Reklama

Reklama

​Robert Podoliński dla Interii: Trenera jest zawsze najłatwiej spakować

Kiedy pracowałem w Cracovii profesor Janusz Filipiak cały czas powtarzał, że dobry trener musi mieć grubą skórę, grubą skórę i jeszcze raz grubą skórę. Mam nadzieję, że tej przysłowiowej grubej skóry jeszcze trochę trenerowi Michałowi Probierzowi zostało. Co tydzień mamy zebrania akcjonariuszy, którzy decydują, czy jako trenerzy się nadajemy, czy nie.

Zarząd nigdy sam się nie zwolni, piłkarze się nie wyrzucą z klubu, a trenera jest najłatwiej spakować - mówi w rozmowie z Interią Robert Podoliński, dyrektor sportowy Varsovii, doradca zarządu Zagłębia Sosnowiec, były trener klubów Ekstraklasy, ekspert TVP Sport.

Reklama

Zbigniew Czyż, Interia: - Panie trenerze, chciałbym zacząć naszą rozmowę od Legii Warszawa. Klub wyraźnie zwrócił się w kierunku wschodnim, jeśli chodzi o przeprowadzanie transferów. To dobry ruch?

Robert Podoliński, dyrektor sportowy Varsovii: - To się dopiero okaże. Zobaczymy po najbliższych spotkaniach. Trener Czesław Michniewicz dysponuje dość wąską kadrą i wzmocnienia na pewno się mu przydadzą. Na razie nie jesteśmy w stanie zweryfikować, czy to są piłkarze, którzy będą dla Legii na "już". Rynki, które obecnie penetruje klu- b z Łazienkowskiej, są dla nas jakby nieznane. Na pewno trochę jakości przydałoby się Legii i trenerowi do nowej taktyki.

- Wierzy pan w to, że te transfery "wymyślił" Czesław Michniewicz, czy może będzie musiał bardziej dostosować się teraz do tego, co zaproponował dyrektor sportowy klubu?

- Wierzę, że w Legii transferów dokonuje się w ten sposób, że pozyskiwani piłkarze będą pasować do koncepcji trenera i będą mogli funkcjonować w różnych ustawieniach. Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Mam również nadzieję, że jest jakaś filozofia klubu i zatrudniony trener, zgodnie z tą filozofią, ma swoje zdanie.

Tak chyba powinna wyglądać odpowiednia hierarchia. Mam również nadzieję, że trener Michniewicz ma jakiś wybór i z piłkarzy mu przedstawionych przez skauting, to on będzie decydował, kogo pozyskać. Wierzę, że to są piłkarze zweryfikowani pod pomysł trenera. Nie wiem natomiast, jak w chwili obecnej wygląda ta hierarchia decyzyjności w Legii.

Jak się panu podoba gra Legii w ustawieniu z trzema obrońcami?

- Mam wrażenie, że kilku zawodników na tym zyskało, a niektórzy stracą. Zyskał, mam nadzieję na dłuższą metę, Mateusz Wieteska i chciałbym go oglądać takiego, jakiego widziałem w Górniku Zabrze. Bardzo imponował mi wtedy swoją nowoczesnością gry do przodu. Możliwe, że zyska na tym jeszcze bardziej Filip Mladenović, że nie będzie musiał być tak bardzo przywiązany do rygorów gry w defensywie. Podoba się mi teraz środek pola w Legii, piłkarze kreatywni w tym ustawieniu zyskują.

Co się dzieje z Lechem Poznań? Ma pan jakąś diagnozę?

- Po odejściu Jakuba Modera, gdzieś chyba zaburzone zostało funkcjonowanie kręgosłupa drużyny, który miał dawać stabilizację, a młodzi piłkarze mieli być dodatkowo ogrywani. Tego w tej chwili nie widać, a odpowiedzialność znowu spoczywa na młodych piłkarzach. Dla nich to może i dobrze, ale dla Lecha niekoniecznie. Lech to teraz trochę taki żywy organizm, na którym przeprowadzane są doświadczenia. Na pewno jestem jednak bardzo zdziwiony zarówno miejscem Lecha w tabeli, jak i małą zdobyczą punktową.

Czy może być tak, że pomiędzy piłkarzami a trenerem Dariuszem Żurawiem nie wszystko układa się najlepiej? I czy na miejscu szefostwa klubu dałby mu pan jeszcze czas do dalszego prowadzenia zespołu?

-  Mam nadzieję, że trener pozostanie, podpisał przecież kontrakt. Wierzę, że w Poznaniu wykażą się odrobiną cierpliwości. Są przykłady, że cierpliwość się opłaca. Trener Żuraw pracuje w bardzo specyficznym środowisku, z bardzo dobrą akademią. Zadania, które zostały przed nim postawione nie są łatwe. W Poznaniu chciano upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Liczono na dobre występy w europejskich pucharach oraz w lidze, ale także na ogrywaniu młodych, zdolnych piłkarzy właśnie z akademii.

Oni jednak nie zawsze są gotowi, żeby dźwigać tę odpowiedzialność. To jest trudne zadanie. Mam nadzieję, że ktoś to wcześniej rozpatrzył, że taki scenariusz może powstać i da trenerowi zaufanie. Nie wiem, czy największym problemem Lecha jest akurat zawsze trener.

Pracował pan m.in. w Cracovii, w której doszło ostatnio do, nazwijmy to delikatnie, dosyć dziwnej sytuacji. Trener Michał Probierz po raz kolejny podał się do dymisji, ale profesor Janusz Filipiak jej nie przyjął. Uważa pan, że panowie bardziej się dogadali, czy jednak Michał Probierz musiał pozostać, żeby nie zapłacić klubowi wysokiego odszkodowania?

- Mam przede wszystkim nadzieję, że u Michała Probierza jest już spokojniej i że te emocje nie będą tak duże. Tak po ludzku, to trzeba mu trochę współczuć. Trener trochę przeżył w ostatnim czasie. Jest ciągle pod obstrzałem, chętnie wypina klatę za swoich piłkarzy. Ja w dalszym ciągu czekam na ten projekt o którym Michał mówił. Czekam na efekty działalności akademii Cracovii w Rącznej, czekam na moment, że zobaczę spod jego ręki z tej właśnie akademii fajnych młodych zawodników i że zacznie ich wprowadzać do pierwszej drużyny.

Do tej pory Cracovia właściwie nie miała takich argumentów. Chciałbym się doczekać za kilka lat uśmiechniętego Michała Probierza, który mówi przy tej słynnej już sadzonce: zobaczcie, podlałem, zasadziłem i coś w końcu wyrosło. Liczę, że Michał zostanie w Cracovii na dłuższy czas i tego mu życzę.

Ze swojego doświadczenia, może pan powiedzieć, że presja na trenerach Ekstraklasy jest czasami tak duża, że może to doprowadzić do pewnego rodzaju, przynajmniej chwilowego, wyczerpania i kryzysu, takiego jaki dotknął chociażby Michała Probierza?

- Ta presja jest stała. Kiedy pracowałem w Cracovii profesor Janusz Filipiak cały czas powtarzał, że dobry trener musi mieć grubą skórę, grubą skórę i jeszcze raz grubą skórę. Mam nadzieję, że tej przysłowiowej grubej skóry jeszcze trochę trenerowi Probierzowi zostało i że będzie cierpliwy. Presja w tym zawodzie jest nieustanna. Co tydzień mamy zebrania akcjonariuszy, którzy decydują, czy jako trenerzy się nadajemy, czy nie. Zarząd nigdy sam się nie zwolni, piłkarze się nie wyrzucą z klubu, a trenera jest najłatwiej spakować.

Po kolejnym podaniu się dymisji, można wszystko odbudować tak, że trener nie będzie miał problemów z efektywnością swojej pracy, z odpowiednim dotarciem do piłkarzy, że sam znajdzie znów dużą motywację do pracy?

- Cracovia jest w ciężkiej sytuacji. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze i że ten projekt jeszcze nie jest sfinalizowany.

Na jesieni ubiegłego roku został pan doradcą zarządu Zagłębia Sosnowiec. Może się już pochwalić pierwszymi efektami swojej pracy?

- Sytuacja jest o tyle specyficzna, że zacząłem pełnić tę funkcję już w momencie, gdy Kazimierz Moskal był trenerem, więc nie chcieliśmy wyważać otwartych drzwi. Zajmowaliśmy się przede wszystkim skautingiem, rozpatrywaniem kandydatur do gry w Zagłębiu. Myślę, że to okno transferowe, jeśli chodzi o współpracę, było bardzo optymistyczne. Pozyskaliśmy piłkarzy, uważam bardzo wartościowych. Wszystko jest konsultowane z prezesem klubu i z trenerem Kazimierzem Moskalem oraz jego sztabem. Pozyskaliśmy sporą grupę młodych piłkarzy i mam nadzieję, że uda się im zadebiutować w barwach Zagłębia. W tym sezonie chcemy się przede wszystkim utrzymać w 1. lidze, bo to nam spędza sen z powiek.

W niedalekiej przyszłości Zagłębie powalczy o Ekstraklasę?

- Spokojnie do tego podchodzimy. Na razie chcemy się utrzymać i przygotować sobie jakiś grunt, żeby od przyszłego sezonu stanowić w 1. lidze jakąś siłę. Na razie z planów i gadania nic nie wychodzi, musimy bić się o życie.

W połowie przyszłego roku oddany zostanie do użytku piękny, nowoczesny stadion w Zagłębiowskim Parku Sportowym na którym będzie występować Zagłębie. Plany niedalekiej gry w Ekstraklasie chyba jednak muszą być.

- Chcemy budować silne Zagłębie krok po kroku. Z tego powodu, że mamy piękny plan stadionu, na pewno nikt się nas nie wystraszy. Trzeba twardo stąpać po ziemi i mam nadzieję, że nikt nie "odfrunie". Przede wszystkim musimy realizować swoje krótkoterminowe cele.  Mamy bardzo dobrego trenera. W tym oknie zrobiliśmy bardzo fajne transfery. Nie wiem, czy nie najciekawsze w całej lidze, ale pozyskaliśmy do kręgosłupa drużyny młodzieżowca do bramki, jest Maciej Ambrosiewicz z którym wiążę bardzo duże nadzieje. To jest jeden z najzdolniejszych defensywnych pomocników w 1. lidze. Przyszedł do nas Patryk Misak, który bardzo często decydował o obliczu ofensywnym Termaliki Bruk-Bet Nieciecza.

Pozyskaliśmy także do ataku Szymona Sobczaka. Był dla nas numerem jeden, jeśli chodzi o wzmocnienia na tej pozycji. Uważam, że da nam bardzo dużo jakości. Ma bardzo ważny głos także w szatni. Jest także Michał Masłowski na którego bardzo liczę w już kontekście końcówki marca. Tego piłkarza chciałem pozyskać dwukrotnie, gdy pracowałem w innych klubach, teraz w końcu się to udało. Interesuje nas budowa silnego zespołu, a wszystko co dookoła, mam nadzieję, że będzie dodatkiem do tej drużyny.

Jak pan godzi wszystkie swoje obowiązki? Poza byciem doradcą zarządu Zagłębia Sosnowiec jest także dyrektorem sportowym Varsovii. Z młodymi piłkarzami przeprowadza pan treningi w tym klubie, jest również telewizyjnym ekspertem, chociażby w TVP Sport.

- Doradzam zarządowi Zagłębia, ale nie uznaliśmy na ten moment, że to będzie funkcja dyrektora sportowego. Wszystko weryfikujemy dwutorowo. Prawdziwym kręgosłupem tego co się dzieje w skautingu Zagłębia, w akademiach, jest Robert Tomczyk. Wielu ludzi pracuje na to, abyśmy nie popełniali tylu błędów, co wcześniej. Chcemy stworzyć pewną filozofię klubu. Bez tego nie uda się stworzyć dobrze funkcjonującego organizmu. Myślę, że to okno transferowe jest takim pierwszym światełkiem w tunelu, że możemy pozyskać piłkarzy, nie płacąc za nich horrendalnych pieniędzy. Chcemy robić wszystko z głową.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Dowiedz się więcej na temat: Robert Podoliński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje