Siedem goli, drużyna Piszczka znów rozbita. Blamaż na zapleczu Ekstraklasy
Z pewnością nie tak Łukasz Piszczek wyobrażał sobie początki pracy trenerskiej. GKS Tychy przegrał drugi mecz z rzędu pod wodzą zasłużonego reprezentanta Polski. Tym razem w Legnicy przeciwko Miedzi. Już w pierwszej połowie gospodarze czterokrotnie trafiali do siatki. Po przerwie padły kolejne bramki. GKS aż poległ 1:6.

O tym, że Łukasz Piszczek rozpocznie karierę trenerską, w Polsce mówiło się od kilku lat. Po zakończeniu kariery 66-krotny kadrowicz był grającym szkoleniowcem w rodzinnych Goczałkowicach-Zdrój, a następnie pełnił funkcję asystenta Nuriego Sahina w Borussi Dortmund.
Po odejściu z niemieckiego klubu znów zastanawiano się, z jakim klubem zwiąże się 40-latek. W mediach łączono go nawet z Ekstraklasą. Ostatecznie Piszczek został trenerem pierwszoligowego GKS-u Tychy. Na ławce zadebiutował sześć dni temu. Jego zespół przegrał na wyjeździe ze Stalą Rzeszów 1:2. Przy okazji... dwóch zawodników gości opuściło boisko z czerwoną kartką. Nie był to najlepszy start.
Zespół Piszczka kompletnie rozbity. To był pogrom
Szansę na rehabilitację GKS miał w piątek. W 18. kolejce I ligi ekipa z Tychów pojechała do Legnicy na starcie z Miedzią. Spotkanie dla gości rozpoczęło się kapitalnie. W dziesiątej minucie do siatki trafił Daniel Rumin. Mało kto spodziewał się, że jeszcze do przerwy GKS straci... cztery gole. A tak właśnie się stało.
Zaledwie sześć minut później do wyrównania doprowadziłDaniel Stanclik. Napastnik gospodarzy huknął z rzutu wolnego wprost w okienko bramki. I to z dosyć ostrego kąta. Po prostu palce lizać, warto zobaczyć jego trafienie.
W 35. minucie Miedź objęła prowadzenie 2:1 po golu Asiera Cordoby. Worek z bramkami rozsypał się na dobre. Stanclik w pierwszej połowie jeszcze dwukrotnie pokonał Kacpra Kolotylo i zanotował hat-tricka. GKS przegrywał 1:4 i nic nie wskazywało na to, że cokolwiek zmieni się w grze zespołu Łukasza Piszczka. Jego piłkarze non stop byli spóźnieni w obronie, dawali się ogrywać w pojedynkach.
Na początku drugiej części gry coś drgnęło. Goście próbowali kreować sytuacje w ataku pozycyjnym, ale brakowało im szybszego, kreatywniejszego grania bez przyjęcia. Ale konkretów w postaci bramek nie było. Za to kolejne bramki zdobywała Miedź. W 75. minucie z idealnego dośrodkowania w pole karne Jakuba Serafina skorzystał Marcel Mansfeld. Gola na 6:1 dla Miedzi strzelił Zvonimir Petrović.
GKS Tychy zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli. Od samego dna, na którym obecnie znalazł się Górnik Łęczna, dzieli go jeden punkt. W dwóch meczach zespół Piszczka stracił osiem bramek i nie zdobył żadnego punktu.













