Reklama

Reklama

Szpital w ŁKS przed meczem Pucharu Polski z Cracovią

– Nigdy jeszcze mi się nie zdarzyło, bym miał tyle kontuzji w zespole. W pewnym momencie nie mogłem korzystać z 12 zawodników – przyznaje Kibu Vicuna, trener ŁKS przed meczem Pucharu Polski z Cracovią (czwartek, godz. 17:30, transmisja Polsat Sport).

Właściwie w każdym spotkaniu hiszpańskiemu szkoleniowcowi ktoś wypadał z drużyny. Apogeum było w ostatnim meczu ligowym z Podbeskidziem Bielsko-Biała (1-2). Nie dokończyli go Pirulo, Maciej Wolski i Maksymilian Rozwandowicz.

Nieobecnych z powodu kontuzji było kolejnych siedmiu: Mateusz Bąkowicz, Bartosz Szeliga, Jakub Tosik, Nacho Monsalve, Javi Moreno, Mieszko Lorenc i Stipe Jurić. A do nich należy jeszcze doliczyć Kamila Dankowskiego i Samu Corrala, którzy nie doszli jeszcze do zdrowia od poprzedniego sezonu. To razem 12 zawodników. Na spotkanie z Podbeskidziem na ławkę rezerwowych wrócili trzej rekonwalescenci - Maciej Dąbrowski, Antonio Dominguez i Ricardinho. Trener Vicuna zastrzega jednak, że nie są jeszcze w formie sprzed urazów.

Reklama

- Kiedy byłem asystentem w Legii, na koniec rundy mieliśmy podobne problemy, ale nie aż w takiej skali. Poza tym wtedy rozegraliśmy aż 34 spotkania, w tym 21 ligowych, a do tego w Pucharze Polski czy europejskich pucharach. Na koniec rundy było siedem kontuzji. Teraz jeszcze nie jesteśmy w jej połowie, a brakowało ostatnio 12 zawodników - przyznaje Vicuna. - W sztab szkoleniowym i medycznym analizujemy i zastanawiamy się, gdzie leży problem. Nie chodzi o szukanie winnych, tylko znalezienie rozwiązania.

Przed meczem Pucharu Polski sytuacja kadrowa ŁKS trochę się poprawiła. Okazało się, że uraz Wolskiego nie jest groźny i może grać, znak zapytania stoi przy Rozwandowiczu, a Pirulo powinien być gotowy na niedzielę. Z zespołem trenują też Bąkowicz i Szeliga. - Ale i tak jest sporo znaków zapytania, bo zawodnicy wracający po kontuzjach potrzebują jeszcze czasu, by wrócić do formy piłkarskiej. Decyzje podejmiemy dopiero po wieczornym treningu. Dlatego też w kadrze meczowej znajdą się zawodnicy z drugiej drużyny: Radaszkiewicz, Lipień czy Wszołek - przyznaje Vicuna.

Można się więc spodziewać, że przeciwko Cracovii szkoleniowiec wystawi skład, w którym będą piłkarze grający mniej lub występujący w rezerwach. Zwłaszcza, że niedzielę ełkaesiaków czeka dużo ważniejsze spotkanie, jeśli chodzi o cel na ten sezon, czyli walkę o ekstraklasę. W Łodzi podejmą trzecią w tabeli Sandecję Nowy Sącz. Niepowodzenie może zepchnąć łodzian na dłużej do środka tabeli.

- Rzeczywiście myślimy o niedzieli, ale w czwartek mamy jeszcze oficjalny mecz. Cracovia gra różnymi ustawieniami, ale zawsze z czwórką obrońców. To zespół silny fizycznie i solidny. W meczu ligowym z Pogonią stosowali bardzo wysoki pressing - dodaje trener Vicuna. - Spodziewam się dużo walki, ale my chcemy grać piłką i być odważni. We wtorek KKS Kalisz pokazał, że można wygrać z zespołem z ekstraklasy. To tylko jeden mecz i wszystko jest możliwe. Awans na pewno wpłynąłby pozytywnie na psychikę drużyny.

AK

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje