Reklama

Reklama

Adam Pawlukiewicz: Zasady wejścia na ligę zniechęcają kibiców

Chociaż futbol to dla Polaków sport numer jeden, to frekwencja na ligowych meczach od kilku lat stoi w miejscu. - Ekstraklasa nie daje gwarancji widowiska. Poza tym zasady wejścia na ligowe mecze sprzyjają VIP-om, a zniechęcają "zwykłych" kibiców - mówi w rozmowie z Interią Adam Pawlukiewicz z firmy badawczo-konsultingowej Pentagon Research.

Ekstraklasa. Wyniki, tabela i statystyki - kliknij tutaj!

Interia: Ponad 11 mln Polaków deklaruje zainteresowanie piłką nożną, ale ligowe stadiony często świecą pustkami. Dlaczego?

Reklama

Adam Pawlukiewicz: - Jest bardzo proste wytłumaczenie. Obecnie ludzie mają tak dużo rozrywek do wyboru, że Ekstraklasa zwyczajnie nie jest pierwszym wyborem. Jeśli chodzi o piłkę nożną, to większość osób decyduje się oglądać futbol wyłącznie na najwyższym poziomie. Stąd wielkie zainteresowanie Realem Madryt czy Barceloną, które wciąż wzrasta.

- Ekstraklasa jest niestety bardzo nieprzewidywalnym produktem, który nie gwarantuje widowiska. To znaczy, że mecz może być świetny, ale może być też po prostu nudny. A kiedy kibic nie dostaje emocji, to wychodzi z meczu sfrustrowany i prędko nie wróci.

Jakie składowe mają wpływ na frekwencję na stadionach?

- Około 75 procent zależy od poziomu sportowego. Pozostałe 25 procent to pozostałe czynniki. Zwróćmy uwagę na to, że jeszcze kilka lat temu choćby rumuńskie kluby takie jak CFR Kluż czy Steaua Bukareszt miały stare i brzydkie stadiony, ale na ich mecze przychodziły tłumy kibiców. U nas stadiony są piękne, ale widzów jest mało.

Kibiców odstrasza nie tylko słaby poziom ligowych meczów, ale także dodatkowa biurokracja w postaci konieczności wyrabiania kart kibica. Wynika ona bezpośrednio z ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych...

- Rzeczywiście. Zasady przyjęte na polskich stadionach sprzyjają obecnie głównie VIP-om, którzy mogą sobie wchodzić na mecze bez konieczności identyfikacji. Tymczasem przeciętny kibic, który ma ochotę pójść na mecz, musi mieć kartę, zrobić sobie zdjęcie, zostawić swój adres. Tych formalności jest bardzo dużo.

- Pracowałem na Maracanie przy organizacji piłkarskich Mistrzostw Świata i na największych imprezach wygląda to tak, że bilety są co prawda sprzedawane na imię i nazwisko, ale... nie sposób potem to sprawdzić, bo osoby wchodzące na stadion nie są identyfikowane. Podobnie było zresztą na Euro 2012, gdzie tajemnicą poliszynela było, że kibice kupowali często bilety od "koników" pod stadionem.

- Wracając do naszej ligowej piłki optymalnie byłoby, gdyby kibice mieli wyrabianą jedną kartę na pięć-dziesięć lat i w tym okresie mogli spokojnie kupić sobie bilet na wybrany mecz. Na razie kluby mają problem ze zwiększaniem swojej bazy kibicowskiej, bo dostać się na mecz jest relatywnie trudno, a do tego ligowe spotkania są pokazywane w telewizji o ograniczonym zasięgu odbiorców.

Często można spotkać się z opinią, że kibice nie chcą chodzić na ligowe mecze, bo wolą obejrzeć sobie spotkanie w telewizji. Prawie wszystkie mecze danej kolejki można śledzić na żywo. Polscy kibice mają przesyt ligowej piłki?

- Kompletnie nie zgadzam się z tym, że kibice mają przesyt Ekstraklasy w telewizji! Popatrzmy na Premier League, gdzie jest masa transmitowanych meczów, a ludzie oglądają je chętnie, bo liga prezentuje fantastyczny poziom. Do tego fani zabijają się, by wejść na Old Trafford czy na Stamford Bridge.

- Duża ilość ligowych meczów w telewizji to dobry pomysł. Dzięki temu nie ma sytuacji, że muszę wybierać jeden mecz kosztem innego. Kibic Górnika Łęczna włącza telewizor w piątek o 18, ale ktoś, kto chce obejrzeć mecz "premium" ma taką możliwość np. w sobotę o 20.

Od kilku lat zdecydowanie najwięcej kibiców przychodzi na mecze Lecha Poznań i Legii Warszawa. Wydaje się jednak, że szczególnie stołeczny klub ma tu jeszcze spore pole do poprawy...

- Bądźmy szczerzy. Dziwne jest to, że miasto, które ma ponad 2 mln mieszkańców nie potrafi zapełnić stadionu, który ma 31 tys. widzów pojemności. Legia nie ma w mieście żadnej poważnej konkurencji jeśli chodzi o sporty drużynowe.

- Jeśli chodzi o porównanie Legii z Lechem, to zwróćmy uwagę, że w Warszawie jest generalnie znacznie więcej rozrywek niż w Poznaniu, poza tym ludzie są na ogół bardziej zapracowani niż w innych miastach. Z kolei Lech to czołowa rozrywka w Poznaniu. Jego stadion jest nieco większy niż obiekt Legii, a sam klub od lat w Wielkopolsce jest kojarzony bardzo pozytywnie.

Stadion w Poznaniu był modernizowany przed Euro 2012. Inne obiekty wybudowane na ten turniej - areny we Wrocławiu i Gdańsku - często świecą pustkami. Dlaczego?

- Jeśli chodzi o stadiony budowane przed Euro 2012, to były one budowane na fali hurraoptymizmu. Te stadiony - poza Narodowym w Warszawie - są po prostu za duże. Gdyby np. we Wrocławiu czy w Gdańsku otworzyć stadiony na 20 tys. miejsc plus kolejne 15 tys. "dostawek", jak zrobiono w Klagenfurcie w Austrii, to efekt byłby znacznie lepszy. Taki system działa w Austrii od Euro 2008, dzięki niemu zaoszczędzono duże pieniądze. Gdyby podobny ruch wykonać w Polsce, niewykluczone, że powstałoby więcej takich hal, jak np. Tauron Arena w Krakowie.

Co może dostać "ekstra" kibic, który decyduje się przyjść na mecz a nie oglądać ligowe spotkanie w telewizji?

- Przede wszystkim znacznie większe emocje. Poza tym bardzo podobają mi się oprawy kibicowskie. Myślę, że to buduje oryginalność naszej ligi i warto to promować. Zwróćmy uwagę, że te oprawy przygotowują "fanatycy" a nie kibice, którym chodzi tylko o to, by robić na meczach rozróby.

Jak poprawić frekwencję na polskich stadionach?

- Abstrahując od działań czysto marketingowych, sądzę że warto stawiać na młodych Polaków. Kluby są przecież najlepszym obrazem patriotyzmu lokalnego, a ich zawodnicy przedstawicielami konkretnych regionów. To dla nich, a nie przeciętnych cudzoziemców, kibice chcą przychodzić na stadiony.

Rozmawiał Bartosz Barnaś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje