Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy 20. kolejki Ekstraklasy

Fatalne błędy obrońców, a także... sędziego - to spośród nich będziemy wybierać największego Cieniasa 20. kolejki Ekstraklasy. Na drugim biegunie są snajperzy, ale też... lewi obrońcy. Kto zostanie Asem 20. kolejki? Zdecydujcie!

Zazwyczaj jesteśmy dalecy od potępiania w czambuł sędziów, bo wiemy jak to odpowiedzialna i trudna praca, w której nie ma idealnych wykonawców, ale tym razem można stwierdzić, że pan Marcin Borski z Warszawy mentalnie nie dojechał na mecz Pogoni z Podbeskidziem i puszczał bezkarnie ewidentne zagranie piłki ręką przez bramkarza daleko za polem karnym! 

ASY:

Patrik Mraz (Piast Gliwice) - król asyst Ekstraklasy nie zawiódł także w meczu na szczycie. W świetnym stylu minął Łukasza Brozia, idealnie zagrał na głowę Gerarda Badii i było 1-1.

Gerarda Badia (Piast Gliwice) - i to jest porządny rezerwowy. Wszedł, rozruszał grę i zdobył bramkę. Taki zmiennik to skarb. 

Aleksandar Prijović (Legia Warszawa) - potrafi w tylko sobie wiadomy sposób stworzyć zagrożenie pod bramką rywala. Gol z Piastem to w dużej mierze jego zasługa.

Kasper Hamalainen (Lech Poznań) - wziął na siebie odpowiedzialność za pomocników i ostatnio trafia seryjnie. Strzelił gola w trzech poprzednich meczach, strzelił także w niedzielę przeciwko Zagłębiu Lubin.

Dudu Paraiba (Śląsk Wrocław) - Brazylijczyk wrócił do podstawowego składu i do razu pomógł drużynie, strzelając pięknego gola głową na 1-0, a Śląsk, który ostatecznie zwycięży 2-1, przerwał passę 11 meczów bez wygranej.

Reklama

Andrzej Witan (Termalica Bruk-Bet Nieciecza) - w poprzedniej kolejce trafił do Cieniasów za fatalny błąd, ale w kilka dni się pozbierał i uratował ważny punkt w starciu z Górnikiem Zabrze. Interwencja Witana z drugiej połowy powinna też kandydować do obrony kolejki.

Jasmin Burić (Lech Poznań) - specjalnie uwijać się nie musiał, ale w końcówce błysnął dwiema świetnymi interwencjami.

Taras Romańczuk (Jagiellonia Białystok) - to od niego zaczęła się pierwsza bramkowa akcja. Przejął piłkę na własnej połowie, zabierając ją Mariuszowi Stępińskiemu, a potem prostopadle zagrał do Fiodora Czernycha, który został w polu karnym sfaulowany przez Matusza Putnocky’ego. Bramkarz Ruchu dostał czerwoną kartkę, a Romańczuk pewnie wykorzystał "jedenastkę".

Konstantin Wasilijew (Jagiellonia Białystok) - pomocnik Jagiellonii wszedł w drugiej połowie spotkania przy Cichej i rozruszał grę swojego zespołu. Zanotował asystę przy bramce Karola Mackiewicza, a także brał udział w akcjach przy golach na 3-0 i 4-0.

Fiodor Czernych (Jagiellonia Białystok) - Litwin nie strzelił w piątek gola, ale to po faulach na nim sędzia Daniel Stefański podyktował dwa rzuty karne, a na dodatek wyrzucił a boiska Putnocky’ego.

Sebastian Mila (Lechia Gdańsk) - doczekaliśmy się powrotu Sebastiana w reprezentacyjnej formie! Bohater meczu Polska - Niemcy w końcu jest motorem napędowym zespołu z Gdańska. Przy pierwszej bramce w meczu z Wisłą odebrał piłkę, świetnie dośrodkował i zaliczył asystę. 

Radosław Cierzniak (Wisła Kraków) - co prawda jego zespół przegrał 0-2, ale gdyby nie Cierzniak, to równie dobrze mogłoby się skończyć 0-5. I pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu Cierzniak był bez klubu...

Władimir Dwaliszwili (Pogoń Szczecin) - Gruzin pojawił się na murawie dopiero po przerwie, ale został bohaterem meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Zaliczył dwa trafienia, choć pierwsze trzeba mu uznać na słowo honoru, ponoć trafił piłkę barkiem, ale powtórki nie pokazują tego dokładnie.

Emilijus Zubas (Podbeskidzie Bielsko-Biała) - mimo że "Górale" przegrali 0-2, to bramkarz nie może sobie nic zarzucić. Obronił w świetnym stylu strzały Takafumiego Akahoshiego, Dwaliszwilego i Rafała Murawskiego.

Damian Dąbrowski (Cracovia) - znów potwierdził reprezentacyjne aspiracje. Napędzał akcje Cracovii, był skuteczny w odbiorze. Miałby asystę, gdyby Mateusz Cetnarski wykorzystał jego wyśmienite podanie. Kolejny mecz na duży plus.

Deniss Rakels (Cracovia) - strzelił dwa gola w meczu z Koroną, a były to jego trafienia nr 13 i 14 w tym sezonie. Już pobił własny rekord sprzed roku, a także najlepsze osiągnięcie Cracovii w XXI wieku. Do tej pory należał on do Piotra Bani, który w sezonie 2004/2005 strzelił 12 goli. Jeśli Rakels utrzyma formę, Cracovia powinna mieć jeszcze dużo pociechy z jego bramek.

Airam Cabrera (Korona Kielce) - to był najlepszy mecz Hiszpana, odkąd trafił do Ekstraklasy. Zresztą Korona od tego momentu zdobyła sześć goli - cztery były autorstwa Cabrery. Powoli staje się napastnikiem, jakiego w Kielcach potrzebowali od dawna. Mały minus za niewykorzystanie rzutu karnego, bo wówczas byłoby już po meczu.

Kamil Sylwestrzak (Korona Kielce) - nie tylko świetnie wywiązywał się z roli kapitana, ale także chętnie zapędzał się pod bramkę rywali. Jego dwa rajdy przyniosły mu... dwie asysty. Bardzo dobry występ.

Grzegorz Sandomierski (Cracovia) - gdyby nie on, prawdopodobnie Cracovia by przegrała i straciła kontakt do liderującego Piasta Gliwice. Sandomierski obronił rzut karny Cabrery, a nie miał szans przy dwóch wcześniejszych bramkach. Inna sprawa, że to był dopiero pierwszy obroniony karny w historii występów Sandomierskiego w Ekstraklasie.



CIENIASY:




Jakub Wrąbel (Śląsk Wrocław) - mimo że Śląsk wygrał z Górnikiem Łęczna 2-1, to bramkarz gospodarzy nie był pewnym punktem swojego zespołu. Przy bramce dla rywali popełnił fatalny błąd, wypuszczając piłkę z rąk po dośrodkowaniu Leandro. W 82. minucie nie wyłapał piłki po strzale Tomasza Nowaka, ale zdążył rzucić się jeszcze pod nogi dobijającego Jakuba Świerczoka.

Łukasz Broź (Legia Warszawa) - potrafił przebiec ponad pół boiska, by na koniec zagrać fatalnie. Przy golu dla Piasta Mraz udzielił mu lekcji piłkarskiej techniki.

Richard Guzmics (Wisła Kraków) - ostatnio popełnia błąd za błędem. W meczu z Lechem Poznań zawinił przy dwóch bramkach, z Legią musieli ratować go koledzy, a w spotkaniu z Lechią Sebastian Mila odebrał mu piłkę w dziecinny sposób i było 1-0.

Maciej Jankowski (Wisła Kraków) - robi wszystko, by nie uznawać go za napastnika. Miał zastąpić Pawła Brożka, ale w ogóle nie dochodzi do sytuacji. A jak już jakimś cudem ma okazję strzelić gola, to pudłuje, bądź przegrywa z bramkarzem.

Łukasz Mierzejewski (Górnik Łęczna) - na początku spotkania nie przypilnował Dudu, inna sprawa, że Brazylijczyk pięknie złożył się do główki, a chwilę później dał założyć sobie "siatkę" przez Radosława Bilińskiego, który wykończył ładną akcję swojego zespołu.

Matusz Putnocky (Ruch Chorzów) - praktycznie do końca pierwszej połowy nie miał prawa narzekać. Na tablicy wyników przy Cichej widniał bezbramkowy remis, ale w jednym momencie wszystko się zmieniło. W sytuacji sam na sam z Czernych sfaulował Litwina w polu karnym i wyleciał z boiska.

Mateusz Cichocki (Ruch Chorzów) - obrona "Niebieskich" nie popisała się w piątek, pierwszy raz od prawie trzech lat tracąc cztery gole na własnym stadionie. Cichocki "maczał" palce przy bramkach numer trzy i cztery.

Marcin Borski (sędzia meczu Pogoń - Podbeskidzie) - arbiter popełnił dwa bardzo poważne błędy. W 23. minucie Marcin Listkowski popędził na bramkę rywali, po kiksie Koheia Kato, ale poza pole karne wyskoczył Emilijus Zubas, który interweniował jednak ręką, czego nie dostrzegł Borski. 13 minut później gwizdek arbitra z Warszawy milczał również w sytuacji, gdy w polu karnym Pogoni piłka trafiła w rękę Sebastiana Rudola. "Kiedy piłka trafiła mnie w rękę, to zadrżałem. Być może sędzia chciał nam coś oddać, bo nie zagwizdał" - przyznał Rudol.

Kohei Kato (Podbeskidzie Bielsko-Biała) - nie był to dobry mecz w wykonaniu japońskiego pomocnika, a mogło być jeszcze gorzej, gdyby po jego kiksie czerwoną kartkę zobaczył Zubas.

Konrad Nowak (Górnik Zabrze) - przedstawiciel rezerwowych, którzy nic nie wnoszą do meczu. Wszedł na ostatni kwadrans, ale zespołu nie napędzał.

Jarosław Jach (Zagłębie Lubin) - nie był ostoją spokoju. Przy pierwszej bramce dla Lecha powinien wykopać piłkę na kilkadziesiąt metrów, a trafił w swojego kolegę.

Bartosz Rymaniak (Cracovia) - zawinił przy pierwszym golu, gdy nie upilnował Cabrery. W drugiej części to po jego faulu sędzia podyktował rzut karny. Bardzo słaby występ Rymaniaka, bo gdyby Cabera wykorzystał "jedenastkę" byłoby już po meczu, a głównym winowajcą porażki zostałby on.

Piotr Polczak (Cracovia) - Pan Piotr zawinił przy drugim golu dla Korony i nawet nie ruszył do Cabrery, gdy ten wbiegał w pole karne gospodarzy. Na dodatek to właśnie niepotrzebna strata kapitana Cracovii zapoczątkowała akcję, po której Rymaniak faulował Pawłowskiego w polu karnym.



Paweł Pieprzyca, Piotra Jawor, Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje