Reklama

Reklama

Walka o Ekstraklasę. Trener Stali Mielec Zbigniew Smółka: Pierwsza liga uczy pokory

Pierwszym beniaminkiem Ekstraklasy została Sandecja, ale w Nice I lidze wciąż trwa walka o drugą przepustkę do elity. Wiele wskazuje, że nie zdobędą jej najwięksi faworyci. - Współczuję im, ale taka jest właśnie pierwsza liga - leczy niejedną drużynę i uczy pokory niejednego trenera i piłkarza - twierdzi Zbigniew Smółka, trener Stali Mielec, która z dostarczyciela punktów przemieniła się w postrach faworytów.

Mirosław Ząbkiewicz, Interia: Gratulacje. Gdy przejmował pan Stal Mielec, była mocnym kandydatem do spadku. Teraz odbiera punkty faworytom do awansu do Ekstraklasy. W jaki sposób udało się panu dokonać takiej przemiany?

Zbigniew Smółka, trener Stali Mielec: - Dziękuję. Już wiele razy mówiłem, że to efekt ciężkiej pracy, obustronnego zaufania i potencjału, który drzemał w zawodnikach. Sam bym tego nie zrobił, dokonała tego drużyna na boisku. Wszyscy ludzie, którzy są w klubie, doprowadzili do tego, że udało się utrzymać I ligę dla Mielca.

Reklama

Ma pan młody zespół.

- Najstarszy zawodnik jest z rocznika 1988. Wie pan, jak to jest w piłce - raz pod wozem, raz na wozie. W Mielcu udało się trafić na grupę ludzi, którzy mi zaufali, dobrze mi się tutaj pracuje. No i udało się osiągnąć cel, jaki sobie założyliśmy.

Radosław Mroczkowski, który prowadzi Sandecję, twierdzi, że najważniejsze dla trenera, żeby nikt mu nie przeszkadzał.

- A ja uważam, że najważniejsze dla trenera, żeby wszyscy mu pomagali. Właśnie tego oczekuję, bo jeśli ktoś przeszkadza konstruktywną uwagą, to pomaga.

Zostaje pan w Mielcu na przyszły sezon czy czas na nowe wyzwania?

- Odpowiem tak: Pomidor!

Gdyby ktoś powiedział panu zimą, że do Ekstraklasy awansuje Sandecja i to jako pierwsza, to byłby pan zaskoczony?

- Myślę, że nie, bo była wymieniana w gronie pięciu-sześciu faworytów i wiem, jakich ma zawodników. To bardzo solidny zespół, bardzo fajnie od wielu lat budowany klub, z pierwszoligowym doświadczeniem, więc jego awans do Ekstraklasy nie jest dla mnie wielkim zaskoczeniem. Zaskoczyło mnie kilka drużyn, które nie awansowały. Współczuję im, ale taka jest właśnie pierwsza liga - leczy niejedną drużynę i uczy pokory niejednego trenera i piłkarza.

Określił pan walkę o awans wyścigiem żółwi. Patrząc na ostatnie wyniki w Ekstraklasie, chyba tak samo można określić walkę o mistrzostwo?

- Raczej powiedziałbym, że to wyścig czterech szybkich zespołów, które punktują, wygrywają, mają dobry styl i są na wyrównanym poziomie. W ich przypadku, o tym kto zwycięży, decyduje dyspozycja dnia. Dlatego walki tej czwórki nie nazwałbym wyścigiem żółwi tylko lampartów.

Aż tak?

- Uważam, że cztery pierwsze drużyny prezentują bardzo wysoki poziom.

Ciekawe, czy oglądał pan ostatni mecz Lecha z Lechią?

- Tak, było bardzo dużo walki i taktyki, dlatego piłki może mniej, ale w takich meczach chodzi o wynik, a nie o fajerwerki.

W roli murowanych faworytów sezon pierwszej ligi rozpoczynali spadkowicze z Ekstraklasy - Górnik Zabrze i Podbeskidzie.

- Przejmowałem kiedyś zespół, który spadł z ligi i wiem, jak to wygląda. Nie każdy utrzymuje drużynę i budżet, jak zrobiło to Zagłębie Lubin czy kiedyś Cracovia. Bardzo rzadko się zdarza, że spadkowicz już w kolejnym sezonie wraca do Ekstraklasy. Szczególnie w polskich realiach, gdzie nie ma ochrony finansowej z praw telewizyjnych. W wielu ligach po spadku jest ona przez rok, aby klub mógł się odbudować. W Polsce nie ma i dlatego kluby się zderzają z realiami pierwszej ligi. Uważam, że to najdroższa liga w tym kraju i liga świetnie się rozwijająca, dlatego nie jest dla mnie niespodzianką, że Podbeskidzie i Górnik, prawdopodobnie, nie wejdą do Ekstraklasy.

Jaką przyszłość polskiej piłki widzi pan patrząc na naszych młodych zawodników w pierwszej lidze?

- Dla mnie młodzi piłkarze, którzy radzą sobie w pierwszej lidze, to zawodnicy grający w reprezentacjach kraju w różnych rocznikach. Jak młody zawodnik gra sumiennie, to naprawdę od razu dostaje powołanie do reprezentacji. Właśnie przed chwilą rozmawiałem z trenerem reprezentacji młodzieżowej, który powołał naszego zawodnika, bo chłopak gra regularnie i prezentuje bardzo dobry poziom. Dla młodych zawodników pierwsza liga jest bardzo dobra, bo mogą się w niej wypromować, ograć. Są w niej piłkarze z ekstraklasową przeszłością, wielu cwaniaków, jest także już sporo taktyki, no i walka. Uważam nawet, że w większości meczów jest jej więcej niż w Ekstraklasie. Tam jest więcej techniki, finezji, taktyki, a walki mniej niż w pierwszej lidze i właśnie dlatego spadkowicze boleśnie zderzają się z nową rzeczywistością. Często występowałem przeciwko drużynom, które miały na każdej pozycji droższego i lepszego zawodnika, a później zderzyli się z pasją, zaangażowaniem, konsekwencją taktyczną i odbieraliśmy im punkty. Dlatego futbol jest taki piękny.

Kto zostanie drugim beniaminkiem Ekstraklasy?

- Moim zdaniem Zagłębie Sosnowiec, ale życzyłbym sobie, aby walka o awans trwała do ostatniej minuty ostatniego meczu. Niech sportowo wygra ta drużyna, która na to zasługuje. Aczkolwiek przyznam, że sam stawiałem na GKS Katowice. Uważam, że ma największy potencjał i styl też mi się podobał, ale to nie jest przypadek, że przez tyle lat nie może awansować. Jeżeli piłkarz nie ma odpowiedniego komfortu, nastawienia, pasji i chęci, to presja jest wrogiem. Często wywierają ją ludzie, którzy nie są blisko drużyny. Jestem przekonany, że każdy piłkarz GKS-u Katowice dał z siebie wszystko, ale futbol jest brutalny.

Rozmawiał Mirosław Ząbkiewicz

Nice I liga - sprawdź terminarz, wyniki oraz tabelę!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL