Dziewięć goli i koszmar Grabary, cios za ciosem. Spadek zagląda w oczy
Kibice VfL Wolfsburg mają za sobą kolejny frustrujący mecz. Passa meczów bez zwycięstwa wydłużyła się do jedenastu. W sobotnim starciu Kamil Grabara i jego koledzy zrobili wiele, by ją przerwać, prowadzili z mistrzem Niemiec z sezonu 2023/24 już 3:1, ale potem popełniali koszmarne błędy w defensywie i otrzymali grad ciosów. Polski bramkarz też nie był bez win. Kibice obejrzeli łącznie dziewięć goli.

To nie są łatwe dni dla Kamila Grabary. Bramkarz urodzony w Rudzie Śląskiej wobec kontuzji Łukasza Skorupskiego został "jedynką" między słupkami reprezentacji Polski na baraże do mistrzostw świata. W finale ze Szwecją biało-czerwona obrona straciła 3 gole, w tym decydującego w 88. minucie, a niektórzy wyrażali wątpliwości co do zasadności wyjścia na przedpole 27-latka przy drugim trafieniu Szwedów.
Jeśli nasz rodak chciał odbić się mentalnie na boiskach Bundesligi, to jeśli dojdzie do zmiany, to raczej na gorsze. Sobotni mecz VfL Wolfsburg z Bayerem Leverkusen mógł przynieść poprawę nastrojów, jego drużyna prowadziła już 3:1, ale następnie... straciła 5 goli i przegrała 3:6.
Strzelanie zaczęło się od gola Winda w 16. minucie, ale mistrzowie Niemiec z sezonu 2023/24 wyrównali po pół godzinie gry. Alejandro Grimaldo wykorzystał rzut karny i zdjął czyste konto Grabarze, który rzucił się w lewą stronę, a strzelec wybrał prawą. Dziesięć minut później było 3:1 dla gości za sprawą Joakima Maehle i Christiana Eriksena. Wydawało się, że passa spotkań bez wygranej zakończy się na dziesięciu. Nic bardziej mylnego.
Jeszcze przed przerwą Grimaldo skompletował dublet uderzeniem z ok. 14 metrów. Polak był zasłonięty przez swoich kolegów, więc nie miał jak zareagować.
Bayer Leverkusen - VfL Wolfsburg 6:3. Pięć ciosów z rzędu
Kilka chwil po rozpoczęciu drugiej połowy było już 3:3. Tym razem z punktu karnego nie pomylił się Patrik Schick. Grabara znowu rzucił się w lewo, a dostał futbolówkę po ziemi w prawo. W 68. minucie pierwszy raz w tym meczu Bayer wyszedł na prowadzenie. W szeregi Wolfsburga wkradło się zamieszanie, leżący zawodnik złamał linię spalonego, dzięki czemu Edmond Tapsoba mógł z 7 metrów lekkim strzałem, "bilardowo" umieścić futbolówkę w siatce. Polski golkiper nawet nie miał po co się rzucać, jedynie zgiął się w lewym kolanie.
Gospodarze się nie zatrzymywali i 240 sekund później strzelili na 5:3. Do uderzenia doprowadziły dwa podania, Ibrahima Mazy z rzutu rożnego do Exequiela Palaciosa i z powrotem. Maza wykorzystał dziurę w defensywie i przełamał ręce Grabary, co nie powinno się wydarzyć. Tutaj 27-latek może mieć do siebie pretensje.
Dzieło zwieńczył najpiękniejszą akcją meczu Malik Tillman. Dostał piłkę na tacy od Ernesta Poku, który przedryblował w polu karnym dwóch rywali.
Wolfsburg ma na koncie 21 punktów i jest 17. w tabeli. Traci 3 oczka do miejsca barażowego i 5 do całkowicie bezpiecznego, a przecież FC Koeln i St. Pauli mają swoje spotkania jeszcze przed sobą. Sytuacja zespołu z Volkswagen-Arena wygląda na coraz bardziej rozpaczliwą. W oczy coraz mocniej zaczyna zaglądać widmo spadku.












