Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy czwartej kolejki T-Mobile Ekstraklasy

Mistrzowie Polski - Legia Warszawa - w 45 minut rozbili beniaminka z Łęcznej. Górnik w drugiej połowie dał sobie strzelić aż pięć goli, po dwa wbili mu Ivica Vrdoljak i Orlando Sa, a jedno trafienie dołożył Jakub Kosecki. Z kolei mocnym kandydatem na Cieniasa jest Zaur Sadajew, który nieodpowiedzialnym zachowaniem przyćmił nawet "popisy" sędziów.

Czwarta kolejka zostanie zapamiętana jednak głównie ze względu na pomyłki sędziów. W aż czterech spotkaniach popełnili oni bardzo duże błędy, które wpływały na wynik prowadzonych przez nich spotkań.

Wracając do spraw sportowych nowym liderem T-Mobile Ekstraklasy został drugi beniaminek - PGE GKS Bełchatów.

ASY

Ivica Vrdoljak (Legia Warszawa)

Od niego zaczął się demontaż beniaminka z Łęcznej. Kapitan "Wojskowych" strzelił pierwszego gola, a potem dodał jeszcze jednego. Tym razem skutecznie wykorzystał rzut karny, przełamując się po dwóch przestrzelonych "jedenastkach" w meczu z Celtikiem Glasgow w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Reklama

Tomasz Brzyski (Legia Warszawa)

Dwa razy bardzo dobrze dośrodkował. Najpierw z rzutu rożnego, a akcję celną "główką" wykończył Vrdoljak, następnie z gry, gdy również głową piłkę do siatki posłał Orlando Sa.

Damian Chmiel (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

W pierwszej połowie Zawisza powinien prowadzić z Podbeskidziem kilkoma bramkami. Prowadził tylko 1-0, a po przerwie do pracy wzięli się "Górale". Wyrównał Dariusz Kołodziej po asyście Chmiela, który w doliczonym czasie gry zapewnił Podbeskidziu cenne trzy punkty.

Tomasz Kędziora (Lech Poznań)

Jeden z dwóch bohaterów "Kolejorza" w wyjazdowym meczu z Lechią. Prawy obrońca Lecha dwa razy popisał się mierzonymi dośrodkowaniami, które na bramki zamienił Łukasz Teodorczyk.

Łukasz Teodorczyk (Lech Poznań)

"Teo" na murawie pojawił się dopiero w 67. minucie, ale nie przeszkodziło mu to zadecydować o wyniku spotkania. Rezerwowy napastnik "Kolejorza" dwa razy najwyżej wyskoczył w polu karnym i celnie przymierzył głową.

Michał Mak (PGE GKS Bełchatów)

Po raz kolejny pokazał się z dobrej strony w tym sezonie Ekstraklasy. Skrzydłowy beniaminka miał udział przy obu golach strzelonych przez Bełchatów. Najpierw wykorzystał rzut karny, a następnie asystował przy trafieniu Kamila Poźniaka.

Kamil Poźniak (PGE GKS Bełchatów)

Tym razem jednak Mak nie był pierwszoplanową postacią swojego zespołu. Na takie miano zasłużył Poźniak, który nie tylko zdobył bramkę na 2-0, ale rządził w środku pola.

Marcin Budziński (Cracovia)

Bez niego (i sędziego, ale o tym poniżej) nie byłoby pierwszego zwycięstwa "Pasów" w sezonie 2014/15 T-Mobile Ekstraklasy. Pomocnik Cracovii asystował przy golu Boubacara Diabanga, a w doliczonym czasie gry sam pokonał bramkarza Korony.

Robert Jeż (Górnik Zabrze)

W końcu zagrał na dobrym poziomie. Słowak zdobywając dwie bramki dla Górnika walnie przyczynił się do pokonania Jagiellonii 3-0. Pierwszą zdobył wykorzystując rzut karny, a drugą precyzyjnie wykonując rzut wolny.

Alberto Cifuentes (Piast Gliwice)

Na początku sezonu nie miał za dobrych recenzji. W meczu w Szczecinie pokazał się jednak z dobrej strony. Nie dał się pokonać ani razu, choć naprzeciwko niego stanął m.in. Marcin Robak, czyli król strzelców Ekstraklasy z poprzedniego sezonu.

CIENIASY

Paweł Gil (sędzia meczu Cracovia - Korona)

Właściwie chodzi tutaj o sędziego liniowego, ale to główny arbiter podejmuje ostateczne decyzje. W doliczonym czasie gry meczu Cracovia - Korona gospodarze wykonywali rzut wolny. W pole karne dośrodkował Łukasz Zejdler, a piłkę w siatce umieścił Budziński. Tylko że on, jak i czterech jego innych kolegów, był na pozycji spalonej. Jednego piłkarza można nie zauważyć, ale pięciu?

Mariusz Złotek (sędzia meczu Górnik - Jagiellonia)

Pierwsza bramka spotkania padła po rzucie karnym. Arbiter uznał, że piłka po wstrzeleniu jej w pole karne przez Łukasza Madeja trafiła w rękę Marka Wasiluka. Tak jednak nie było. Obrońca Jagiellonii słysząc gwizdek złapał się za głowę, ale piłkarzom gości nie udało się wyperswadować sędziemu Złotkowi błędnej decyzji.

Tomasz Musiał (sędzia meczu Bełchatów - Śląsk)

Sędzia z Krakowa dwa razy podyktował rzuty karne po tym jak piłka odbijała się od ręki Krzysztofa Ostrowskiego. "Jestem mocno zdziwiony, że te karne zostały podyktowane. Moim zdaniem 'jedenastka' bardziej należała się nam, bo przeciwnik aż dwukrotnie w dużo łatwiejszych do ocenienia sytuacjach przekraczał przepisy. Ale arbiter widocznie tego nie widział" - mówił obrońca Śląska wrzucając kamyczek do ogródka Tomasza Musiała.

Krzysztof Ostrowski (Śląsk Wrocław)

"Uważam, że nie powinno być tych karnych. Piłka dwa razy odbiła mi się od ręki, ale przecież nie zagrywałem specjalnie. Nie miałem nad nią żadnej kontroli" - tłumaczył największy pechowiec meczu Bełchatowa ze Śląskiem, który sprokurował dwie "jedenastki". Gospodarze wykorzystali tylko jedną (Michał Mak), bo za pierwszym razem strzał Błażeja Telichowskiego obronił Mariusz Pawełek.

Tomislav Bożić (Górnik Łęczna)


Beniaminek w Warszawie trzymał się do przerwy. Po zmianie stron coś jednak pękło i drużyna straciła aż pięć goli. Być może wynik byłby niższy, gdyby nie czerwona kartka dla Bożicia, który w polu karnym sfaulował Miroslava Radovicia. Gra w dziesiątkę całkowicie odebrała ochotę do gry Górnikowi, który dał sobie jeszcze wbić trzy bramki.

Grzegorz Kuświk (Ruch Chorzów)


Napastnik Ruchu miał w niedzielę jedną stuprocentową okazję. W 63. minucie znalazł się przed Michałem Buchalikiem, ale strzelając z 12 metrów nie trafił nawet w bramkę. Po chwili trener Jan Kocian zdjął go z boiska, a wprowadzony za niego Michał Efir prawie natychmiast wpisał się na listę strzelców.

Daniel Stefański (sędzia meczu Wisła - Ruch)


Na początku spotkania trochę się pospieszył odgwizdując zagranie ręką Marcina Malinowskiego przed polem karnym. Gdyby dał sobie na "wstrzymanie", to Paweł Brożek mógłby się cieszyć się z gola, a tak Wisła wykonywała tylko rzut wolny. Z kolei jego gwizdek milczał w momencie, gdy w polu karnym przewrócił się Tomasz Zając zahaczony przez Jakuba Kowalskiego. Ruch w tym momencie wyprowadził kontrę zakończoną bramką zdobytą przez Michała Efira.

Zaur Sadajew (Lechia Gdańsk)

Jak nazwać zachowanie napastnika "Biało-zielonych"? Sadajew w końcówce pierwszej połowy bardzo ostro potraktował Łukasza Trałkę i zobaczył czerwoną kartkę. Czeczen nie mógł się pogodzić z tą decyzją i schodząc z boiska miał spore pretensje do arbitra technicznego, a także odepchnął kamerę. Klub odesłał piłkarza do rezerw i nałożył na niego karę finansową.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje