Reklama

Reklama

Tomaszewski: Kompromitacja, blamaż, czy sabotaż?!

Wyrok, a raczej "wyroczek", jaki zapadł w sprawie bezprawnego i super nie etycznego podpisania - 30 października 2004 - kontraktu pomiędzy Kolporterem Kielce, a bramkarzem Arturem Sarmatem - który był związany umową o pracę (do 30 czerwca 2005) z KSZO Ostrowiec, potwierdził po raz kolejny, że skrót WD PZPN wcale nie oznacza Wydział Dyscypliny związku, a wydział DYLETANTÓW , który swoimi, nie mającymi nic wspólnego z profesjonalnym futbolem, decyzjami OŚMIESZA całe środowisko piłkarskie w oczach opinii publicznej.

Z prostego rachunku wynika, że ta szanowna koteria wyceniła jeden punkt ligowy na 5000 złotych, a grę na dwa fronty , nieuczciwego zawodnika (na dodatek nie powiadomił aktualnego pracodawcy o nowym kontrakcie) 7000 złociszy. Kary te są tak "drastyczne i pouczające", do pieniędzy krążących w klubowym futbolu i zarobków piłkarzy , jakby na przykład, "drogówka" ukarała najbogatszego Polaka POUCZENIEM, za przekroczenie o ponad 200 kilometrów dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym.

Jeszcze raz przypomnę "fachowcom z WD", że angielski piłkarz za samą tylko "przedwczesną" rozmowę transferową z innym klubem musiał zapłacić 200 tysięcy funtów kary - a u nas pan Sylwester Wiśniewski i spółka "skasowali" nieuczciwego łapacza - za podpisanie definitywnego kontraktów - na sumę 7000 FUNTÓW... kłaków. Ja ze swojej strony, przyrzekam, że uczynię wszystko, by ten haniebny werdykt został przez wyższą instancję zmieniony i by był on nie tylko adekwatny do popełnionego przestępstwa, ale również, a może przede wszystkim "odstraszającym" na przyszłość, dla podobnych skopanych kombinatorów. Niestety, muszę z pokorą wyznać, że ten skandaliczny werdykt jest w dużej mierze moją zasługą, ponieważ właśnie w feralnym dniu posiedzenia Wydziału Dyletantów umówiłem się wspólnie z Jackiem Kryszczukiem (jedynym prawdziwym fachowcem w WD) z wrocławskimi prokuratorami.

Reklama

Poza tym Zarząd, lub Prezydium PZPN powinno rozliczyć szanowną koterię z Wydziału Dyletantów, za tragikomiczny (powtórzenie spotkania, bez anulowania 8 żółtych kartek!?) wyrok w sprawie meczu Kujawiak ŁKS, który dopiero po rozpatrzeniu przez Naczelną Komisję Odwoławczą nabrał prawnego i logicznego kształtu. Natomiast kierownictwo Związku będzie miało niezły orzech do zgryzienia, gdy zapozna się z informacjami na temat spotkania Mec. Jacka Kryszczuka (łącznika PZPN z Organami Ścigania) z wrocławskimi prokuratorami.

Ja widziałem dokumenty dotyczące kupionego meczu Zagłębia z Polarem, z których niezbicie wynika , że to nie prokuratura (przepraszam pana Tadeusza Potokę za to, że w jednym z poprzednich felietonów zarzuciłem Mu opieszałość) dzielnicy Wrocław - Psie Pole, grała na czas, a poprzedni Wydział Dyletantów (obecny szef Sylwester Wiśniewski , był wówczas wiceprzewodniczącym) przeciągał sprawę, by uległa ona przedawnieniu.

Tym, którzy są zadowoleni (działacze Kolportera, zawodnik i paru dziennikarzy z regionalnej , kieleckiej prasy) i oświadczają, że sprawiedliwości stało się zadość, bo niby dlaczego za haniebny czyn jakiegoś "niekumatego" działacza i nieuczciwego łapacza (którzy podpisali "lewy" kontrakt) ma cierpieć klub, piłkarze i kibice - chciałbym zadać pytanie? Dlaczego i na jakiej podstawie, za debilny (rzut nożem w głowę włoskiego zawodnika) wyczyn krakowskiego stadionowego bandyto-terrorysty , niejakiego "Miśka", Komisja Dyscyplinarna UEFA skazała na pucharową banicję zespół Białej Gwiazdy, w efekcie czego, cierpiała CAŁA FUTBOLOWA POLSKA.

Reasumując ten skandaliczny werdykt , to mam nadzieję, że pogłoski krążące w środowisku, dotyczące tego konkretnego przypadku, że drogi dojazdowe, szefa WD z Lublina i działaczy klubu z Kielc, w końcówce trasy do Warszawy - ŁĄCZĄ się, okażą się tylko haniebnymi pomówieniami złośliwych ludzi, których nigdy i nigdzie nie brakuje - ale póki co, to... każdy ambitny człowiek po tak kompromitujących wyrokach i ujawnieniu zeszłorocznych faktów z kupionego meczu przez Lubinian, natychmiast podał by się do dymisji, lub "zagrał" w ruską ruletkę.

Kolejnym kamyczkiem wrzuconym do własnego ogródka, to dokumenty, jaki na moje ręce złożył prezes Wisły Płock, dotyczące licencja Widzewa, na drugoligowe występy w minionym sezonie. Ja w obawie o to by jako Łodzianin, nie być posądzony o stronniczość, po otrzymaniu dokumentów z bardzo - i słusznie - ostrym pismem przewodnim od Krzysztofa Dmoszyńskiego, nie zwróciłem się - jak nakazywała by logika - do Wydziału Dyletantów, a natychmiast złożyłem doniesienie do wrocławskiej (ogólnopolski antykorupcyjny futbolowy sztab) prokuratury o wyjaśnienie tej sprawy. Wydaje mi się, że z takiego obrotu sprawy najbardziej zadowoleni powinni być łódzcy działacze, bo po pierwsze raz na zawsze ta bulwersująca ligowe środowisko kwestia zostanie definitywnie wyjaśniona - tym bardziej, że mój przyjaciel z Boiska, Zbyszek Boniek - jeden z szefów nowego Widzew - publicznie oświadcza, że jego klub w tej konkretnej sprawie, jest w czysty jak kryształ.

Ponieważ dzisiejszy tekst, ze względów ode mnie nie zależnych musiałem przesłać w poniedziałek rano, przed moim wyjazdem do Warszawy, dlatego przepraszam internautów, że nie mogę skomentować decyzji Prezydium PZPN w wiadomej sprawie - ale o tym za tydzień.

Jan Tomaszewski

W związku z obraźliwymi tekstami komentarzy dotyczących felietonów Jana Tomaszewskiego, uprzejmie informujemy, że nie będziemy publikowali anonimowych komentarzy w których zamiast merytorycznej dyskusji, będą zawarte wyzwiska, pogróżki i obraźliwe epitety pod adresem naszego współpracownika.

Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną.

Jednocześnie informujemy, że zamieścimy każdy, nawet najbardziej drastyczny komentarz, ale pod warunkiem uprzedniego sprawdzenia danych osobowych autora, by pan Jan Tomaszewski mógł dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje