białystok. Działacze z Płocka zapewne nie mogą sobie teraz odżałować, że wypuścili z rąk taki skarb.

    Po przyjeździe do Wielkopolski Radosław Sobolewski szybko wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce silnego kadrowo Groclinu. Twardy, nieustępliwy, obdarzony świetnym strzałem z dystansu piłkarz w dużym stopniu przyczynił się do wiosennego sukcesu drużyny, jakim niewątpliwie był tytuł wicemistrzów Polski. Co najważniejsze defensywny pomocnik Groclinu nie zgubił wysokiej formy jesienią. Strzelił rywalom cztery bramki, a jego dyspozycję postanowił sprawdzić selekcjoner Paweł Janas. Sobolewski nie zawiódł i w debiucie zdobył gola w zwycięskim 2:1 dla "biało-czerwonych" meczu z Estonią.

    Reklama

    Niestety w końcówce sezonu, tego solidnego piłkarza dosięgnął pech. Kontuzja mięśnia czworogłowego pozbawiła go udziału w pucharowej konfrontacji Groclinu z Manchesterem City, a także reprezentacyjnych spotkań z Włochami oraz Serbią i Czarnogórą.

  • Paweł Kryszałowicz (Amica Wronki)

    Przed sezonem ten utalentowany napastnik wrócił do Polski po nieudanej przygodzie z Bundesligą. Choć w polskiej lidze było kilku chętnych na jego usługi (mówiło się o Lechu Poznań i Wiśle Kraków) piłkarz ostatecznie zakotwiczył w klubie, z którego wyruszał na podbój Europy - Amice Wronki. Powrót okazał się nadzwyczaj udany. Kryszałowicz zdobył w rundzie jesiennej 10 bramek, w 15 minut strzelił dwa gole mistrzowi Polski, praktycznie w pojedynkę rozstrzygając mecz. Od razu stał się wiodącą postacią drużyny.

    Nic dziwnego, że napastnik dość szybko postawił przed sobą cel - powrót do reprezentacji Polski, w której ostatni mecz rozegrał w zeszłym roku.

    W Amice "Kryszał" rządzi i dzieli, a jego drużyna po rundzie jesiennej zajmuje pozycję wicelidera tabeli. To chyba najlepszy sezon w historii klubu z Wronek.

  • Paweł Bugała (Górnik Łęczna)

    Najpiękniejsza bramka rundy jesiennej padła w meczu beniaminków piłkarskiej ekstraklasy,w którym Górnik Łęczna pokonał swojego imiennika z Polkowic. Kibice w Łęcznej oglądali wtedy tylko jedną bramkę, ale za to jaką i w jakich okolicznościach! Jej autorem był Paweł Bugała, który zaskoczył golkipera w sytuacji, kiedy jego drużyna grała osłabiona brakiem ... dwóch piłkarzy! Przeżyjmy zatem to jeszcze raz, bo jest co wspominać.

    W 64. min meczu obrońca gospodarzy Tomasz Copik ratuje swój zespół przed utratą bramki, wybijając po strzale Tomasza Moskala piłkę ręką z linii bramkowej. Interwencja ta kosztowała Copika drogo, bowiem arbiter pokazał mu czerwoną kartkę (już druga w tym meczu dla gospodarzy), a goście stanęli przed szansą zdobycia gola z rzutu karnego. Tylko niepoprawny optymista wierzył chyba w tym momencie, że uda się piłkarzom z Łęcznej odwrócić losy tego meczu, ale dwie minuty później stało się to jednak faktem!

    Najpierw młody bramkarz gospodarzy Bartosz Rachowski obronił jedenastkę, a następnie Mirosław Budka po kontrze miejscowych wywalczył rzut wolny na wysokości pola karnego gości. Budka szybko rozegrał stały fragment gry, podając piłkę do nadbiegającego Bogusia, który uderzył z pierwszej piłki. Futbolówka odbiła się jeszcze od jednego z zawodników Polkowiczan i trafiła prosto pod nogi Pawła Bugały. Pomocnik Górnika pięknie przyjął piłkę w powietrzu i uderzył ją lewą nogą zanim ponownie dotknęła murawy. Strzał trafił w samo okienko bramki Banaszyńskiego. Trybuny eksplodowały radością, podczas gdy Bugała utonął w objęciach kolegów! Osłabieni gospodarze utrzymali korzystny wynik do końca spotkania, a pomocnik Górnika Łęczna zasłużył sobie w ten sposób na miano naszego bohatera piłkarskiej jesieni.

    CIENIASY

  • Robert Gubiec (Polonia Warszawa)

    Spotkaniem w Łęcznej bramkarz Polonii Warszawa zasłużył sobie na miano "pechowca jesieni". Kiedy Gubiec próbował rozpocząć akcję oczekujących już na końcowy gwizdek popularnych "Czarnych Koszul", na boiskowym zegarze była już 90 minuta i wynik (1:1),

    Golkiper Polonii położył piłkę na murawie, po czym zamiast wznowić grę, wszczął dyskusję z arbitrem liniowym, sugerując jego błąd w ocenie poprzedniej akcji. Zajęty rozmową Gubiec nie zauważył jak z prawej strony podąża truchtem w jego stronę napastnik gospodarzy Grzegorz Skwara. Ten w odpowiednim momencie przyśpieszył, przechwycił futbolówkę i po minięciu rozpaczliwie interweniującego obrońcy Polonii skierował ją do pustej bramki. Zaskoczony Gubiec nawet nie drgnął.

    Piłkarze i kibice beniaminka rozpoczęli świętowanie kolejnego zwycięstwa swojej drużyny, a załamany bramkarz Polonii nie potrafił po meczu wytłumaczyć swojego "gapiostwa".

  • Jakub Wierzchowski (Wisła Płock)

    Okazuje się, że dla bramkarza najważniejszy jest stały kontakt z murawą i to w meczach o stawkę. Potwierdza to przykład Wierzchowskiego, którego długie przesiadywanie na ławce Werderu wyraźnie go "zniszczyło".

    Golkiper wrócił więc do Polski i miał być pewnym punktem płockiej Wisły, a okazał się... winowajcą wielu porażek. W grze Wierzchowskiego wyraźnie brak pewności siebie. Bramkarz ten przeplata udane interwencje (zazwyczaj po ciężkich do obrony strzałach) ze strasznymi wpadkami. Udane akcje świadczą o tym, że Wierzchowski ma wciąż sporo możliwości i mamy nadzieję, że wraz z ograniem dawna forma wróci. Miejsce wśród Asów czeka...

  • Górnik Polkowice

    Okazuje się, że przeskok z 2. ligi do ekstraklasy okazał się dla drużyny z Polkowic za dużym wyzwaniem. Co prawda zespół wygrał dwa mecze jesienią, ale w przeciwieństwie do Świtu (nie wygrał żadnego meczu), grał przed własną publicznością i miał więcej czasu na przygotowanie do gry. Kibice będą głównie pamiętać serię zmarnowanych pięciu rzutów karnych przez polkowiczan i rażącą nieskuteczność w sytuacjach podbramkowych. Górnik nic nie wniósł do ekstraklasy, w przeciwieństwie do imiennika z Łęcznej.

  • Edward Lorens (Dospel Katowice)

    Gdy Jan Żurek w czerwcu zapewnił Dospelowi grę w europejskich pucharach oraz miejsce na podium ekstraklasy, nikt nie spodziewał się, że tuż po zakończeniu rozgrywek na stanowisku trenera zastąpi go Edward Lorens. Dodatkowo, zmiana nastąpiła w mało przyjemnych okolicznościach. Prezes Dziurowicz trochę się chyba pogubił, bo Żurek o fakcie zwolnienia dowiedział się od dziennikarzy przebywając na urlopie poza Polską.

    Przy okazji zatrudniania Lorensa padły słowa o bardziej perspektywicznym spojrzeniu na drużynę, budowaniu jej w większym horyzoncie czasowym. Cóż, Lorens chyba tak bardzo wziął sobie to do serca, że zapomniał o czasie teraźniejszym.

    Dospel zaczął prezentować się żenująco. Udział w Pucharze UEFA zakończył na rundzie wstępnej. Katowiczanie okazali się gorsi od Cementarnicy Skopje, która w pierwszej rundzie dwa razy uległa RC Lens tracąc sześć goli, a nie zdobywając ani jednego.

    Fatalnie wiodło się dowodzonej przez Lorensa drużynie w ekstraklasie. Po pięciu kolejkach Dospel miał na swoim koncie zaledwie siedem punktów i kibice, którym Lorens od początku się nie podobał, zaczęli coraz bardziej zdecydowanie wyrażać swoje niezadowolenie i domagać się powrotu Żurka.

    Po wysokiej porażce w Łęcznej skończyła się również cierpliwość Piotra Dziurowicza. Trenerem na Bukowej został ponownie Jan Żurek, a Lorens pozostawił po sobie tylko wezwanie do zapłaty pieniędzy, które klub mu jest winien.

    Za te "wybitne osiągnięcia" duży Cienias dla Edwarda Lorensa!

  • Tomasz Mikulski - (sędzia)

    Arbiter z Lublina jest bardzo doświadczonym sędzią. Wśród rozjemców pierwszoligowych obecny jest stale od kilku lat, będąc również arbitrem międzynarodowym.

    Tym trudniej zrozumieć wpadkę, jaka przydarzyła mu się w meczu 12. kolejki pomiędzy Dospelem Katowice a Wisłą Płock. W 22. minucie Mikulski chcąc ukarać żółtą kartką Kurtovicia, sięgnął do kieszonki, która... okazała się pusta. Z pomocą nieszczęsnemu sędziemu przyszedł dopiero arbiter techniczny użyczając swoich kartek, ale i tak bez kompromitacji się nie obeszło. Taką nieuwagę można porównać do zapomnienia przez piłkarza butów lub koszulki. Co prawda, znamy i takie przypadki...

  • Reklama

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Strona główna INTERIA.PL

    Polecamy

    Rekomendacje