Nie tak Piszczek wyobrażał sobie debiut. Trzy gole i dwie czerwone kartki. Cios przed końcem
Łukasz Piszczek rozpoczął karierę na posadzie pierwszego trenera. W połowie listopada były reprezentant Polski oficjalnie został ogłoszony szkoleniowcem GKS-u Tychy, który pierwszy raz pod jego wodzą zagrał w sobotni wieczór. Zespół 40-latka zmierzył się na wyjeździe ze Stalą Rzeszów, która szczególnie w pierwszej połowie była stroną dominującą. Ostatecznie ekipa Piszczka poległa 1:2.

Łukasz Piszczek to jeden z najlepszych zawodników w historii polskiej piłki. Śmiało można nazwać go legendą Borussii Dortmund. Po odwieszeniu butów na kołek 66-krotny reprezentant Polski został grającym trenerem rodzinnego LKS-u Goczałkowice-Zdrój. Następnie (od lipca 2024 do stycznia 2025 roku) był asystentem Nuriego Sahina, który objął wspomnianą Borussię.
Od dawna mówiło się, że Piszczek niebawem rozpocznie samodzielną karierę trenerską. Łączono go nawet z wieloma klubami Ekstraklasy. Ostatecznie wybrał GKS Tychy - drużynę występującą na zapleczu elity, która na ten moment walczy o utrzymanie w I lidze.
Tak wyglądał debiut Piszczka. Czerwona kartka zmieniła wszystko
W sobotę GKS zagrał na wyjeździe ze Stalą Rzeszów w 17. kolejce. Spotkanie jeszcze w dzień meczu stało pod znakiem zapytania, ponieważ na murawę w stolicy województwa podkarpackiego spadło mnóstwo śniegu. Klub stanął jednak na wysokości zadania, dzięki czemu murawa była gotowa do rywalizacji, która ruszyła o godz. 19:30.
Pierwszą bramkę zdobyli gospodarze. W ósmej minucie do siatki trafił Jonathan Junior. GKS wyrównał równo dziesięć minut później po golu autorstwa Jakuba Tecława. Po 45. minutach oba zespoły schodziły do szatni przy remisie 1:1, choć to Stal była zdecydowanie bliżej, aby ponownie wyjść na prowadzenie.
Drużyna prowadzona przez Marka Zuba kompletnie zdominowała piłkarzy Piszczka. Aż trudno uwierzyć, że rzeszowianie nie zdobyli bramki. Od 30. minuty do końca pierwszej połowy Stal atakowała non stop. Starzały piłkarzy gospodarzy były desperacko bronione przez GKS, który wepchnięty we własną szesnastkę postawił wyłącznie na obronę. Przy większym szczęściu i odrobinie jakości rzeszowianie spokojnie powinni wygrywać kilkoma bramkami. Taki miał być efekt posiadania piłki na poziomie powyżej 60 proc. oraz wielu groźnych uderzeń. Ale tak się nie stało.
Podczas przerwy Łukasz Piszczek z pewnością musiał zmotywować swoich zawodników, ponieważ w drugiej połowie ich gra wyglądała już zdecydowanie lepiej. GKS zaczął tworzyć akcje oraz pojawiać się pod polem karnym rywali. W 69. minucie skrzydła gościom podcięła druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka, którą otrzymał Marcel Błachewicz. Grę w osłabieniu dało się odczuć bardzo szybko.
Kiedy do końca podstawowego czas gry pozostało 15 minut, piłkę praktycznie z linii bramkowej przy pomocy głowy wybijał Tecław. GKS musiał bronić remisu i cennego punktu oraz liczyć na ewentualny kontratak. Ale bronić udało się do 84. minuty. Wtedy to świetnym strzałem z dystansu popisał się 17-letni Jakub Kucharski. Była to ostatnia bramka w tym meczu. W ostatnich sekundach z boiska po czerwonej kartce wyleciał też Tobiasz Kubik. GKS Tychy poległ na wyjeździe 1:2. Z dwunastoma punktami zespół Łukasza Piszczka zajmuje 16., czyli spadkowe miejsce w tabeli I ligi.














