Największa gwiazda Wisły o transferze: zmieniłem zdanie po pół godziny
- Szczerze mówiąc, to Wisła zachowała się bardzo w porządku. Prezes powiedział mi, że pojawiły się oferty za mnie i powiedział, że to, co się stanie, jest przede wszystkim moim wyborem. Był taki moment, w którym skłaniałem się, by przyjąć ofertę Łudogorca, ale na szczęście jakieś pół godziny później… zmieniłem zdanie - mówi Interii Angel Rodado w rozmowie, w której podsumowaliśmy ostatnie miesiące w Wiśle Kraków.

Angel Rodado to dla Wisły Kraków piłkarz-instytucja. Król strzelców 1. ligi w dwóch ostatnich sezonach, lider strzelców w aktualnym. Lider w szatni, kapitan na boisku. Mimo spływających latem ofert z lepszych lig, zdecydował się na podpisanie nowego kontraktu z Białą Gwiazdą. W rozmowie z Interią wraca do tamtych momentów, ale opowiada też o tym, jak w klubie traktowana jest kolejna walka o awans do Ekstraklasy.
Wszystko na dobrej drodze
Przemysław Langier (Interia Sport): Może moment nie jest odpowiedni, bo rozmawiamy dzień po remisie z Pogonią Siedlce, ale patrzę w tabelę i muszę spytać: To jeden z ostatnich twoich wywiadów jako piłkarza, który nie gra w Ekstraklasie?
Angel Rodado (napastnik Wisły Kraków): - To zależy, ilu wywiadów udzielę jeszcze do końca sezonu! A tak poważnie, to mam nadzieję, że faktycznie gramy ostatnie miesiące w 1. lidze. Jesteśmy w niezłej formie i na dobrej drodze, więc tak się może zdarzyć, natomiast rzeczywistość nauczyła nas, że nigdy się tego nie wie.
Jak w klubie podchodzicie do tematu awansu do Ekstraklasy? Dużo się o tym mówi?
- Zupełnie nie. Na początku sezonu mieliśmy spotkanie w klubie, by zdefiniować cel na nadchodzący rok i zgodziliśmy się ze sobą, że jesteśmy na tyle mocni, by znów celować w awans. Ale to nie jest tak, że teraz skupiamy się tylko na tym. Że wchodzimy do szatni i mówimy na dzień dobry: gramy o Ekstraklasę. Jest duży spokój wokół tego tematu, idziemy małymi krokami. Każdy wie, ile jest jeszcze pracy do wykonania.
Rozmawiamy idealnie po rozegraniu połowy sezonu. Wisła jest liderem, ma kilka punktów przewagi nad drugim miejscem. Macie w klubie poczucie, że trudno było o lepszy wynik, czy uważacie, że można było wykręcić jeszcze więcej punktów?
- Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, wystarczy spojrzeć z odpowiedniej perspektywy - były przecież mecze, w których mogliśmy zgubić punkty, a jednak wygrywaliśmy, jak choćby ten z Górnikiem Łęczna. Z drugiej strony były też takie, w których czuję, że zapracowaliśmy na więcej, niż osiągnęliśmy, więc gdybym całościowo miał ocenić tę rundę, to mamy mniej więcej taki dorobek, na jaki zasłużyliśmy. Może powinien być punkt więcej, może dwa, trudno teraz to jednoznacznie określić, zresztą to bez większego znaczenia. Najważniejsze, że jesteśmy na dobrej drodze do realizacji celu. Coś się też chyba zmieniło - weźmy ten wczorajszy mecz. Nie był najlepszy, przywieźliśmy tylko punkt, ale jak patrzę w przeszłość, to znalazłbym sporo tego typu spotkań, w których nie udało się nawet zremisować. Dlatego niby można mówić po Siedlcach o lekkim rozczarowaniu, ale ja ten punkt naprawdę doceniam.
W takim razie co się zmieniło?
- Nie powiedziałbym, że to były jakieś wielkie zmiany. Na pewno pomogły wzmocnienia, bo zawodnicy, którzy przyszli do nas latem mają dużą jakość. Mamy też bardzo dobrą szatnię. Nie wiem, jak to dokładnie opisać, bo nie chcę, by zabrzmiało, że wcześniej był problem z ego - to nie jest dokładnie to, co mam na myśli - ale dziś wszyscy piłkarze patrzą tylko na to, co jest najlepsze dla drużyny.
A jaką rolę w tym odgrywa Mariusz Jop? Jest coś, co odróżnia go od poprzednich trenerów, jakich miałeś w Wiśle?
- Każdy trener jest inny, ale ja na tę sprawę patrzę tak, że trener Jop dużo zyskuje na tym, jak dużym zaufaniem się cieszy. Nigdy nie będzie tak, że zawodnicy będą w stanie zaadaptować się do wizji trenera w ciągu chwili, na to potrzeba czasu. W Wiśle to rozumieją. Z mojej perspektywy trener od początku wykonuje świetną pracę i chciałbym, by nasza droga trwała jak najdłużej.
Wisła bardziej pasuje do Ekstraklasy?
Jarosław Królewski chciał sztab, który w efektywny sposób będzie wykorzystywał "matematyczną" sferę futbolu, bazując na szczegółowych danych, być może wspierając się sztuczną inteligencją. W życiu piłkarza jest to odczuwalne?
- Szczerze mówiąc - nie. To znaczy wiem, że nasz sztab przykłada dużą wagę do analizy danych, wspiera się tym przy analizowaniu rywali, czy szukaniu miejsc, w których można nas udoskonalić, ale jeśli pytasz o sam trening, to z perspektywy piłkarza to nie są rzeczy, na które byś zwracał uwagę. Wydaje mi się, że "piłkarsko" jesteśmy na tyle dobrzy, by skupić się na tym, od czego tu przede wszystkim jesteśmy. A czy jesteśmy jeszcze lepsi dzięki sztucznej inteligencji? Może i tak, może sztab to wykorzystuje w sposób, którego nie odczuwamy? (śmiech)
Mieliście dwa gorsze momenty w tej rundzie. Ten drugi jest teraz, bo mecze przeciwko Polonii Warszawa i Pogoni Siedlce nie były dobre. To kwestia tego, że rywale grali tak dobrze, czy czujecie już zmęczenie fizyczne?
- Nie sądzę, że to kwestia fizyczna. Każdy mecz jest inny i czymś niemożliwym jest wygranie każdego z nich. Oczywiście wychodząc na boisko zawsze chcemy wygrać, ale czasem mam wrażenie, że zapomina się, że po drugiej stronie też biega jedenastu piłkarzy, którzy mają swój plan na mecz. Może czasem tym planem jest osiągnięcie remisu? Na pewno o meczu z Pogonią Siedlce mogę powiedzieć, że więcej oczekiwałem od samego siebie, może też więcej od drużyny, ale na końcu jesteśmy tylko ludźmi. Brak zwycięstwa jest czymś normalnym, zwłaszcza, gdy większość z meczów jednak wygraliśmy. To nie jest takie proste - powiedzieć sobie, że dziś wygrywamy, a później po prostu wygrać.
Jarosław Królewski kiedyś powiedział, że skład Wisły bardziej pasuje do grania w Ekstraklasie niż w pierwszej lidze. To tak odnośnie twoich słów o tym, że rywal czasem wygląda, jakby celem był remis.
- Nie wiem, czy tak jest, że nasz skład jest bardziej dopasowany do Ekstraklasy niż 1. ligi, bo niestety nie gramy w Ekstraklasie. Mam nadzieję, że za rok będę mógł się już do tego odnieść.
Kiedyś mówiłeś, że tę Ekstraklasę regularnie oglądasz. Jaką masz o niej opinię?
- Nie mam jednego, sprecyzowanego zdania, bo mecze są bardzo różne. Są takie, w których jest zaskakująco dużo miejsca na boisku, a później zaczyna się kolejny mecz i dominuje sztywna taktyka. W sumie to nic, co by różniło Ekstraklasę od innych lig. Widzisz - jak pytasz o Ekstraklasę, to każda odpowiedź sprowadzi się do mojej nadziei, że niedługo w niej będziemy grać i sami się przekonamy, co to za miejsce…
To tylko dopytam jeszcze, który klub z Ekstraklasy wygląda na najmocniejszy?
- Obecnie chyba Jagiellonia, są bardzo mocni. Tym bardziej, że z teoretycznie czterech najmocniejszych polskich klubów, które awansowały do europejskich rozgrywek, jako jedyna nie może mieć zastrzeżeń do swojego startu w lidze. Podoba mi się jeszcze Górnik i jestem zaskoczony dobrą grą Wisły Płock.
Wracając do Wisły - jak bardzo zmieniło się twoje wyobrażenie o tym klubie, odkąd do niego trafiłeś?
- To już prawie cztery lata… Na pewno nie jesteśmy w miejscu, w którym zakładałem, że będziemy, bo pobyt w 1. lidze trwa już za długo. Z drugiej strony czuję, że stałem się w tym czasie istotnym zawodnikiem.
Dlaczego Angel Rodado wciąż gra w Wiśle Kraków?
Patrzyłem na ciebie po barażu z Miedzią Legnica i się zastanawiałem, czy to nie będzie moment, w którym do głowy przyjdą ci myśli, czy pozostanie w Wiśle na kolejny sezon ma sens.
- To nie był moment, w którym zastanawiałem się nad tym, czy warto zostać w Wiśle, czy nie. Przez każdego z nas przemawiało wtedy ogromne rozczarowanie, natomiast w głowie bezpośrednio po meczu nie było nic więcej, niż poczucie smutku. Nie czuliśmy, że zasługiwaliśmy w tamtym meczu na porażkę, ale piłka regularnie pokazuje, że takie historie się zdarzają - równie dobrze mogliśmy zagrać słaby mecz i pomimo tego wygrać. Gdyby piłka była przewidywalna, nie dostarczałaby tyle frajdy.
W czasie tamtego meczu można było odnieść wrażenie, że dosłownie cały świat uwziął się na Wisłę.
- Coś w tym jest. Oprócz wyniku, dwóch albo trzech naszych zawodników doznało kontuzji. Jeśli dobrze pamiętam, Marko Poletanović i być może ktoś jeszcze musiał przez nie zejść z boiska, nie mówiąc o koszmarnym urazie Rafała Mikulca. To też były istotne momenty tamtego meczu, bo drużyna przeżyła coś w rodzaju szoku. Ale trzeba pamiętać, że Miedź rozegrała dobry mecz, nie bazowali tylko na szczęściu. Mieli swój plan i go realizowali, wykonali swoją pracę bardzo dobrze. To był jeden z najtrudniejszych momentów w Wiśle dla mnie.
Spodziewałeś się, że po tak brutalnym końcu poprzedniego sezonu, obecny zacznie się tak dobrze?
- Wiesz, to są rzeczy, które siedzą gdzieś w człowieku, ale mija kilka dni i zaczynasz skupiać się już na nowych wyzwaniach. Powiedzieliśmy sobie, że nowy sezon to nowa szansa i jeśli dobrze w nim wystartujemy, to może skończyć się już po naszej myśli. Jestem przekonany, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Jasne, można mówić, że przegraliśmy z Polonią i zremisowaliśmy w Siedlcach, ale to nic nienormalnego. Jeśli będziemy konsekwentni w tym, co robimy przez całą rundę, znów zaczniemy wygrywać.
W wywiadzie dla Foot Trucka mówiłeś o tym, co zdecydowało, że zostałeś w Wiśle. Na przykład długość kontraktu. A czy wśród powodów jest chęć zostania legendą Wisły? Bycia zawodnikiem, który poprowadzi Wisłę do Ekstraklasy, mimo ofert z innych klubów?
- Nie powiedziałbym, że moim celem jest bycie legendą. Jest nim poprowadzenie Wisły do Ekstraklasy, a później rozegranie tam dobrych sezonów. Byłoby to coś niesamowitego. Skłamałbym mówiąc, że mam jakąś personalną ambicję w napisaniu swojej własnej historii. To się może co najwyżej wydarzyć przy okazji, bo moim pragnieniem jest strzelanie tylu goli, ile to możliwe, ale na pewno nie jest celem samym w sobie.
By się tego podjąć, nie zniechęciła cię nawet polska zima. Gdy rozmawiamy, za oknem jest minus siedem stopni!
- Zanim się zobaczyliśmy, spacerowałem z psami. Jest naprawdę zimno, ale psy świetnie się bawiły, a skoro tak, to i ja się dobrze czułem (śmiech). Da się przeżyć. Wiadomo, że kiedy masz wyjść w takich warunkach na boisko, jest odrobinę ciężej, ale jak się mecz zaczyna, zupełnie o tym nie myślisz.
Mówiłeś, że dużą rolę w twojej decyzji o pozostaniu w Wiśle odegrał Peter Moore. Co konkretnie zrobił?
- Nie mieliśmy bezpośredniego kontaktu, ale od prezesa wiem, że Peter wywierał na nim presję, by powalczył o moje pozostanie. Był w tym podobno bardzo natarczywy, co pozwala mi wierzyć, że odegrał istotną rolę w przedłużeniu kontraktu.
Jarosław Królewski w oczach Angela Rodado
Jarosław Królewski też się ponoć napracował w tym temacie. Ludzie znają jego twarz z mediów, ale jaki to jest człowiek, gdy nie ma kamer?
- To dobry człowiek, bardzo szczery. Gdy z nim rozmawiasz, nie masz poczucia, że po drugiej stronie jest prezes. Ma tendencję do zmniejszania dystansu, szybko robi wrażenie fajnego faceta. Jak każdy popełnia błędy, ale widzę, jak ciężko pracuje, by pchnąć Wisłę na najlepsze tory.
Gdybym cię poprosił o jego trzy skojarzenia z nim, co by to było?
- Na pewno pierwszym byłby Twitter (śmiech)! Drugim - hmm… - odporność. Kiedy przegrywamy ważny mecz, on do nas przychodzi i mówi: "hej, głowy do góry! Jestem z was dumny, bo widziałem, że daliście z siebie wszystko, a to rzecz, której chcę przede wszystkim. Jeśli będziecie walczyć, nigdy was nie obwinię za porażkę". Czujemy, że jest zawsze po naszej stronie. Oczywiście - wielkość klubu zależy od wyników, a w piłce one nie zawsze są takie, jakich byśmy chcieli, ale on doskonale rozumie, że czasem droga do sukcesu wiedzie przez popełniane błędy. I ostatnie skojarzenie… Ma głowę pełną pomysłów i szybko przechodzi do ich realizacji.
Wiemy o konkretnej ofercie dla ciebie z Ludogorca lub z Turcji. A ile polskich klubów cię chciało tego lata?
- Cztery-pięć. Były różne opcje, by iść do Ekstraklasy, ale jestem pewien, że podjąłem dobrą decyzję.
Ty nie chciałeś odejść, czy to bardziej Wisła nie chciała cię sprzedać?
- Szczerze mówiąc, to Wisła zachowała się bardzo w porządku. Prezes powiedział mi, że pojawiły się oferty za mnie i powiedział, że to, co się stanie, jest przede wszystkim moim wyborem. Był taki moment, w którym skłaniałem się, by przyjąć ofertę Łudogorca, ale na szczęście jakieś pół godziny później… zmieniłem zdanie i zdecydowałem się zostać. To nie była łatwa sytuacja, choć oczywiście była dla mnie dobra - nie każdy ma ten komfort, że może odejść do innego kraju i zarobić bardzo dobre pieniądze. Na pewno nie mam zamiaru na to narzekać, tym bardziej, że alternatywą było podpisanie długoterminowego kontraktu i kolejna próba walki o awans do Ekstraklasy. Gdy ten temat się już zakończył, miałem poczucie dobrze dokonanego wyboru. Po świetnym starcie sezonu byłem tego jeszcze bardziej pewny.
Najlepsze dopiero przyjdzie
Nie czułeś strachu, że najlepsze lata kariery spędzisz w pierwszej lidze zamiast grać na najwyższym poziomie?
- Nie. Uważam, że najlepsze jest dopiero przede mną. Wydaje mi się, że jestem z roku na rok coraz mocniejszy i że szczyt tej siły będzie mi dane pokazać w Ekstraklasie.
Myślisz, że jest szansa, że twój brat zagra z tobą w jednej drużynie? Ostatnio strzelił hat tricka w rezerwach Wisły, może to początek tej drogi…
- Bardzo się cieszę z tego hat tricka, ale czy są szanse? Nie wiem. Mam nadzieję, że będzie ciężko pracował, bo nic nie jest dane za darmo, a wtedy - kto wie… Dla nas byłoby to jak spełnienie marzeń. Na pewno ma odpowiednią jakość, by wchodzić na wyższe poziomy, ale rzeczywistość jest taka, że na wszystko trzeba zapracować.
Co Angel Rodado wziąłby od Roberta Lewandowskiego?
Na rozchodne spytam cię o napastnika, którego zna każdy Polak. Wiem, że lubisz oglądać Barcelonę, więc oglądasz też Roberta Lewandowskiego. Gdybyś mógł zabrać od niego jedną rzecz, co by to było?
- Naprawdę muszę tylko jedną? (śmiech) On jest doskonały, ma wszystko. Rozumienie gry, ustawianie się, wykończenie akcji, niesamowitą grę głową, świetną mentalność, fizycznie jest potworem. Trudno tu wybrać jedną cechą, ale gdybym musiał to wziąłbym wykańczanie akcji prawą nogą. Dołożyłbym do tego własną lewą i chyba byłoby nieźle (śmiech).











