Reklama

Reklama

​Rok 2015 może być wyjątkowy w historii łódzkiego futbolu

Rok 2015 może być pierwszym w historii, w którym Łódź nie będzie mieć żadnej drużyny piłkarskiej na dwóch najwyższych szczeblach rozgrywek. Stanie się tak, jeśli z pierwszej ligi spadnie Widzew, który zimę spędzi na ostatnim miejscu w tabeli.

Dotychczas pięć łódzkich klubów występowało w krajowej elicie, a cztery grały szczebel niżej. W tabeli wszech czasów Ekstraklasy na szóstym miejscu są piłkarze ŁKS (65 sezonów na tym szczeblu), a na siódmym jest Widzew (35). Te kluby zajmują też, odpowiednio, 27. i 39. miejsce w podobnym zestawieniu klasyfikującym drużyny "drugiego frontu", gdzie ŁKS spędził 13 sezonów, a Widzew - 12.

Historia łódzkiej piłki na dwóch najwyższych szczeblach to jednak również i inne kluby. Już w 1927 roku, w pierwszym sezonie ligowej rywalizacji w Polsce, oprócz ŁKS uczestniczył w niej również łódzki Klub Turystów.

Reklama

Tak było do 1929 roku, w którym "Turyści" opuścili najwyższą klasę. Liczba łódzkich reprezentantów w rozgrywkach nie zmieniła się jednak, gdyż ich miejsce zajęło Łódzkie Towarzystwo Sportowo-Gimnastyczne. Przygoda tego ostatniego z krajową elitą trwała rok, a przez kolejne lata jedynym reprezentantem miasta na tym szczeblu był ŁKS.

W 1938 r. ŁKS spadł, lecz jego miejsce zajął Union Touring, który reprezentował Łódź w rozgrywkach 1939 roku. Dalszą rywalizację ligową przerwała wojna. Po jej zakończeniu w 1946 r. mistrza Polski wyłoniono "nieligowym" systemem, a w walce o to trofeum brali udział piłkarze ŁKS. Liga ruszyła ponownie w 1948 r. i oprócz ŁKS po raz pierwszy uczestniczyli w niej wówczas widzewiacy.

Od 1949 do 1952 roku w najwyższej klasie rozgrywkowej występował ŁKS, a na jej zapleczu Widzew. W 1953 roku Łódź nie miała żadnej drużyny w elicie a w ówczesnej drugiej lidze grał tylko ŁKS. Po jednym sezonie wrócił jednak do pierwszej ligi, w której występowali do sezonu 1967/68.

Po spadku ŁKS miał okazję rywalizować m.in. z łódzkim Startem, który na zapleczu krajowej elity występował od sezonu 1962/63. W roku 1969 Start spadł do niższej klasy, a jego miejsce zajął Włókniarz. Po roku te zespoły ponownie zamieniły się miejscami i w sezonie 1970/71 w ówczesnej drugiej lidze znów występowały ekipy ŁKS i Startu.

W kolejnych rozgrywkach ŁKS był już wśród najlepszych drużyn w kraju, a Start walczył szczebel niżej. Bez powodzenia, bo sezon 1971/72 zakończył na pozycji spadkowej. Miejsce zwolnione przez Start zajął Widzew, który do końca sezonu 1974/75 rywalizował w drugiej lidze. Później dołączył do grającego w ekstraklasie ŁKS.

Te dwie ekipy występowały razem w elicie do końca sezonu 1989/90. Kolejny Widzew znów spędził na jej zapleczu, gdzie od 1984 do 1986 roku grał również Start. W latach 1991-2000 Łódź miała w ekstraklasie zespoły ŁKS i Widzewa i żadnego reprezentanta w niższej klasie.

Kolejne lata to balansowanie obu klubów pomiędzy ekstraklasą i pierwszą ligą, które dla ŁKS skończyło się wycofaniem z pierwszoligowych rozgrywek w 2012 r. Obecnie zespół walczy w łódzko-mazowieckiej trzeciej lidze (czwarty poziom). Widzew natomiast zajmuje ostatnie miejsce na zapleczu najwyższej klasy, z której spadł latem 2014, i traci 12 pkt do lokaty umożliwiającej grę w barażach o utrzymanie.

Zdaniem prezesa Łódzkiego Związku Piłki Nożnej Edwarda Potoka trudno w tej chwili wskazać jednoznacznie winnego upadku dwóch najbardziej zasłużonych klubów z miasta włókniarzy.

- Trzeba podkreślić, że np. obecny prezes i właściciel Widzewa pan Sylwester Cacek włożył w ten klub bardzo dużo prywatnych pieniędzy. Niestety, nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Dlaczego? Nie mnie to oceniać. To pan Cacek musi sobie zrobić podsumowanie dotychczasowej działalności i odpowiedzieć na pytanie, co było przyczyną, że mimo jego aktywności i dużych nakładów nie ma takich wyników, jakie sobie zakładał - powiedział Potok.

Dodał jednak, że wiele przyczyn upadku ŁKS i Widzewa nie zależało od osób zarządzających tymi klubami. Według niego, duży wpływ na taką sytuację miała m.in. wieloletnia bierność łódzkiego magistratu.

- Jedną z przyczyn niezależnych od klubów była przeciągająca się sprawa stadionów. Łódź, jako jedyne z dużych miast, do dzisiaj nie ma nowoczesnych obiektów, a posiadanie takich to jeden z czynników wpływających na zainteresowanie kibiców i poziom sportowy. Druga sprawa to brak finansowego wsparcia z magistratu - zaznaczył Potok.

Podkreślił, że wiele innych klubów mogło liczyć na takie wsparcie, a łódzkie - nie.

- Zdecydowana większość miast w Polsce udzieliła pomocy drużynom ligowym, a Łódź tego nie zrobiła. Dotacje w wysokości 1-1,5 mln zł rocznie to kwoty, o których nie ma co wspominać. To nie są pieniądze na ligową drużynę. Można wymienić wiele miast, m.in. Kielce, Zabrze, Gliwice, Białystok, Bydgoszcz czy Szczecin, gdzie rocznie przekazywano średnio 5-10 mln zł na jedną drużynę. To jest pomoc, której w Łodzi zabrakło - przyznał Potok.

Jego zdaniem nadszedł czas, by osoby zainteresowane sportem w Łodzi wyciągnęły wnioski z przeszłości, połączyły siły i "zrobiły wszystko", by piłkarskie drużyny ŁKS i Widzewa od 2015 r. pięły się w górę w tabelach swoich lig. Na razie jednak chyba nikt nie wie, jak to zrobić.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL