Reklama

Reklama

Andrzej Rusko: Dość dyktatu "piłkarzyków"

Dziś na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Ekstraklasy SA omówionych zostanie wiele kluczowych decyzji, dotyczących rozwoju polskiej piłki. Przy tej okazji zapytaliśmy prezesa Ekstraklasy Andrzeja Ruskę o reformę ligi i wiele innych kwestii.

Ile drużyn w Ekstraklasie? Dyskutuj!

Reklama

INTERIA.PL: Zainicjowaliśmy dyskusję na temat liczby zespołów w Ekstraklasie - obecnie jest 16., a pojawiają się głosy o redukcji do 12, czy powiększeniu do 18. Jakie jest zdanie prezesa Ekstraklasy?

Andrzej Rusko, prezes Ekstraklasy SA: Koncepcja 12 zespołów jest ciekawa, ale nie wydaje mi się właściwa...

Pan też mówi o poprawie poziomu rozgrywek, jako warunku koniecznym do rozwoju ligi.

- Ma to zapewnić 12 zespołów? Proszę mi wierzyć, że tak mało drużyn w najwyższej klasie rozgrywkowej wcale nie gwarantuje wyższego poziomu. W moim przekonaniu musimy - w dłuższej perspektywie - postawić na szkolenie młodzieży. To musi być proces, bardzo solidnie przygotowany. Na pewno przyniesie efekty. Ważna jest również mentalność piłkarzy. Tutaj zaniedbania są kolosalne, co pokazuje ostatnia afera w reprezentacji. Polska piłka to często dyktat piłkarzy, a gdybym był złośliwy, to powiedziałbym, że w niektórych przypadkach tak zwanych "piłkarzyków"...

Nawet Smuda sobie nie radzi z tymi piłkarzami, czy też "piłkarzykami"...

- Bo sam wysyłał całkiem niedawno niewłaściwe sygnały. Smuda kiedyś powiedział, że Puchar Ekstraklasy, to "puchar pasztetowej". Proszę mi wytłumaczyć, czemu to miało służyć?! Przecież każdy trener w Polsce ma świadomość, że gramy za mało meczów, a Puchar Ekstraklasy mógł się przyczynić do podniesienia poziomu rozgrywek. Tymczasem jaki był sygnał z szatni? "Nie chce nam się grać tak wielu meczów". Co zrobił Smuda? Głosił hasło "puchar pasztetowej". Tak ma wyglądać profesjonalna piłka w naszym kraju? Że trenerzy, ba, cały system rozgrywek to w wielu miejscach dyktat piłkarzy, którzy nie chcą się wysilać?

A co pan powie o zagranicznych trenerach w Ekstraklasie?

- To ciekawa tendencja. Z uwagą przyglądam się eksperymentowi Bogdana Basałaja w Wiśle, z którym przez kilka lat pracowałem w Ekstraklasie. Bogdan postawił na Roberta Maaskanta. Wierzę, że taki profesjonalista jak Holender Maaskant, ze swoim autorytetem i przygotowaniem, dotrze do zespołu i przełoży się to nie tylko na boisko, ale też na atmosferę w szatni, czy zaangażowanie w codzienną pracę piłkarzy na treningach. Wydaje mi się jednak, że zasadniczym problemem trenera z zagranicy może być komunikacja i różnice mentalne. Nie wiem, jak poradzą sobie w polskich klubach ludzie z Zachodu. Może innym rozwiązaniem są trenerzy z naszej części Europy, jak Rumun Dan Petrescu, któremu łatwiej jest rozumieć tą mentalność? Kiedyś, prowadząc klub żużlowy, postawiłem w roli trenera na Tommy'ego Knudsena. To było moje marzenie - był legendą, wszystko przemawiało za nim. Jednak nie poradził sobie właśnie z mentalnością zawodników. Przegrywaliśmy mecz za meczem, nie pozostawało mi nic innego, jak rozstać się z Tommym.

To ile tych zespołów w Ekstraklasie?

- W maju odbyła się poważna dyskusja klubów. Rozważaliśmy wariant 18-zespołowy, ale na razie pozostaje 16 drużyn w lidze. I to jest właściwe, także dla naszych partnerów telewizyjnych. Za kilka tygodni odbędzie się rozstrzygnięcie przetargu na prawa telewizyjne Ekstraklasy na lata 2011-2014. Cała koncepcja oparta jest na 16 zespołach. Prawdopodobnie będą trzy pakiety wyboru meczów, a każda kolejka ligowa będzie rozgrywana od piątku do poniedziałku.

Wiem, że pracuje pan także na innych polach - choćby zabiegając o zgodę na piwo na stadionach, a także powrót możliwości reklamowania się bukmacherów internetowych. Trwa spór z bukmacherami "stacjonarnymi".

- Od tych ostatnich jako jedni w Polsce otrzymywaliśmy jakiekolwiek znaczące pieniądze idące w miliony złotych. I nie były to wymagania zawyżone biorąc pod uwagę obroty tych bukmacherów, sięgające miliarda złotych. Chciałbym, aby na konto Ekstraklasy wpływał przynajmniej jeden procent od tej sumy. Dlatego twardo negocjuję.

A co z bukmacherami internetowymi, którzy nie mogą się reklamować w Polsce, na czym naprawdę duże sumy traci polski sport?

- Szacuję, że ich obrót to trzy miliardy złotych. Polskie kluby piłkarskie miały umowy, które dawały im naprawdę spore pieniądze. Ten temat na pewno powróci, ale jest bardzo delikatny. Faktem jest, że w większości krajów Unii Europejskiej bukmacherzy internetowi mogą się swobodnie reklamować, przestrzegając prawa danego kraju. Z tego tytułu płyną do sportu, a w szczególności do piłki nożnej, kolosalne pieniądze.

Zarzuca się panu brak sponsora tytularnego rozgrywek?

- Kluby nie chciały się zgodzić na pieniądze nieadekwatne do wartości przekazu, jaki osiąga się dzięki Ekstraklasie. Właśnie dlatego dwa lata temu zapadła decyzja, że dotychczasowa formuła współpracy ze sponsorem ligi wyczerpała się. Kryzys niestety nie ułatwił i nadal nie ułatwia nam zadania, ale jestem optymistą jeśli chodzi o lata 2011-2014...

Obecne budżety klubów - jak wykazał raport Ernst&Young, przygotowany we współpracy z Ekstraklasą SA - to ponad 320 milionów złotych. Podobnie było rok temu. Pan jednak nie chce mówić o stagnacji...

- Nie ma mowy o stagnacji, bo miniony rok - ze względu na budowę stadionów - był przejściowy. Lech, Wisła, Cracovia grały poza swoimi obiektami, Legia tylko przy jednej trybunie. Tymczasem powstają nowoczesne obiekty. Już oddano stadiony Lecha i Cracovii, Legia jest gotowa w trzech czwartych, za chwilę dojdą kolejne obiekty. Do ligi awansowały kluby z tradycjami, jak Górnik Zabrze i Widzew Łódź. Rynek reklamowy po kryzysie podnosi się. W 2010 roku szacuje się jego wartość na 7 miliardów złotych, a w 2011 to ma być 7,5 miliarda. Jestem przekonany, że część z tych pieniędzy trafi na stadiony, trafi do klubów Ekstraklasy. Myślę, że w sezonie 2011/2012 dochody klubów przekroczą 500 milionów złotych, a najpóźniej w sezonie 2014/2015 sięgną miliarda złotych. To będzie "skok tygrysa". Właściwie powinienem powiedzieć, że "skok pumy", ze względu na współpracę Ekstraklasy SA z firmą "Puma".

Będzie pan kandydował na trzecią kadencję prezesa Ekstraklasy?

- Decyzję podejmę na dniach, po konsultacjach z rodziną. Nie ukrywam jednak, że dalej traktuję to jako poważne wyzwanie.

Weź udział w konkursie i wygraj bilet na finał Ligi Mistrzów!

Dowiedz się więcej na temat: kluby | Franciszek Smuda | Puchar

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje