Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy 34. kolejki Ekstraklasy

Thrillery w Gdańsku i Białymstoku, planowe zwycięstwo Legii w Szczecinie. Popisowa gra bramkarzy "Kolejorza" i frajerska porażka Wisły w ostatnich sekundach - oto, co zapamiętamy z ligowego weekendu. Sprawdźcie, kto błyszczał, a kto zawiódł w 34. serii meczów Ekstraklasy!

Thrillery w Gdańsku i Białymstoku, planowe zwycięstwo Legii w Szczecinie. Popisowa gra bramkarzy "Kolejorza" i frajerska porażka Wisły w ostatnich sekundach - oto, co zapamiętamy z ligowego weekendu. Sprawdźcie, kto błyszczał, a kto zawiódł w 34. serii meczów Ekstraklasy!

Ekstraklasa: wyniki, tabele i statystyki - kliknij tutaj!

Lech Poznań i Legia Warszawa nie zwalniają tempa. W 34. kolejce Ekstraklasy "Kolejorz" pokonał Lechię Gdańsk na wyjeździe 2-1, a Legia wygrała z Pogonią w Szczecinie 1-0. Ciekawie było także w Białymstoku, gdzie Jagiellonia w ostatnich sekundach wydarła pewne zwycięstwo Wiśle Kraków. Teraz piłeczka jest po naszej stronie - pora rozdać Asy i Cieniasy!

Reklama

Asy 34. kolejki:

Nika Dżałamidze (Jagiellonia Białystok) - Długo wydawało się, że "Jaga" przegra z Wisłą na własnym stadionie. Ale ostatnie sekundy meczu na wypełnionym stadionie w Białymstoku to był Dżałamidze-show! Najpierw Gruzin z łatwością ograł na skrzydle Jovicia i dograł do Tuszyńskiego, który strzelił gola. Potem piłkarz z Kaukazu przeprowadził cudowną indywidualną akcję, strzelił w poprzeczkę, a z dobitki gola strzelił Jan Pawłowski.

Jasmin Burić (Lech Poznań) - Interwencje Bośniaka były nie tylko skuteczne, ale też bardzo widowiskowe. Oprócz dobrej gry na linii, Burić zanotował także... asystę przy bramce Szymona Pawłowskiego. Bramkarz Lecha w meczu z Lechią bronił jak w transie aż do 82. minuty, kiedy doznał kontuzji, a zastąpił go...

Maciej Gostomski (Lech Poznań) - Wszedł na ostatnie kilkanaście minut meczu z Lechią, a napracował się jak niejeden bramkarz przez cały mecz. Nie zdołał obronić strzału Vranjesa z rzutu karnego, ale jego interwencja po strzale Czolaka głową w doliczonym czasie gry była spektakularna!

Orlando Sa (Legia Warszawa) - Może i nie jest faworytem trenera Berga, ale ilekroć jest na boisku, daje drużynie dużo jakości w ataku. W sobotnim meczu z Pogonią zdobył dla Legii jedynego gola i pokazał, że forowanie w ataku Marka Saganowskiego było nieporozumieniem.

Łukasz Madej (Górnik Zabrze) - Jan Tomaszewski powiedziałby, że w meczu Śląska z Górnikiem na boisku było 22 facetów, ale tylko jeden piłkarz. Był nim właśnie Madej, który swoimi szarżami siał popłoch w szeregach obrony rywali. Kilka razy wykładał piłkę kolegom jak na tacy, ale ci marnowali znakomite okazje. W końcu jednak jego dośrodkowanie zamienił na bramkę Iwan.

Konstantin Wasiljew (Piast Gliwice) - Estończyk był bardzo pożyteczny w środku pola, po raz kolejny imponował świetnie bitymi rzutami wolnymi. Zdobył bramkę dla Piasta, dzięki której gliwiczanie wygrali z Podbeskidziem i są już prawie pewni utrzymania.

Deniss Rakels (Cracovia) - Nareszcie zaczął realizować spory potencjał. Przeciwko Koronie brał na siebie ciężar gry Cracovii w ofensywie, strzelił gola z karnego. Niezła forma dodała mu ostatnio pewności siebie.

Alvarinho (Zawisza Bydgoszcz) - Zawisza, co prawda, tylko zremisował w kluczowym dla walki o utrzymanie w lidze meczu z Górnikiem Łęczna, ale Portugalczyk w szeregach bydgoskiego zespołu był wyróżniającą się postacią. Strzelił gola po niespełna kwadransie, potem szarpał, dryblował, ale wielkiej krzywdy Górnikowi już nie zdołał zrobić.

Mariusz Pawełek (Śląsk Wrocław) - Wydaje się, że bramkarz nie może dać zespołowi sygnału do ataku, ale golkiper Śląska Mariusz Pawełek udowodnił, że to nieprawda! W spotkaniu z Górnikiem nie tylko pewnie bronił, ale też znakomitym wyrzutem na połowę boiska uruchomił Flavio Paixao, który zagrał w pole karne do swojego brata - Marco, a ten wpakował piłkę do siatki.

Arkadiusz Piech (PGE GKS Bełchatów) - Trudno o bardziej przekonywujący wybór na Asa tej kolejki. Prawie 30-letni napastnik pozwolił zachować Bełchatowowi nadzieję pozostanie w Ekstraklasie, strzelając cztery gole swojemu byłemu klubowi Ruchowi Chorzów. - Udało mi się to pierwszy raz w karierze - przyznał Piech po meczu.

Adrian Mójta (PGE GKS Bełchatów) - Lewa strona Bełchatowa w meczu z Ruchem była bardzo groźna, bo grali na niej zarówno Mójta, jak i Michał Mak. Obrońca GKS-u bardzo często włączał się do akcji ofensywnych i był w nich pożyteczny, zaliczył przecież dwie asysty.

Cieniasy 34. kolejki:

Miroslav Bożok (Górnik Łęczna) - Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? Czy Słowak w ogóle był na boisku w meczu z Zawiszą? Przebywał na murawie przez ponad godzinę i... w zasadzie to wszystko, co można powiedzieć o jego występie. Niewidoczny.

Łukasz Garguła (Wisła Kraków) - Zmarnował kilka znakomitych sytuacji do zdobycia bramki, a kilka minut przed końcem meczu zepsuł obiecujący kontratak podając kiepsko do Pawła Brożka. Zamiast drugiego gola dla Wisły, wkrótce padły dwie bramki dla Jagiellonii i z Podlasia drużyna Kazimierza Moskala wróciła z pustymi rękami.

Boban Jović (Wisła Kraków) - W końcówce meczu z Jagiellonią niemiłosiernie kręcił nim Nika Dżalamidze. Słoweniec dał się łatwo ograć zarówno przy pierwszej, jak i drugiej bramce dla "Jagi".

Sędzia Daniel Stefański - Był arbitrem meczu Piasta z Podbeskidziem w Gliwicach. W 45. minucie tego spotkania bramkarz gości Richard Zajac spóźnił się z wyjściem z bramki i zamiast wybić piłkę znokautował nadbiegającego napastnika Piasta - Kamila Wilczka. Zamiast karnego dla Piasta i czerwonej kartki dla Zajaca, sędzia nic nie podyktował.

Michał Żyro (Legia Warszawa) - Właściciele Legii w styczniu oferowali go mocnym europejskim klubom, ale Żyro z tak rozchwianą formą nie ma czego szukać za granicą. W sobotę był na boisku prawie przez godzinę, ale rywalom specjalnie nie zagroził.

Mateusz Matras (Pogoń Szczecin) - Największy pechowiec sobotniego meczu z Legią. Wybijał piłkę wślizgiem po szarży Dudy, ale uczynił to tak nieudolnie, że futbolówka wpadła wprost pod nogi Orlando Sa, który z łatwością skierował ją do siatki.

Szymon Skrzypczak (Górnik Zabrze) - Kompletnie bezproduktywny na szpicy ataku Górnika. Długo był niewidoczny, a kiedy wreszcie przypomniał, że jest na boisku to uczynił to marnując stuprocentową sytuację.

Richard Zajac (Podbeskidzie) - Popełnił błąd przy pierwszej straconej bramce w meczu z Piastem, kiedy "wypluł" przed siebie piłkę po uderzeniu Wasiljewa, a tę wbił do siatki Hebert. Potem Zajac spóźnionym piąstkowaniem prawie urwał głowę Kamilowi Wilczkowi, który wpadł w pole karne Podbeskidzia.

Michał Helik (Ruch Chorzów) - Z nim jest pewien problem. Młody zawodnik zaliczył bardzo dobry występ w ataku, oddając cztery strzały, w tym trzy celne, z których jeden zakończył się bramką, ale obrońcę przede wszystkim powinno się oceniać z zadań defensywnych, a on przynajmniej dwa razy nie upilnował Piecha.

Rołand Gigołajew (Ruch Chorzów) - Bardzo słaby występ pomocnik "Niebieskich". Niewidoczny, nie stwarzał zagrożenia i tak Waldemar Fornalik miał do niego cierpliwość, że zdjął go dopiero w 67. minucie.

Autor: Bartosz Barnaś, współpraca Paweł Pieprzyca

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL