30 milionów euro w dwa lata. Niesamowite, co zrobił polski klub
30 mln euro - to szacowany zysk, jaki Jagiellonia Białystok wypracowała w ciągu ostatnich niespełna 25 miesięcy - od początku stycznia 2024, a początkiem stycznia 2026. Klub z Podlasia notuje najlepszy w swojej historii okres sportowy, co łączy się z kosmicznym w polskich warunkach wynikiem finansowym, a po tym, jak sprzedał do FC Porto Oskara Pietuszewskiego, w teorii będzie dysponować kwotą, jakiej na swoje kluby nie wydają (przynajmniej na razie) obecni w nich milionerzy.

Mówiąc o finansach Jagiellonii Białystok, już teraz da się bardzo dokładnie opowiedzieć o roku 2024 i z niezłą dokładnością oszacować rok 2025, bo pewne liczby z grubsza znamy - jak wysokość premii za trzecie miejsce w lidze, albo za grę w europejskich pucharach. Jako że do tego wszystkiego dochodzi transfer Oskara Pietuszewskiego, za który Jagiellonia zarobi do 10 milionów euro, jeśli odmrożą się bonusy, otrzymamy obraz, jak bez bogatego właściciela zarobić kwotę bliską 30 mln euro w 25 miesięcy.
Kosmiczne pieniądze w Jagiellonii. Wszystko dzięki pracy
W opublikowanym pół roku temu sprawozdaniu z 2024 roku Jagiellonia zebrała dwa główne żniwa - premię za mistrzostwo Polski oraz za grę w fazie ligowej Ligi Konferencji - bo przejście dwóch kolejnych rund i dotarcie do ćwierćfinału Ligi Konferencji wydarzyło się już nieobjętą sprawozdaniem wiosną 2025 i będzie ujęte w sprawozdaniu za pół roku. W efekcie przychody Jagi rok do roku zwiększyły się z 35,3 mln zł na… 91,8 mln zł. Z oczywistych przyczyn wzrosły też koszty działalności operacyjnej, czyli między innymi podróże i hotele - i tu wzrost kosztów jest znaczny, bo o 26 mln zł - jednak finalny wynik finansowy był niewiarygodny. W 2023 Jagiellonia odnotowała stratę 4,1 mln zł, podczas gdy rok później zysk (czyli zarobione "na czysto" pieniądze) sięgnął… 44,6 mln zł!
Możemy też przypuszczać, jak to będzie wyglądać w 2025 roku - i że będzie podobnie. Różnicą na niekorzyść Jagi jest zajęte miejsce w Ekstraklasie, bo za trzecie miejsce premia będzie niższa o 6 mln zł. Również kontrakty zawodników są zapewne wyższe, jednak trzeba pamiętać, że wiosną 2025 Jagiellonia wypracowywała przychody, których nie miała wiosną 2024 - wynikające z awansu do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Czyli miała w pucharach o trzy dni meczowe więcej - i to mocne dni, bo choćby z Betisem i z Cercle Brugge. Wszystko prawdopodobnie zbilansuje się na tyle, że zysk rok po roku będzie porównywalny. W polskich warunkach kosmicznie wysoki. Mówimy o kwocie szacunkowo między 75 a 85 mln zł w cyklu dwuletnim. Na czysto.
Żeby pokazać, jak przyjemną pracę ma klubowa księgowość w Białymstoku, można zerknąć w inne liczby ze sprawozdania Jagi. Kapitał własny Jagiellonii na koniec 2024 - 48,5 mln przy 2,9 mln zł rok wcześniej. Na koniec 2025 będzie pewnie o następne 35-40 mln złotych wyższy. Środki pieniężne na rachunkach: 33,3 mln zł - czyli tyle Jagiellonia miała na koncie 31 grudnia 2024 przy… 0,7 mln zł rok wcześniej. Wiadomo też, że Jagiellonia oszczędza na inwestycję we własną akademię, która docelowo ma zapewnić dopływ własnych zawodników z wysokim potencjałem sprzedażowym na przyszłość. Ale w co jeszcze inwestuje Jagiellonia? W aktywach w polu "budynki, lokale" widnieje kwota 13,2 mln zł, co przy kwocie 8,7 mln z poprzedniego sprawozdania oznacza, że klub zainwestował około 4,5 mln zł w poprawienie standardu. Podsumowując Jagiellonia zarobiła dzięki Łukaszowi Masłowskiemu i Adrianowi Siemieńcowi kwoty, które w innych klubach są realne tylko w przypadku, w którym do klubowej kasy swoje pieniądze postanowią wpłacić właściciele. Widzew Łódź zaliczył bardzo drogie okienko transferowe, ale wydał i tak mniej, niż Siemieniec z Masłowskim podnieśli z boiska. Dwa lata Jagiellonii pozwoliłyby też bez właścicielskiej pomocy spłacić z dużą nawiązką wszystkie długi Pogoni Szczecin, które przecież były przeogromne.
Zobacz również:
Czy Jaga wskoczy wyżej?
Teraz do tej kwoty doszedł jeszcze transfer Pietuszewskiego. Porto jako spółka notowana na giełdzie musi być transparentne w transakcjach, więc podało konkretne liczby: 10 mln euro za transfer łącznie z bonusami, więc to maksimum, jakie może otrzymać Jaga, choć słychać, że te bonusy są dość łatwe do spełnienia plus 10% z zarobku na przyszłym transferze. Wiadomo, że całej podstawy niezależnej od bonusów Jagiellonia raczej nie otrzyma w jednej racie, ale gwarancje też są walutą, więc śmiało można powiedzieć, że dochodzimy tutaj do około 30 milionów euro zysku za ostatnie 25 miesięcy.
Problem z takimi pieniędzmi jest natomiast inny - coś z nimi trzeba zrobić. Jagiellonia dysponując takimi środkami traci właściwie prawo do umniejszania swojej roli w polskiej piłce. W Jadze do tej pory bronili się rękami i nogami przed stwierdzeniami, że oni na stałe dołączyli już do czołówki, ale przecież mając takie możliwości, brak celowania w medale w najbliższych latach będzie po prostu minimalizmem. Jednocześnie przecież nie da się rzucić na rynek i zacząć wydawać na prawo i lewo tylko dlatego, że ma się pieniądze, zwłaszcza że inwestycja w akademię wydaje się koniecznością.
Przypomina się tu przykład Unionu Berlin - jako sygnał ostrzegawczy. Tam przez lata budowano klub organicznie, aż doprowadzono go do rekordowych przychodów wynikających z czwartego miejsca w Bundeslidze i awansu do Ligi Mistrzów. Przed kolejnym sezonem Union po odliczeniu zysków z transferów wychodzących wydał 30 milionów euro i prawie spadł z Bundesligi, bo pewnie odejście od klubowego DNA okazało się zbyt wielkim wyzwaniem. Dlatego niepokój będzie można czuć zarówno, gdy Jaga nagle zacznie szastać pieniędzmi, ale też gdy nie będziemy widzieć próby przeskoczenia choć tę półeczkę wyżej. Znając ludzi z Białegostoku, szastać nie zacznie, ale pytanie, jak będzie z tą drugą częścią…
Sprawę można widzieć w szerszym kontekście. Bo otwartym jest pytanie, czy jeśli Adrianowi Siemieńcowi chodzi po głowie spróbowanie sił gdzieś poza Białymstokiem, to czy projekt pod tytułem Jagiellonia 2.0, gdzie zamiast tanich piłkarzy do odbudowania lub dotarcia do ich najlepszych cech, dostaje piłkarzy sprawdzonych pozytywnie w Europie, w dobrym wieku, kosztujących 1,5-2 mln euro, nie skusiłby go do pozostania?
Oskar Pietuszewski w FC Porto
10 mln euro za Oskara Pietuszewskiego to mniej niż oczekiwali kibice, ale czy Jaga faktycznie ubiła niekorzystny interes? Po pierwsze niebezpieczeństwo zostawienia siedemnastoletniego chłopaka, który ma już głowę wypchaną marzeniami byłoby trochę niebezpieczne, a po drugie ostatecznie cenę dyktuje rynek.
Oczekując 12 mln euro, Porto by nie zapłaciło. Pietuszewski by został, może pojechałby na mundial, może byłby wart 20 mln po mundialu.
A może nie. Może jako siedemnastolatek zaliczyłby słabsze pół roku? Pamiętajmy też, że o Oskara nie było licytacji, tylko z konkretną ofertą przyszło osamotnione Porto. Poza tym, jeśli spojrzymy, dokąd szli z Ekstraklasy piłkarze za rekordowe 11 milionów, to są to trzy transfery i wszystkie do Anglii. Nie jest tajemną wiedzą, że gdy przychodzi klub z Anglii, to można oczekiwać więcej niż od innych. Gdyby po Pietuszewskiego zgłosiło się Fulham, pewnie zapłaciłoby 15 milionów, ale tak się stało, że się nie zgłosiło, a przyszło Porto.
Oskar Pietuszewski odszedł za rynkową kwotę. Ani mniejszą, ani większą, tym bardziej, że w zapisach jest jeszcze 10% od kolejnego transferu. Jednocześnie trzeba otwarcie mówić, że to dopiero połowa roboty, bo skoro mówimy o piłkarzu, na którym ofensywa była oparta w bardzo mocnym stopniu, to nikogo nie powinno zadowolić sprowadzenie w jego miejsce piłkarza przeciętnego. Bo w sumie to, czy sprzedaż Pietuszewskiego za 10 mln euro była dobrym ruchem, musi być oceniane przez pryzmat następstw tego transferu.
Jeśli Jagiellonia sprowadzi kolejnego przeciętnego zawodnika, przez co odpadnie z walki o mistrzostwo lub puchary - to pozbycia się Pietuszewskiego nie będzie można oceniać dobrze. Jeśli się wzmocni i przyjdzie piłkarz, który realnie pomoże - wręcz przeciwnie.Wygląda na to, że zbliża się czas, gdy Łukasz Masłowski będzie musiał piłkarzy kupować, a nie tylko sprowadzać, bo Jaga wchodzi powoli w etap, w którym - jak to mawia Josep Guardiola - największym ryzykiem jest nie ryzykować.













