Wisłę Kraków odwiedził klub z Ligi Mistrzów. Jarosław Królewski: Byli w szoku
- Mieliśmy ostatnio taką wizytę firmy, instytucji związanej z klubem, który gra dzisiaj w Lidze Mistrzów. Który rozgrywa tam - hmm… - bardzo prominentne mecze, mówi o nim świat. Ten klub jest znany z tego, że bardzo mocno inwestuje w dane. I po przyjrzeniu się temu, co my robimy w Wiśle Kraków, byli w szoku - mówi w wywiadzie z Interią Jarosław Królewski, większościowy właściciel Wisły Kraków.

Wisła Kraków ma za sobą świetną rundę jesienną i bardzo pozytywne rozpoczęcie tej wiosennej. Statystycy wyliczają, że jej szanse na awans do Ekstraklasy, wynoszą obecnie 99 proc. I właśnie dlatego uznaliśmy, że to idealny timing dla takiej rozmowy - by sprawdzić, czy i jak Wisła przygotowuje się do najbardziej realnego scenariusza. Nawet jeśli matematycznie wciąż nie jest on "przyklepany".
Okienko pod Ekstraklasę już w Wiśle ruszyło
Przemysław Langier (Interia Sport): Ostatnio powiedział pan w goal.pl, że mentalnie nie jesteście na etapie świętowania, ale przewaga w tabeli daje wam komfort operacyjny. Czyli planujecie już następny sezon pod kątem gry w Ekstraklasie.
Jarosław Królewski (większościowy właściciel Wisły Kraków, prezes klubu): - Patrząc na tabelę, musimy o tym myśleć. Obecna sytuacja na przykład sprawia, że łatwiej nam rozpoczynać niektóre rozmowy transferowe. Jesteśmy wiarygodni, mówiąc, że szansa na awans jest duża. Gdyby nie przewaga nad kolejnymi drużynami, działanie na rynku transferowym byłoby trudniejsze. Poza tym napędzają nas wyniki, więcej kibiców przychodzi na stadion - choć, patrząc na ostatnie lata, akurat kibica Wisły trudno posądzić o to, by był obecny tylko przy sukcesie. Świętowania awansu nikt nie rozpocznie, dopóki matematyka nie wskaże stu procent, natomiast odpowiedzialność polega na tym, by być gotowym na dwa scenariusze. Pod kątem sponsorskim, biznesowym, właściwie każdym, działamy i z myślą o 1. lidze, i o Ekstraklasie.
Czyli letnie okno transferowe w Wiśle już się zaczęło. I w dużej mierze dotyczy Ekstraklasy.
- Tak, choć im szybciej - oby to nastąpiło - zapewnimy sobie awans, tym lepiej dla naszego działu sportu. Ale podkreślam: będziemy gotowi na każdy scenariusz.
Dziś was nie stać na transfery gotówkowe. Traktujecie ewentualny awans jako szansę na robienie takich, czy ogólnej polityki to nie zmieni?
- Bądźmy realistami. Zdecydowanie nie będzie nas stać na nie jeszcze przez dłuższą chwilę. To się może zmienić ze względu na mocną pracę nad tematami sponsorskimi czy inwestorskimi, ale jeśli pyta pan dziś, to odpowiedź jest jasna.
Jakich piłkarzy pod kątem Ekstraklasy szukacie? 21, 22, 23-letnich, których można później odsprzedać z zyskiem, czy ta liga potrzebuje wzmocnień typu zawodnicy 28+, którzy mają duże doświadczenie, niezłe nazwisko i coś tam pograli w przeszłości?
- Generalnie moja wizja jest taka, by nie sprowadzać piłkarzy starszych niż 28-letnich. Oczywiście przy odpowiednio wysokiej jakości, wyjątki od tej reguły są możliwe, natomiast wiek jest dla mnie sprawą super istotną. Ale też nie chciałbym, by ktoś tę rozmowę odczytał jako planowane wielkie ruchy kadrowe, bo my nie będziemy chcieli robić jakiejś wielkiej rewolucji. Mowa jest co najwyżej o punktowym wzmacnianiu kadry. Zawodnicy, którzy dziś liderują w 1. lidze zasługują, by zagrać w Ekstraklasie - i, jeśli awansujemy, większość zapewne będzie miała taką możliwość.
Wśród tych punktowych wzmocnień przewijają się jakieś duże nazwiska?
- Tak. Ale mamy też wytypowaną dłuższą listę piłkarzy, których obserwujemy. Nie mamy potrzeby podejmować działań ad hoc - natychmiast i pod wpływem nerwów. Spokojnie reagujemy na bieżące potrzeby. Już ostatnie letnie okienko pokazało, że potrafimy działać w sposób przemyślany, bo z większości przeprowadzonych transferów jesteśmy zadowoleni. Chcemy, by za pół roku wyglądało to podobnie.
Wisła Kraków nie chce grać o utrzymanie
Formalnie do Ekstraklasy brakuje wam jakichś 20 punktów. A organizacyjnie?
- Pod pewnymi względami organizacyjnie już jesteśmy w Ekstraklasie. Nasza warstwa przychodowa, czy dynamika wzrostu przychodów względem kosztów, jest już na poziomie ligi wyżej. Organizacja meczów, wygląd trybun - to samo. Prawdę mówiąc nie widzę, by po awansie miało się dużo zmienić. Organizacyjnie jesteśmy już gotowi, natomiast mamy w sobie dużo pokory. Musimy pamiętać o tym, że w Ekstraklasie dominuje zupełnie inny typ gry niż ten, z którym spotykamy się w 1. lidze. O wyższej kulturze, innej jakości operowania piłką, intensywności. Naszym planem po awansie będzie wpisanie się w te reguły. Chcemy tam zakotwiczyć mentalnie na dłużej.
Co to oznacza w praktyce?
- Chciałbym uniknąć myślenia na zasadzie, że po awansie zapewne będziemy musieli bronić się przed spadkiem. Raczej wolę zerkać w kierunku Wisły Płock, która pokazuje, że na spokojnie, bez jakiejś wielkiej rewolucji, da się budować stabilną pozycję w tej lidze. Udowadnia, że robienie nie wiadomo ilu roszad to nie jest dobra droga dla żadnej drużyny. Przy czym dodam, że rozmawiamy o Ekstraklasie, bo tak pan pokierował tę rozmowę. My wciąż gramy w 1. lidze, gdzie na każdy mecz patrzymy jak na taki, który będzie decydował o awansie.
Ja nie chcę od pana żadnych deklaracji typu "awansujemy do Ekstraklasy". Zależało mi na tej rozmowie, bo jeśli statystyki mówią o 99 proc. szans na awans, to timing, by pytać o przygotowania do Ekstraklasy, jest odpowiedni. Sam pan wie, że przy tak wyglądającej tabeli rozpoczęcie dopiero w maju prac nad następnym sezonem byłoby spóźnione.
- Ma pan rację. O ile nikt jeszcze nie świętuje, o tyle niemyślenie o tym, że w kolejnym sezonie czeka nas Ekstraklasa, też byłoby błędem. Nie chodzi o żadne pompowanie balonika, tylko totalnie realne założenie, że awansujemy i nie możemy zmarnować tych 2-3 miesięcy, by skonfigurować zespół na najwyższą ligę. Bezczynne siedzenie w oczekiwaniu na zakończenie sezonu byłoby irracjonalne i zwyczajnie złe. Pokora jest takim samym obowiązkiem, jak myślenie, co zrobić, by po awansie zmaksymalizować swoje szanse.
Jak Wisła ma rywalizować z krezusami?
Ja pana znam troszkę i wiem, że nie zadowoli się pan samym awansem. Kwestią czasu jest, kiedy zamarzy się panu zrobienie w Ekstraklasie czegoś więcej. Pytanie, czy Wisłę stać dziś na konkurowanie z klubami, które ruszyły do wyścigu zbrojeń. Z bogatymi Widzewem i Rakowem, czy Jagiellonią, która wypracowała w mniej niż 2,5 roku zysk przekraczający 100 mln zł.
- Obecna tabela Ekstraklasy, a nawet 1. ligi, pokazuje, że nie wszystko da się zasypać pieniędzmi. Wkraczamy w fazę takiego działania - i dotyczy to nie tylko sportu, ale gospodarki, czy biznesu - która mi absolutnie odpowiada. W której intelekt odgrywa największą rolę. My sumiennie w to inwestowaliśmy przez ostatnie dwa-trzy lata. W ludzi w naszym dziale sportu, w marketing, merchendising, w rozwój kanałów social mediowych. Budowaliśmy grunt pod powiększenie naszej bazy przychodowej, by mieć w przyszłości lepszą poduszkę finansową, natomiast nigdy nie wierzyłem, że tylko i wyłącznie pieniędzmi da się rozwiązywać problemy. Gdybyśmy mieli budżet transferowy o 50 proc. wyższy, to niczego by on nie gwarantował. Co widać na przykładach innych klubów i tego, jak wysoki jest okres adaptacji do tej ligi, nawet przy transferach gotówkowych na poziomie miliona, dwóch, trzech, czy czterech milionów euro. Nasza droga jest inna, nastawiona na wychowanie zawodników, a kilka nazwisk pokazuje, że warto nią kroczyć.
Wszystko brzmi pięknie, a później bywa, że trzeba walczyć o utrzymanie.
- Różnie się zdarza, ale nie zadowoli mnie taka rola. Mamy dużo większe plany. Przed chwilą wspomniał pan Jagiellonię, wymienił ją pan nawet wśród potentatów. Dwa lata temu wygrała mistrzostwo nie mając wielkich pieniędzy. Dziś Wisła Płock od początku sezonu jest w topie tabeli, zaraz po awansie. Możemy ujmować temu zespołowi, że jest defensywny, taki, czy owaki. Ale ogrywa przeciwników w Ekstraklasie w sezonie, przed którym zakładano, że będzie walczyć o utrzymanie. Kluby mające dużo wyższy budżet są gdzieś niżej. Ja naprawdę wierzę, że racjonalne zbudowanie kadry i ciężka praca pozwoli na coś więcej.
Wyniki Wisły Płock czy Jagiellonii wzięły się z tego, że te kluby wewnętrznie pod jakimiś względami okazały się lepsze od rywali. W czym lepsza jest Wisła Kraków?
- Odpowiem na przykładzie. Mieliśmy ostatnio taką wizytę firmy, instytucji związanej z klubem, który gra dzisiaj w Lidze Mistrzów. Który rozgrywa tam - hmm… - bardzo prominentne mecze, mówi o nim świat. Ten klub jest znany z tego, że bardzo mocno inwestuje w dane. I po przyjrzeniu się temu, co my robimy w Wiśle Kraków, byli w szoku. Odwiedzili wcześniej, w trzyletniej perspektywie, sto innych klubów, a z ich relacji wynikało, że to my jesteśmy absolutnie - że tak powiem - strategicznie zwariowani na tym punkcie. Przekonywali nas, że nasze rzeczy, które rozwijamy wewnątrz klubu, są na najwyższym poziomie.
Bodo/Glimt was odwiedziło?
- Pomidor. Na razie nie mogę zdradzać, ale zobaczymy. Może jakieś partnerstwo wejdzie w grę? Damy znać.
Wisła Kraków i jej finanse
Na pewno mogę pogratulować wam strony przychodowej, bo w tym momencie ona już jest na poziomie górnej części tabeli Ekstraklasy. Ale jesteście tam też pod względem kosztów. Awans zapewni wam jeszcze wyższe przychody - pytanie, czy da się zrobić tak, by jednocześnie koszty nie rosły w sposób adekwatny?
- O ile zawsze należy optymalizować koszty, to nie może się to odbywać w taki sposób, by jednocześnie ucinać sobie przychody. Odkąd przejąłem klub, przyjęliśmy wewnątrz klubu trajektorię, w ramach której przychody rosną szybciej niż koszty. I rok po roku udaje nam się to osiągnąć - nawet, jeśli koszty są wysokie. Jesteśmy dzisiaj zdolni, by obniżyć swoje koszty z dnia na dzień, w cudzysłowie, o 30 proc. I spinać się w ciągu roku, ale nie chcemy tego robić, bo naszym celem jest stworzenie większej Wisły Kraków. Oczywiście czasem ma to negatywny wpływ na naszą płynność, natomiast pracujemy z partnerami, żeby mieć porozumienie względem tego, jak chcemy funkcjonować, chronić etaty, chronić nasze drużyny młodzieżowe, drugą drużynę.
Spytam inaczej, może w ten sposób mi się uda. Ekstraklasa to szansa nie tylko na realizację sportowych celów, ale też daje większe możliwości na to, żeby kratki excela wyglądały poprawnie. Macie policzone, ile Wisła potrzebowałaby lat w Ekstraklasie i jakich sukcesów, by finansowo zaczęło się tam wszystko świecić na zielono?
- Sam awans do Ekstraklasy, to 10-12 mln zł różnicy na samych prawach telewizyjnych, nie mówiąc o większych możliwościach na polu sponsorskim. To jakieś 25 proc. dzisiejszego budżetu przychodowego. Wydaje mi się, że w ciągu trzech lat klub mógłby już być rentowny.
Pozwolę sobie zacytować fragment tekstu Jakuba Szlendaka z serwisu XYZ. "Przy aktywach obrotowych wynoszących ok. 9,4 mln zł i zobowiązaniach krótkoterminowych sięgających ok. 35,3 mln zł deficyt kapitału obrotowego netto wynosi blisko 25,9 mln zł. Wskaźnik płynności bieżącej (current ratio) na poziomie ok. 0,24 oznacza, że posiadane aktywa obrotowe pozwalają na pokrycie zaledwie 24 proc. zobowiązań wymagalnych w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Taki stan wskazuje na istotną niepewność co do zdolności jednostki do kontynuacji działalności, o ile nie zostaną utrzymane mechanizmy wsparcia właścicielskiego lub nie nastąpi znacząca monetyzacja aktywów niematerialnych, takich jak zawodnicy". Moje pytanie: czy po realizacji celu, jakim jest awans do Ekstraklasy, który jednocześnie zapewni większe wpływy, będziecie chcieli sprzedać drogo któregoś z waszych zawodników, których dziś nie chcieliście puszczać, bo awans jest celem nadrzędnym?
- Moim marzeniem jest, aby każdy zawodnik, który dziś jest w Wiśle, miał możliwość debiutu w naszych barwach w Ekstraklasie. Z mojej perspektywy, to byłoby dla nich najlepsze. Nie mamy potrzeby monetyzacji tych zawodników, żeby poprawić swoją sytuację. Wspomniał pan o zagrożeniach krótkoterminowych. Mowa o pożyczkach, ale część z nich jest do mnie, zatem one są krótkoterminowo przedłużane. Nie powodują żadnego stresu. Poza tym nasi młodzi piłkarze - Letkiewicz, Kutwa, Kuziemka, Duda, czy Krzyżanowski to wiślacy, z bardzo mądrymi rodzicami. Nikt nie ma parcia na ich sprzedaż. Oczywiście może się zdarzyć sytuacja, gdy któryś z zawodników będzie miał swoje marzenia, gdy pojawi się jakaś oferta, i my na nią przystaniemy nie tylko ze względu na pieniądze, ale na pewno nie będzie tak, że musimy to zrobić.
A później przyjdzie wysoka oferta i nie będziecie mieć wyjścia.
- Wiadomo, że jesteśmy zobowiązani też do patrzenia na sprawę racjonalnie. Ale mówię: na dziś nie ma potrzeby, by się rozsprzedać. Nie chcemy tego zrobić.
Kiedyś dużo mówiło się o pana rozmowach z inwestorami. Zrezygnowaliście z nich i postawiliście na budowę Wisły własnymi siłami?
- Takie rozmowy toczymy cały czas, tylko po prostu mniej o nich informujemy. Taktyka z ujawnianiem wszystkiego generowała zbyt duże emocje w wiślackim środowisku, internet płonął przynajmniej co tydzień, czy dwa. Wyciągnęliśmy wnioski. Inna sprawa, że nie jest to coś, co dzieje się często. Ale to dla mnie OK. Dziś mamy lepsze rozumienie tego, co i jak musimy zrobić. Pod niektórymi względami wyprzedzamy inne kluby. Zaraz wejdziemy w taki tryb, że wszystkie zespołu będą chciały być data-driven. Zaczną nieśmiało poruszać się po tym gruncie, na którym my jesteśmy już od trzech lat.
Nie myślał pan o zatrudnieniu prezesa, który zadba o excela, a jednocześnie pana odciąży?
- Nie. Jestem z tych ludzi, którzy bardzo lubią dotykać wszystkiego, co się w klubie dzieje. Jestem bezpośrednio zaangażowany w wiele operacji od e-commerce'u, po bilety, mecze, rozmowy na loży. Bo lubię. Poza tym jestem mega zadowolony ze swojego zespołu - w szczególności z dyrektor zarządzającej. Wierzę w to, że ten zespół też lubi ze mną współpracować. Jest bardzo samodzielny. Ja jestem w klubie praktycznie w każdy dzień, siedzę tu lekko po 10 godzin na dobę, o ile gdzieś nie wylatuję. Myślę, że mam wszystko pod kontrolą i taki model nadal się nam sprawdza.
Na koniec spytam o Petera Moore'a. Jeśli dobrze rozumiem jego obecność w Wiśle, to jego know-how ma pomóc w finansowym rozwoju klubu. Oprócz sparingu z Wrexham, który na pewno na siebie zarobi, można dziś wskazać jakieś obszary, w których Peter już pomógł lub pomoże?
- Petera można zapytać o wszystko. O transfery, wizję klubu, komercję, loże, stawki pracowników, jak budować premie. Jestem dumny, że mam takiego partnera, który od środka uczestniczył w budowie piłki wielkich rozmiarów.













