Wisła Kraków straciła wielką szansę. Padł jeden"cios", ale jakże bolesny
Wisła Kraków mogła zostać w piątek nowym liderem Fortuna I ligi. "Biała Gwiazda" zaprzepaściła jednak wielką szansę, przegrywając na własnym terenie 0:1 z GKS-em Tychy. Jedyną bramkę zdobył głową jeszcze w pierwszej połowie Julius Ertlthaler. Jego gol wprawdzie początkowo nie został uznany - sędzia odgwizdał spalonego - ale po analizie okazało się, że była to pochopna decyzja i werdykt musiał zostać zmieniony.

Wisła Kraków stanęła w piątek przed ogromną szansą na to, by awansować na fotel lidera tabeli. Warunek był prosty - trzeba pokonać przed własną publicznością GKS Tychy. Trener "Białej Gwiazdy" Albert Rude nie ukrywał, że jego zespół chce wykorzystać tę szansę i od początku ruszy do ataku, by zrealizować swój cel.
Idziemy po zwycięstwo od pierwszych minut i zobaczymy co nam to przyniesie
Tymczasem to golkiper Wisły Kraków Alvaro Raton musiał już po 20 minutach wciągać piłkę z własnej bramki. Pokonał go po uderzeniem głową Julius Ertlthaler, który wykorzystał centrę Norberta Wojtuszka. Sędzia wprawdzie pierwotnie odgwizdał spalonego, ale ostatecznie okazało się, że wszystko odbyło się w zgodzie z przepisami.
Wisła Kraków - GKS Tychy
W pierwszej połowie nie padły już kolejne bramki. W drugiej także próżno było czekać na następne trafienie, choć czas mijał. Wisła Kraków nie poddawała się jednak, próbując chociaż doprowadzić do wyrównania. I na poważnie przebudziła się w końcówce spotkania.
Wówczas zdawało się, że mur obronny postawiony przez ekipę gości zaczyna pękać. Mimo kilku sytuacji wynik nie ulegał jednak zmianie. Za każdym razem albo piłkarzom Wisły Kraków brakowało skuteczności, albo świetnie między słupkami spisywał się 20-letni Maciej Kikolski.
Ostatecznie GKS Tychy dowiózł skromną przewagę do ostatniego gwizdka sędziego. Dzięki temu to podopieczni trenera Dariusza Banasika awansowali - przynajmniej tymczasowo - na fotel tabeli Fortuna I ligi.









