Szalony mecz Wisły Kraków. Dwa razy byli w dużych opałach
Lider I ligi dwukrotnie przegrywał z przedostatnim w tabeli Górnikiem Łęczna, ale ostatecznie przechylił szalę na swoją korzyść. Wisła Kraków pokonała Górnika Łęczna 3:2 i zrobiła kolejny wielki krok w kierunku awansu do Ekstraklasy.

- W tej lidze wyniki są nieprzewidywalne i na każdego rywala trzeba być maksymalnie skoncentrowanym - zapowiadał przed meczem Mariusz Jop, trener Wisły Kraków. Nawet jednak szkoleniowiec nie spodziewał się chyba, że tak często jego piłkarze będą musieli gonić rywali.
Pierwsza połowa była absolutnie szalona. Górnik Łęczna dwukrotnie prowadził, ale na przerwę schodził przegrywając. By objąć prowadzenie, gościom wystarczyły dwa podania. Po nich Branislav Spacil bez problemu położył na murawie Darijo Grujcicia i pokonał Patryka Letkiewicza. Wisła odpowiedziała atomowo, bo z blisko 30 metrów bez namysłu huknął Frederico Duarte i Łukasz Budziłek nie miał nic do powiedzenia.
Identycznie chwilę później po drugiej stronie boiska czuł się Letkiewicz, bo jego koledzy popełnili kolejną serię błędów. Wiślacy przegrywali walkę w powietrzu, gubili krycie i w efekcie Mateusz Hołownia dał Górnikowi prowadzenie.
Po pół godzinie w Krakowie pachniało więc sensacją, ale kwadrans później wszystko wróciło do sytuacji, którą wskazywała tabela, czyli na prowadzeniu była Wisła. Stało się to za sprawą trafień Marko Bozicia (przy jego uderzeniu błąd popełnił Łukasz Budziłek, który nie utrzymał piłki na ręce) oraz Juliusa Ertlthalera, który z kilkunastu metrów uderzył precyzyjnie przy słupku.
W przerwie Jurij Szatałow, trener Górnika zdjął strzelców obu bramek, a zastąpili ich Bartosz Biedrzycki i Fryderyk Janaszek. Po kwadransie szkoleniowiec dokonał kolejnych dwóch zmian, za to po stronie Wisły była jedna i to wymuszona - kontuzjowanego Wiktora Biedrzyckiego zastąpił Alan Uryga.
Wisła Kraków - Górnik Łęczna. Nerwowo do samego końca
W drugiej części emocji było jednak znacznie mniej. Wisła prowadziła grę, Górnik próbował kontrować, ale robił to zdecydowanie gorzej niż w pierwszych 45 minutach. Inna sprawa, że gospodarze także nie mieli pomysłu, w jaki sposób postawić kropkę nad "i", więc do końca meczu ponad 23 tys. widzów musiało drżeć o wynik. Co więcej, w 90. minucie boisko z urazem barku musiał opuścić gwiazdor gospodarzy - Angel Rodado.
Dzięki wygranej Wisła wciąż ma dziewięć punktów przewagi nad drugim Śląskiem Wrocław. Górnik Łęczna wciąż jest przedostatni i do bezpiecznego miejsca traci trzy punkty.
PJ












