Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy 30. kolejki Ekstraklasy

W niedzielne popołudnie żaden kibic Ekstraklasy nie mógł narzekać na nudę. W ramach 30. serii gier wszystkie ekipy wybiegły na boisko w tym samym czasie, serwując fanom sporą dawkę emocji. Nie zabrakło pięknych bramek, ale i nieodpowiedzialnych faulów oraz wstydliwych wpadek. Kto okazał się Asem, a kto Cieniasem tej kolejki Ekstraklasy? Oddaj swój głos, biorąc udział w tradycyjnej zabawie Interii!

Asy:

Martin Chudy (Górnik Zabrze)

Reklama

Znakomicie spisywał się już podczas wyjazdowych derbów z Piastem Gliwice, gdy zachował czyste konto. Można się było wtedy zastanawiać, czy to tylko efekt tzw. dyspozycji dnia. Wysoką formę słowacki bramkarz potwierdził jednak w starciu z liderem. Też nie dał się pokonać, a każdą kolejną interwencją "budował" partnerów z defensywy, którzy siłę ofensywną Legii zneutralizowali niemal modelowo. 

Jakub Błaszczykowski (Wisła Kraków) 

Bezapelacyjnie najlepszy piłkarz meczu w Gdyni. Sprytnie wykonanym rzutem wolnym mógł dać gościom prowadzenie, ale po wielkim zamieszaniu i interwencji VAR okazało się, że piłka nie przekroczyła całym obwodem linii bramkowej. Dyrygował grą zespołu, imponował wygranymi pojedynkami i utrzymywaniem się przy piłce na terytorium Arki.

Lukas Klemenz (Wisła Kraków)

Na ogół występuje w roli stopera, tym razem dobrze sobie poradził na prawej obronie. Okazało się, że nie brakuje mu zwrotności, szybkości, ani wybiegania. Na dodatek imponował twardością.

Maciej Żurawski (Pogoń Szczecin)

19-latek rozgrywał dopiero swój drugi mecz w wyjściowym składzie na poziomie Ekstraklasy, lecz był jedną z wyróżniających się postaci w ekipie Pogoni i zanotował swoją pierwszą asystę. To on był autorem podania, po którym gola zdobył Santeri Hostikka.

Jakub Szumski (Raków Częstochowa)

Błędów nie popełniał, przy bramce dla Zagłębia Lubin był bez szans. Miał za to duży udział przy zwycięskim golu, posyłając celne i ok. 80-metrowe podanie. Tak gra nowoczesny bramkarz!

Tomasz Petraszek (Raków Częstochowa) 

Skutecznie dyrygował defensywą, a do tego wyręczył napastników, którzy przez blisko 50 minut bili głową w mur. Strzałem głową zdobył gola na 1-0, czym dał sygnał do odważniejszej gry i to obu zespołom.

Pelle van Amersfoort (Cracovia)

Przeżywa bardzo dobry okres. Cracovia w końcu zaczęła punktować. Duża w tym zasługa Holendra. W poprzedniej kolejce zdobył dwie bramki. Teraz strzelił gola na wagę remisu.

Erik Exposito (Śląsk Wrocław)

Prezentuje nierówną formę. W jednym meczu potrafi zmarnować świetną sytuację, by w kolejnym spotkaniu zdobyć hat-tricka.

Tym razem zagrał bardzo dobrze. Skupił się jednak głównie na dogrywaniu kolegom, bo zaliczył dwie asysty. Sam też jednak trafił do siatki.

Dino Sztiglec (Śląsk Wroclaw)

Świetnie rozumiał się z Exposito. Najpierw rozegrał bardzo efektowną akcję z Hiszpanem, po której strzelił gola, a potem napastnik Śląska trafił do siatki po jego zagraniu. W sumie Sztiglec miał dwie asysty, bo dograł jeszcze Płachecie.

Pedro Tiba (Lech)

Był bardzo ogniwem swojego zespołu w meczu z Koroną Kielce. Do spółki z Gytkjaerem rozmontował obronę rywali. To jemu Duńczyk zawdzięcza dwa gole. Przy bramce na 1-0 wykorzystał wolną przestrzeń i idealnie wyłożył piłkę koledze. Drugą bramkę Gytkjaer zdobył z rzutu karnego, który wywalczył właśnie Tiba.

Christian Gytkjaer (Lech)

Snajper z prawdziwego zdarzenia. Niestety, po sezonie, raczej opuści PKO Ekstraklasę. Zawsze szkoda, gdy tak wartościowy zawodnik odchodzi z naszej ligi.

Gytkjaer prawdopodobnie opuści Polskę, jako król strzelców. Ma już na swoim koncie 20 goli. W meczu z Koroną dołożył do swojego dorobku trzy trafienia.

Co prawda spory udział w golach mieli jego koledzy, którzy świetnie mu podawali. Pole karne to królestwo Duńczyka i swoimi ruchami wymuszał te zagrania kolegów. W "szesnastce" piłka go szukała. Pewnie wykorzystał też rzut karny.

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa | asy i cieniasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje