Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy 10. kolejki Ekstraklasy

Mecz Lech - Wisła dostarczył wielu emocji i łatwo w nim wskazać Asy i Cieniasy. W 10. kolejce do roli Cieniasów pretendowali również arbitrzy.

Przez dwie trzecie meczu szlagier Lech - Wisła był porywającym widowiskiem (kopanina zaczęła się po tym, jak Lech strzelił bramkę), ale i w nim piłkarze mieli kłopoty z trafieniem w piłkę.

Reklama

Bezwzględnie Robert Lewandowski należał do największych Asów 10. kolejki, ale i jemu zdarzył się kiks związany z niedostatecznym opanowaniem gry słabszą nogą. U "Lewego" jest nią lewa. Po podaniu Sławomira Peszki, w końcówce I połowy, Robert miał idealną sytuację, ale z lewej nogi, zamiast strzału, wyszło mu podanie do Mariusza Pawełka. "Peszkin" nie był lepszy, gdyż po zagraniu Lewandowskiego, mając przed sobą pustą bramkę, z lewej nogi nie trafił w piłkę! Jak skończyła się próba kopnięcia prawą nogą w wykonaniu lewonożnego Seweryna Gancarczyka w meczu ze Słowacją, wszyscy pamiętamy. Dlatego mamy apel, zwłaszcza do trenerów piłkarskiej młodzieży: pamiętajcie o tym, że we współczesnej piłce przez duże "P" nie ma miejsca na tłumaczenia: "Lewą nogę mam do tramwaju!" Życzymy każdemu, by operował piłką swobodnie obiema nogami, tak jak to robi chociażby Kamil Kosowski.

Poza słabym strzałem z lewej, "Lewy" grał pierwsze skrzypce w Lechu. Nie dość, że strzelił gola, to jeszcze podjął walkę wręcz z silnym Arkadiuszem Głowackim i Marcelo (jako pierwszy ligowiec nie przestraszył się rosłego Brazylijczyka). Na miano Asa zasłużył również Peszko, który przeprowadził najwięcej rajdów w tym meczu i sprawił najwięcej kłopotów lewemu obrońcy wiślaków - Piotrowi Brożkowi.

W ekipie Wisły na wyróżnienie zasłużył Patryk Małecki. Zmarnował wprawdzie dwie dobre okazje strzeleckie, lecz po faulu na nim powinien być podyktowany dla Wisły rzut karny.

Na miana Cieniasów pracowali również sędziowie. Marcin Borski uznał, że staranowanie od tyłu w polu karnym przez Grzegorza Wojtkowiaka Patryka Małeckiego jest w ramach "męskiej walki". Włodzimierz Bartos (mecz Polonia W. - Odra) uznał, że czyste wybicie piłki przez Piotra Dziewickiego spod nóg Marcina Wodeckiego kwalifikuje się na podyktowanie "jedenastki". Z kolei Paweł Gil uparł się, by odgwizdać rzut karny, choć faul Paknysa na Macieju Szmatiuku (mecz Korona - Arka) był metr przed polem karnym.

Duży As dla Sebastiana Przyrowskiego, który obronił karnego i nie pozwolił na to, by fałszywy gwizdek sędziowski wypaczył wynik spotkania. Przy okazji Cienias wędruje w ręce Jacka Kowalczyka, który karnego zmarnował.

Nie popisał się też trener Wisły Maciej Skorża, który tak gorąco protestował u Borskiego, że musiał powędrować na trybuny. Decyzji o nieprzyznanym karnym nie zmienił, a drugą połowę musiał oglądać z trybun, co na pewno nie pomogło drużynie.

Jak psu buda Cienias należy się również Piotrowi Polczakowi z Cracovii, którego gol samobójczy pozbawił drużynę punktów w meczu z Polonią Bytom. "Pomógł" zespołowi Krzysztof Ulatowski ze Śląska, który za faul w zupełnie niegroźnej sytuacji zarobił czerwoną kartkę i jego drużyna nie miała już szans dogonić rywala.

W meczach 10. kolejki:

PGE GKS Bełchatów - Śląsk Wrocław 2:0

Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 1:0

Cracovia - Polonia Bytom 1:2

Piast Gliwice - Legia Warszawa 1:1

Polonia Warszawa - Odra Wodzisław 2:1

Korona Kielce - Arka Gdynia 1:2

Zagłębie Lubin - Jagiellonia Białystok 0:0

Dowiedz się więcej na temat: kolejka | Wisła | Warszawa | arka | korona | polonia | mecz | Ekstraklasa | asy i cieniasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje