Reklama

Reklama

Sandecja. Mateusz Wdowiak po awansie do Ekstraklasy

- Przed ostatnim spotkaniem ze Zniczem biletów zabrakło już na dwie godziny przed meczem. Nie ma się co dziwić. Pierwszy raz w historii Sandecja odnosi taki sukces! To ważna chwila, prawdziwy przełom o sporym znaczeniu dla całego miasta! Renoma Sandecji wzrośnie, w mieście będą gościły najmocniejsze kluby – mówi Interii świeżo po awansie do Ekstraklasy piłkarz Sandecji Mateusz Wdowiak.

Michał Białoński, Interia: Na trzy kolejki przed końcem zapewniliście sobie awans do Ekstraklasy. To historyczny moment dla założonego w 1910 roku klubu, który nigdy nie grał w Ekstraklasie. Przeczuwaliście, że możecie awansować?

Reklama

Mateusz Wdowiak, pomocnik Sandecji: - Zgadza się, nigdy dotąd nie graliśmy w Ekstraklasie. Po cichu liczyliśmy na awans. Wiele drużyn z nami rywalizowało, my jednak mamy mocny zespół i w ten sposób zrealizowaliśmy plan, jaki przed nami postawiono na początku sezonu. Z przebiegiem rundy wiosennej stawało się to coraz bardziej realne, aż w końcu dopięliśmy swego. Nie zamierzamy osiąść na laurach, w rywalizacji z Podbeskidziem chcemy podtrzymać serię zwycięstw.

Staje się pan powoli talizmanem oznaczającym sukces. Rok temu, w składzie z panem, Rakelsem i Kapustką Cracovia awansowała do europejskich pucharów, a teraz Sandecja z Wdowiakiem zyskała pierwszą promocję do Ekstraklasy! Znajduje pan jakieś punkty wspólne w atmosferze panującej w szatniach Cracovii i Sandecji?

- Nie da się tego porównywać. Budowa zespołu inaczej odbywała się w Krakowie, a inaczej w Nowym Sączu. Dla mnie rzecz jasna obydwa te momenty są bardzo miłe, ale to dwa różne światy.

Jak pan odbiera trenera Mroczkowskiego. Już w Widzewie zasłynął jako trener z dobrą ręką do młodzieży.

- Na pewno jest to utalentowany szkoleniowiec, który poukładał naszą drużynę. Ma dobre podejście. To tyle, co mogę powiedzieć po kilku miesiącach spędzonych w szatni Sandecji. Poprowadził drużynę do awansu - w tych kategoriach trzeba go oceniać. Jest dobrym trenerem.

Z dzisiejszej perspektywy pewnie nie żałuje pan decyzji z początku roku, gdy postanowił pan zamienić ekstraklasową Cracovię na pierwszoligową Sandecję? Odpukać w niemalowane, ale może się okazać, że się z Cracovią rozminiecie. Pana macierzysty klub jest zagrożony degradacją.

- Myślę, że Cracovia się utrzyma i nie będzie żadnej mijanki. Decyzję o przejściu do Sandecji motywowałem chęcią regularnej gry. Dodatkowo wiedziałem, że ma dobrych zawodników. Chciałem się przyczynić do awansu i udało się.

Co zdecydowało, że wybrał pan na dalszy rozwój akurat Sandecję? Fakt, że to klub zaprzyjaźniony z "Pasami", bliski rodzinnego Krakowa, w którym występują byli piłkarze "Pasów" Bartłomiej Dudzic i Grzegorz Baran?

- Po części każdy z wymienionych czynników miał wpływ na moją decyzję. Ponadto Sandecja była bardzo konkretna co do mojej osoby. To też zaważyło na tym transferze. Obecność w szatni sądeczan moich kolegów na czele z Bartkiem Dudzicem, z którym grałem w Cracovii, również pomogło mi w podniesieniu decyzji o przeprowadzce.

Czy po niespełna pięciu miesiącach spędzonych w Sandecji czuje się pan lepszym zawodnikiem?

- Wiadomo, że pierwsza liga to niższy poziom niż Ekstraklasa, ale niemal w każdym meczu grałem w większym wymiarze czasowym. Sądzę, że się rozwinąłem. W Cracovii jesienią różnie to bywało: wchodziłem z ławki na końcówkę spotkania, albo nawet nie dostawałem szansy. Gra w Sandecji dla mnie jest na pewno krokiem do przodu. A że jeszcze udało się odnieść historyczny sukces dla klubu, to tym lepiej. Na pewno nie jest to stracony czas.

Czy czuł pan żal do Cracovii o to, że zamiast na Wdowiaka wolała stawiać na nieznacznie starszego Mihalika sprowadzonego ze Slavii Praga? Mihalik nie zbawił "Pasów", a grając w jego miejscu mógłby pan rozwinąć skrzydła tak jak Bartek Kapustka. 

- Taka była decyzja klubu i ja się nie będę mieszał w takie sprawy. Z perspektywy czasu widać, że sprowadzeni Słowacy nie spełnili oczekiwań. Ja jednak nie mogę mieć żalu o taki obrót spraw. Taka była polityka klubu. Ja chciałem grać, pokazać się z jak najlepszej strony i choć w Cracovii nie dostawałem wielu szans, to przynajmniej ze strony klubu nie było żadnego problemu, gdy szedłem na wypożyczenie do Sandecji. Tak się dogadaliśmy na tę rundę. Zobaczymy, jak to będzie w następnym sezonie.

Czy w Nowym Sączu czuje się podniosłą atmosferę w związku z historycznym awansem?

- Zdecydowanie tak. O ile w pierwszym meczach tego roku trybuny świeciły pustkami, o tyle w dwóch ostatnich meczach ze Stomilem i ze Zniczem Pruszków, zabrakło biletów. Przed spotkaniem ze Zniczem zabrakło ich już na dwie godziny przed meczem. Nie ma się co dziwić. Pierwszy raz w historii Sandecja odnosi taki sukces! Nikt w Nowym Sączu nie chce pozostać obojętnym wobec takiego czegoś. To ważna chwila, prawdziwy przełom o sporym znaczeniu dla całego miasta!

- Renoma Sandecji wzrośnie. Mocne kluby będą gościły w Nowym Sączu, będą tu ciekawe mecze. Właśnie rozpisano przetarg na nowy stadion, wszystko to wpłynie na rozwój miasta.

To prawda, gdyż niemałe i nieubogie miasto inwestuje mocniej w piłkę. Ale czeka was też okres przejściowy, gdy będziecie musieli rozgrywać mecze domowe na obcym stadionie. Oprócz Mielca brane są pod uwagę Nieciecza, czy stadion Cracovii. Podobną tułaczkę u progu obecnego sezonu przeżywał Bruk-Bet Termalica.

- Termalica pokazała jednak, że da się. Najlepiej byłoby grać u siebie - odnośnie tego nie ma żadnej wątpliwości, ale wobec wymogów licencyjnych trzeba wybrać dobry stadion - czy to będzie Mielec, Nieciecza, czy inna lokalizacja, a także jak najszybciej zbudować nowy stadion. Dla szansy gry z tak mocnymi zespołami, jakie są w Ekstraklasie warto to zrobić.

Macie w szatni kilku piłkarzy z ekstraklasową przeszłością, ale pan jako jedyny ma świeże doświadczenia z jej boisk wyniesione i może porównać aktualne poziomy obu lig. Jak wobec tego ocenia pan szansę na zadomowienie się Sandecji na piłkarskich salonach?

- Szanse te są całkiem przyzwoite. Pewnie dojdzie do rotacji w składzie, to jest nieuniknione. Zawsze tak bywa po awansie zespołu do Ekstraklasy. Widzieliśmy to na przykładzie czy to Termaliki, czy Wisły Płock. Zobaczymy, jak to będzie po roszadach, ale nawet teraz zespół jest na tyle zgrany i mocny, że powinien sobie poradzić w Ekstraklasie. Mam taką nadzieję,. Trzeba się będzie Sandecji przyglądać, powoli, ale będzie chciała się liczyć w Ekstraklasie.

Czy byłby pan w stanie jednym tchem byłby pan w stanie wymienić trzech kolegów z szatni, którzy poradziliby sobie w każdym klubie Ekstraklasy, poza czołową czwórką?

- Maciej Małkowski pokazywał, że jest bardzo klasowym i wartościowym zawodnikiem dla naszej drużyny, z doświadczeniem ekstraklasowym. Jest bardzo dobrym zawodnikiem. Maciek Korzym też ma przeszłość w Ekstraklasie. Bartek Dudzic spędził wiele lat w Cracovii. Jest paru młodych, zdolnych zawodników. Mamy wyrównany zespół.

A czy pan w ogóle wie, gdzie zagra w przyszłym sezonie? Wiceprezes Cracovii Jakub Tabisz powiedział mi, że wraca pan do "Pasów".

- Generalnie od 1 lipca wracam do Cracovii. Do końca czerwca przebywam na wypożyczeniu do Sandecji. Jeśli klub z Nowego Sącza będzie mną nadal zainteresowany, musi dojść do negocjacji między stronami. Ja mogę wiele rzeczy mówić, ale te sprawy nie są ode mnie zależne, więc skupiam się na trzech meczach, jakie nam zostały w tym sezonie. Na dylematy i rozważania nadejdzie czas po sezonie. W chwili obecnej jestem w Sączu.

Rozmawiał: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Wdowiak | Sandecja Nowy Sącz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje