Skandal we Wrocławiu. Odważna decyzja TVP, na jaw wyszły liczby
Wielkim skandalem zakończył się sobotni "mecz" pomiędzy Śląskiem Wrocław a Wisłą Kraków. W stolicy Dolnego Śląska na boisku stawili się tylko gospodarze, którzy wraz z arbitrami przez piętnaście minut czekali na gości. Ci zgodnie z zapowiedziami Jarosława Królewskiego nie wybrali się na teren rywala. Pomimo tego, kibice mogli śledzić transmisję z Tarczyński Arena w TVP Sport. Teraz głośno zrobiło się o nieoficjalnych wynikach oglądalności. Są one dość zaskakujące.

Brak przedstawicieli Wisły na obiekcie we Wrocławiu był spowodowany brakiem zgody na przyjazd kibiców "Białej Gwiazdy". Jarosław Królewski próbował doprowadzić do tego, by kibice w czerwonych koszulkach ostatecznie pojawili się na trybunach, ale po licznych oświadczeniach nie dopiął swego. "Podjąłem ostateczną i nieodwołalną decyzję: piłkarze Wisły Kraków nie zagrają w ten weekend meczu ligowego we Wrocławiu. Ta decyzja jest nieodwołalna i nienegocjowalna. Wierzę, że Wiślacy oraz wszyscy Ci, którym zależy na zmianach w polskiej piłce nożnej, zrozumieją jej sens" - ogłosił wreszcie w mediach społecznościowych.
I słowa dotrzymał. Jak informowaliśmy na wstępie, wrocławskiej publiczności pokazali się tylko gospodarze. Zgodnie z regulaminem trzeba było odczekać kilkanaście minut na potencjalny przyjazd podopiecznych Mariusza Jopa. Do zwrotu akcji jednak nie doszło. Mało przyjemne sceny śledzili nie tylko fani na trybunach. Na transmisję, pomimo niepokojących doniesień, zdecydowała się TVP Sport. Stacja zaryzykowała, nie szczędząc pieniędzy. Zorganizowano specjalne studio, ponadto na stadionie zameldowali się komentatorzy.
Ponad sto tysięcy widzów śledziło wydarzenia z Wrocławia. Skandal zamiast hitu
Dziennikarze porozmawiali nawet z głównym arbitrem potyczki. "Kontrowersją jest to, że ten mecz się nie odbywa i tego oczywiście żałujemy. Musieliśmy zachować wszelkie procedury, bo gospodarz był gotowy. Użyliśmy zatem trzech gwizdków. Jeden na początek, drugi po dziesięciu minutach w ramach oczekiwania i trzeci to zakończenie" - przyznał Tomasz Kwiatkowski. Teraz do akcji musi wkroczyć PZPN, by zdecydować na temat potencjalnych kar. A te będą potężne, co już wielokrotnie zapowiadał Cezary Kulesza.
W międzyczasie pojawiły się wyniki oglądalności sobotnich scen ze stolicy Dolnego Śląska. Do informacji dotarł Piotr Koźmiński z portalu "goal.pl". Śmiało można powiedzieć, iż ryzyko publicznego nadawcy opłaciło się. "Z naszych informacji wynika, że studio meczowe oglądało średnio 68 tysięcy widzów, a w szczycie, tuż po 18:00, było to nawet 108 tysięcy! Jak na wydarzenie, o którym wiadomo było, że się nie odbędzie, to całkiem niezły wynik" - napisał dziennikarz w swoim materiale.
Teraz oba kluby czekają na komunikat z piłkarskiej centrali. Ten powinien pojawić się jeszcze w marcu. Z pewnością działaczy najbardziej zaboli obustronny walkower. W walce o awans do PKO BP Ekstraklasy każdy punkt jest na wagę złota.












