Ważą się losy Śląska i Wisły. W PZPN głowią się, co z tym zrobić
Na dziś trudno przewidzieć, jaką decyzję w sprawie nieodbytego meczu Śląska Wrocław z Wisłą Kraków podejmie PZPN. Związek nabiera wody w usta, jednak zakulisowo słyszymy, że w teorii faktycznie regulamin dopuszcza próbę rozegrania tego spotkania w innym terminie - nawet po odgwizdaniu końca "meczu" przez sędziego Tomasza Kwiatkowskiego, który pojawił się we Wrocławiu w sobotę.

Mecz Śląsk - Wisła miał się odbyć w sobotę, jednak ze względu na decyzję władz wrocławskiego klubu o niewpuszczeniu zorganizowanej grupy kibiców Białej Gwiazdy, prezes gości Jarosław Królewski podjął bezprecedensową decyzję o pozostawieniu swojej drużyny w Krakowie. Nie pomogło przeciąganie liny, w które zaangażowany był PZPN, nie pomogły propozycje przełożenia spotkania, co pozwoliłoby kupić nieco czasu na dogadanie się w tym sporze. A skoro tak, to czeka nas druga odsłona tego spektaklu, bo PZPN musi podjąć decyzje, co dalej.
Teoretycznie da się rozegrać ten mecz. Praktycznie - nie wiadomo
W rozmowie z kanałem Meczyki Jarosław Królewski zdradził w niedzielę, że z posiadanych przez niego ekspertyz wynika, że mecz nawet po takich wydarzeniach może zostać rozegrany - na co pozwala jeden z punktów regulaminu PZPN. Dopytaliśmy o to w związku i otrzymaliśmy potwierdzenie tych słów, jednak poza bardzo ogólnym zdaniem, że "skoro coś jest w regulaminie, to może być wykorzystane", nikt nie chciał choćby zasugerować, czy jest jakakolwiek realna szansa na pójście w tym kierunku. Zwłaszcza, że decydować będzie niezależna komisja - co pozwala władzom związku zasłaniać się niewiedzą.
W PZPN nie zgadzają się także z narracją o łatwym sposobie, w jaki można było rozwiązać kłopot z niewpuszczaniem kibiców Wisły na kolejne stadiony. Wiele mediów, w tym Interia, sugerowało, że już dawno PZPN powinien postawić na komunikację prewencyjną w kwestii kar - postawienie sprawy jasno, że mogą one sięgać milionowych kwot mogłoby skutecznie odstraszyć kolejnych prezesów przed zamykaniem trybun dla fanów Białej Gwiazdy, zamiast karać symbolicznymi kwotami rzędu 20-30 tys. zł. Tak mocne stanowisko mogłoby wręcz pomóc prezesom w "negocjacjach" z własnymi grupami kibicowskimi, do których ewentualne straty ich klubu mogłoby przemówić. Związek odpiera jednak te argumenty, przekonując, że w środowisku nie ma takich prezesów, którzy by poparli wyższe kary.
Trudno jednak powiedzieć, że PZPN zrobił przez ostatnie trzy lata cokolwiek, by choć spróbować ukrócić problem. Teraz sam musi rozstrzygnąć, co zrobić z fantem meczu Śląsk - Wisła, a z jego perspektywy każda decyzja będzie prowadzić do oburzenia którejś ze stron (lub obu). Szykuje się serial, który bez wątpienia zakończy się w wyższych instancjach, bo nie istnieje dziś decyzja, którą jednocześnie Śląsk i Wisła przyjęłyby bez oprotestowania.
O powodach niewpuszczania kibiców Wisły na stadiony w Polsce pisaliśmy w tym miejscu.











