Opary absurdu, wybuchnie skandal. PZPN wreszcie reaguje, ale za późno
Wszystko wskazuje na to, że mecz Śląsk Wrocław - Wisła Kraków nie odbędzie się. W tej sprawie wiele osób może uderzyć się w pierś, a dyskusja wokół genezy unosi się w oparach absurdu. PZPN - wreszcie - planuje uderzyć pięścią w stół tak mocno, że być może stół się złamie, ale zasadne jest pytanie, dlaczego dopiero w momencie, gdy mleko się wylało, mimo iż kipiało od dłuższego czasu.

Jeśli mecz Śląsk - Wisła faktycznie się nie odbędzie - a dosłownie wszystko na to wskazuje - będzie to efekt sprzeciwu polskiego półświatka kibicowskiego przeciwko swoim odpowiednikom z Wisły Kraków. Problem w tym, że coś, co w tym jednym zdaniu brzmi w miarę normalnie, jest okryte patologią, którą zdaje się legitymizować nawet świat "normalnych" ludzi. Jeśli ktoś nie jest zaznajomiony, niech weźmie głęboki oddech i wchłonie opowieść o kibolskim pakcie, który od lat trzęsie trybunami, gdy mają na nie przyjechać kibice Wisły Kraków.
"Pakt" o agresji, tylko bez maczet
Istnieje alternatywny świat kibolski, gdzie zdrowemu umysłowi trudno pojąć sposób tamtejszego rozumowania. W tym świecie wymyślono "pakt" o nieużywaniu w kibolskich bójkach maczet, noży lub gazu. Według informacji pojawiających się w przestrzeni publicznej, rzekomy pakt podpisały wszystkie grupy kibicowskie, ale nie ta Wisły Kraków. Oficjalnie nikt nigdy nic na ten temat nie powiedział, ale "pakt" stał się pewnego rodzaju legendą przekazywaną z ust do ust. Wspomniany "pakt" ma być w kibolskim świecie uznawany za świętość. Problem zaczyna się, kiedy ten alternatywny świat kibolski zaczyna przyklejać się do świata zwykłych ludzi. A jeszcze większy problem jest wtedy, gdy zwykli ludzie zaczynają kiwać głową ze zrozumieniem i relatywizować ten legendarny, nie wiadomo czy istniejący, "pakt".
I to jest miejsce, w którym aktualnie się znajdujemy.
Jeśli "pakt" w ogóle istnieje, to sam w sobie jest bandycki. Zakłada, że kibica innej drużyny można pobić do nieprzytomności, byle zrobić to bez maczety, noża czy gazu. Tyle, że normalni ludzie tak ze sobą nie funkcjonują. Normalni ludzie nie używają ani maczety, ani gołej pięści… Normalni ludzie nie używają ani noża, ani nie wybijają sobie zębów. A jednocześnie w przestrzeni publicznej pojawia się nawoływanie - stosowane przez "zwykłych" kibiców, prezesów klubów, czy nawet między wierszami przez prezesa PZPN, by ten "pakt" Wisła podpisała. Zapominając, że go nie podpisuje Wisła, lecz określona garstka osób, którym bliżej do bandytierki, niż kibicowania. Nawołując "Wisłę" do podpisania "paktu", relatywizuje się go i uznaje za "dokument" z dobrymi zasadami, jednocześnie wyraża się zrozumienie dla sytuacji, w której normalni kibice nie mogą wejść na stadion podczas meczu wyjazdowego. Normalni o tyle, że gdy już Wisła w czasie trwania bojkotu zaczęła pojawiać się w roli gości, nie było żadnych zastrzeżeń.
Ostatnio w czasie meczu Śląska Wrocław z Chrobrym Głogów na stadionie pojawił się transparent "zachęcający" kibiców Wisły do "odrzucenia maczety i gazu". Ponad 99 procent zwykłych kibiców Wisły już to zrobiło, więc dlaczego by mieli nie wejść na sektor gości? Dlaczego "normalni" ludzie popierają taką narrację i przyklepują łatkę "nożowników" osobom, które realnych nożowników kryjących się za klubowym szalem Wisły nigdy nie spotkali? Normalni ludzie zaczynają dyskutować o bandyckim "pakcie", który zezwala na rozbicie komuś szczęki lub wysłanie kogoś na wózek inwalidzki, ale honorowo nie zezwala posiadania maczety.
Gdzie przez lata był PZPN?
Ten wstęp był konieczny, by zrozumieć istotę sporu. Jego istnienie jest bezpośrednio związane z alternatywnym światem kibolskim, lecz gdyby stopniować winę i wskazać numer dwa na liście, byłby to PZPN - nie Remigiusz Jezierski (prezes Śląska wydający decyzję o braku zgody na przyjęcie kibiców gości - zaprzeczający, lecz nie pozostawiający złudzeń, że ulegający kibicowskiemu półświatkowi), nie Jarosław Królewski (prezes Wisły, ogłaszający, że jego drużyna nie pojedzie na mecz do Wrocławia, jeśli Śląsk nie wpuści fanów Białej Gwiazdy). Ale to PZPN jest instytucją, która jako jedyna ma i miała wszelkie narzędzia, by już dawno ukrócić praktyki, które doprowadziły do sytuacji, w której przegrywają wszyscy, cała polska piłka. Przegrywa Śląsk, przegrywa Wisła, przegrywa Remigiusz Jezierski, przegrywa Jarosław Królewski, przegrywają kibice, przegrywa TVP Sport (jako nadawca 1. ligi) i przegrywa sam PZPN.
Nad samą decyzją Jarosława Królewskiego można dyskutować - jedni powiedzą, że jest w punkt, inni, że na złość babci odmraża sobie uszy, ale ona wreszcie powoduje realną reakcję PZPN. Spóźnioną o kilka lat. W idealnym świecie Remigiusz Jezierski wpuszcza kibiców Wisły, zamiast udawać, że źródłem jego decyzji jest coś innego, niż naciski kibiców Śląska, ale jakie do tej pory argumenty dostarczył mu Polski Związek Piłki Nożnej, by w dyskusji z kibicami mógł coś położyć na szalę? Wizję potężnych kar. Wizję walkowera, jakim miałby zostać ukarany Śląsk, jeśli nie wpuści kibiców gości - co jest wskazane w regulaminie rozgrywek jako obowiązek gospodarza.
Dlaczego PZPN nie reagował wcześniej, gdy był czas? Problem z niewpuszczaniem kibiców Wisły ma już kilka lat, a do dziś związek nie kiwnął palcem, by go rozwiązać (dawanie kar po 20-30 tysięcy to wciąż jest brak kiwnięcia palcem, podczas gdy regulamin rozgrywek pozwala dawać walkowery. Kar po 20 tys. zł nikt nawet nie zauważył). PZPN sam zagonił się w róg, gdy zaraz dojdzie do odwołania meczu będącego wizytówką 1. Ligi. A wystarczyło wyjść wcześniej z komunikacją typu: pół miliona złotych plus walkower, jako kara w standardzie, a milion złotych, walkower i ujemne punkty za recydywę. Trudno uwierzyć, że przy takim podejściu, dziś mówilibyśmy o problemie. PZPN dokładnie z taką narracją wychodzi teraz - gdy mleko już się rozlało, a mecz się nie odbędzie. Mimo że już wcześniej Jarosław Królewski zapowiadał, że wreszcie dojdzie do tego, że Wisła na któryś mecz nie pojedzie.











