Zażarta walka o Ekstraklasę. Kuriozalny film Wisły Kraków
Nie zwalniają tempa liderzy Fortuna I ligi GKS Tychy i Arka Gdynia, którzy za tydzień zmierzą się w bezpośrednim spotkaniu. Jedyną drużyną z czołówki, która nie wygrała meczu jest Wisła Kraków. Władze "Białej Gwiazdy" usiłowały osłodzić kibicom porażkę z Tychami filmem z niewykorzystanymi sytuacjami, ale efekt był zgoła przeciwny. Na dole tabeli przesądzony wydaje się los "czerwonej latarni" Zagłębia Sosnowiec, nerwowo jest również w Podbeskidziu Bielsko-Biała, którego trener Dariusz Marzec grzmiał po przegranym meczu: "Powiedzieć, że jesteśmy frajerami, to zbyt mało".

Bardzo ciekawa i wyrównana jest w tym sezonie nasza Ekstraklasa, nie inaczej jest na jej zapleczu. Właściwie cała górna połowa tabeli wciąż może myśleć o awansie, a rolę niespodziewanych liderów najwyższego szczebla rozgrywek (Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław) na jego zapleczu spełnia GKS Tychy. Jeśli ktoś do tej pory nie traktował poważnie podopiecznych trenera Dariusza Banasika, to teraz musi zmienić zdanie. Tyszanie w piątek wywieźli komplet punktów z jaskini lwa, a właściwie Smoka Wawelskiego - Wisły Kraków po zasłużonej wygranej 1-0.
Tychy zaprezentowały wyrachowany futbol i właściwie dopiero pod koniec spotkania zostały przyparte do mury przez hiszpańską Wisłę Kraków - 6/11 zawodników podstawowego składu z półwyspu iberyjskiego. Ślązaków z opresji ratował Maciej Kikolski, a zwycięskiego gola zdobył Austriak Julius Ertlthaler, który zaprezentował nie tylko wysokie umiejętności piłkarskie, ale również mech pod nosem w stylu NRD-owskiego mistrza skoków Jensa Weissfloga.
Wisła Kraków jest bez wątpienia największym klubem zaplecza Ekstraklasy, przez co ciśnienie na awans jest największe. Klubowy marketing nie pomaga publikując w social mediach film zawierający zestawienie niewykorzystanych przez wiślaków sytuacji pobramkowych w piątkowy wieczór. Nie pomogło.
GKS Tychy jest wiceliderem, za tydzień w piątek 1 marca o godz. 20:30 zmierzy się z przodownikiem tabeli, Arką Gdynia w meczu na ścisłym szczycie tabeli. Będzie się działo! Po zmianie właścicielskiej, do Gdyni wrócił optymizm, a niedzielne 5-1 ze Stalą Rzeszów najwyższa wygrana zawodników trenera Wojciecha Łobodzińskiego w tym sezonie. Snajper wyborowy, Karol Czubak długo był nieskuteczny, ale ostatecznie i tak dwukrotnie znalazł drogę do siatki po strzałach głową, w stylu snajpera Arki sprzed pół wieku - Andrzeja Szarmacha.
Świetną robotę zrobili rezerwowi Arki - Tornike Gaprindaszwili miał asystę, a po faulu na nim z boiska wyleciał Milan Simcak. Kolejne zimowe nabytki Żółto-Niebieskich, Alassana Sidibe i Hubert Turski po razie trafili do siatki. Doskonałe nastroje w Gdyni, gdzie mało kto wyobraża sobie, aby Arka w tym sezonie nie wróciła do Ekstraklasy. W piątek i sobotę Arka ogłosiła pozyskanie aż kilkunastu (!) lokalnych sponsorów, w lwiej części są to firmy, które już z klubem współpracowały i po przejęciu klubu przez Marcina Gruchały wracają do gry. Z pewnością Arkowców stać na wyższą frekwencję niż niecałe sześć tysięcy widzów.
Entuzjazm i zadowolenie w Gdyni. Większa ostrożność i wyczekiwanie w południowej części Trójmiasta. Lechia jest najmłodszą drużyną szczebla centralnego, a takie miewają wahania formy. I tak było w Pruszkowie - dobra pierwsza połowa i słaba druga wystarczyła, by trzecia drużyna tabeli wywiozła trzy punkty po wygranej 2-0 ze Zniczem. Bramki strzelał Ukrainiec Maksym Chłań, asystowali Bośniak Rifet Kapić i Kolumbijczyk Camilo Mena - ten prawdziwie egzotyczny zestaw ma w komplecie jeszcze 3,5-letnie kontrakty z Lechią.
Dobra przyszłość jest więc pewna i rysuje się w zielonych kolorach? Niekoniecznie. O ile pierwsza drużyna jest dobrze "zaopiekowana", to reszta klubu organizacyjnie pozostaje w tyle. Wzmocnieniu uległ pion medialny Lechii Gdańsk, były rzecznik Rakowa Częstochowa Michał Szprendałowicz to wysokiej klasy fachowiec, któremu słusznie obiecano samodzielność i taką faktycznie posiada, bo jest w zespole sam. Prezes Paolo Urfer musi postarać się o finansowe wzmocnienie klubu, aby zapewnić licencję na przyszły sezon. Termin spłaty zaległości licencyjnych mija z końcem marca.
Tuż za Lechią Gdańsk, a przed Wisłą Kraków w tabeli plasuje się rewelacyjny beniaminek, Motor Lublin, którego trener Goncalo Feio najwyraźniej odnowił swój pakt z diabłem - znów Motor w 90. minucie zdobył bramkę na wagę trzech punktów, tak jak trzykrotnie w rundzie jesiennej, a przecież trzeba pamiętać o okolicznościach awansu do I ligi. W meczu z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza "złotą bramkę" strzelił Dariusz Kamiński, który zastąpił Senegalczyka Mbaye N’Diaye, z którego grą w kozim grodzie wiąże się wielkie nadzieje.
Na przeciwległym biegunie tabeli coraz bardziej nerwowo - przedostatnie w tabeli Podbeskidzie Bielsko-Biała uległo 1-2 Odrze Opole, mimo że grało ponad godzinę z przewagą jednego zawodnika. Zdenerwowany trener Dariusz Marzec grzmiał po meczu: "Powiedzieć, że jesteśmy frajerami, to zbyt mało" oraz "Zmianę Samuela Nnoshiriego nazwałbym sabotażem. W tym momencie przesunąłem go do rezerw". Jak wiadomo w marcu jak w garncu, pod Klimczokiem może być gorąco.
W spotkaniu dosłownie ostatniej szansy dla Zagłębia Sosnowiec, ta drużyna uległa Resovii Rzeszów 0-1 i traci do bezpiecznej strefy aż 11 punktów. Kibice Zagłębia mogą już powoli szykować się do rozgrywek II ligi.
Komplet wyników 21. kolejki Fortuna I ligi:
Miedź Legnica - Polonia Warszawa 2-1 (0-1)
Wisła Kraków - GKS Tychy 0-1 (0-1)
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Odra Opole 1-2 (0-1)
Wisła Płock - GKS Katowice 2-1 (1-1)
Motor Lublin - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1-0 (0-0)
Arka Gdynia - Stal Rzeszów 5-1 (2-1)
Znicz Pruszków - Lechia Gdańsk 0-2 (0-1)
Resovia Rzeszów - Zagłębie Sosnowiec 1-0 (1-0)
Chrobry Głogów - Górnik Łęczna - poniedziałek godz. 18
Maciej Słomiński, INTERIA













