Miliony nie wystarczą. To właśnie dlatego Wieczysta nie powtórzy sukcesu Wisły Kraków
Właściciel Wieczystej Wojciech Kwiecień wydaje miliony, bierze zawodników z nazwiskami i jest coraz bliżej, by zanotować kolejny sukces. I to właśnie dlatego często porównywany jest do Bogusława Cupiała. Jego historia pokazuje jednak, że Cupiałem dziś nie może być ani on, ani żaden inny polski biznesmen, co dla ligowej piłki jest akurat bardzo dobrą informacją - pisze w felietonie Piotr Jawor, dziennikarz Interii, przed piątkowym meczem Wisła Kraków - Wieczysta (godz. 20:30).

Łączy ich bardzo wiele - od lat są kibicami Wisły, wydali potężne pieniądze na piłkę nożną, a na równi z sukcesami swoich firm i drużyn cenią sobie prywatność.
Cupiał przez lata udzielił raptem kilku wywiadów, Kwiecień jeszcze żadnego. Zdjęć byłego właściciela Wisły w agencjach fotograficznych jest niewiele, właściciela Wieczystej jeszcze mniej. Obaj też jak weszli do piłki, to zrobili to na poważnie. Potentat branży kablowej z Wisły balansującej nad przepaścią uczynił drużynę, która zdobyła dla niego osiem mistrzostw Polski. Właściciel sieci aptek, gdy ostatecznie nie dogadał się władzami Wisły, postanowił dopiąć swego wyciągając osiedlową Wieczystą Kraków z V aż do I ligi.
Dziś Kwiecień właśnie z Wisłą rywalizuje o awans do Ekstraklasy, ale nawet jeśli jego misja się powiedzie, to nie będzie mógł już przekopiować tego, co blisko 30 lat temu udało się Cupiałowi. I nie chodzi nawet o to, że jego majątek jest znacznie mniejszy (według Forbesa Cupiał ma dziś 5,73 mld zł, a Kwiecień - nieoficjalnie - 10 razy mniej), ale o to, że polska piłka i rynek transferowy od tego czasu zmieniły się nie do poznania.

Dziś polityka Bogusława Cupiała już się nie uda
Gdy Cupiał wchodził do piłki, hasło: "cena zaporowa" nie istniało. Co prawda przy Reymonta narzekano, że gdy kontrahenci słyszą "Wisła", to mnożą cenę za piłkarza razy dwa lub trzy. Ale Cupiała to nie odstraszało i płacił po milionie euro za Macieja Żurawskiego czy Kamila Kosowskiego, bez większych problemów pozyskiwał Mirosława Szymkowiaka, Arkadiusza Głowackiego, Mariusza Jopa, czy Radosława Kałużnego. Tacy piłkarze byli niemal gwarantami zdobycia mistrzostwa Polski, a inne miejsce było traktowane jak porażka. Dziś można zakładać, że Kwiecień nie byłby w stanie zatrudnić żadnego z zawodników o podobnym statusie.
Najtrudniejszym okresem dla ówczesnych trenerów Wisły były zgrupowania reprezentacji Polski, bo wyjeżdżało na nie więcej wiślaków niż dziś wszystkich zawodników z polskiej ligi razem wziętych. To właśnie pokazuje, że czasy zmieniły się tak bardzo, że nie wystarczy wejść do polskiej piłki z workiem pieniędzy i - jak Cupiał - wykupić najlepszych zawodników. Obecnie bowiem najlepszych polskich ligowców kupują zagraniczne kluby i to za sumy dla krajowej konkurencji absolutnie nieosiągalne.
Obecnie najlepszych polskich ligowców kupują zagraniczne kluby i to za sumy dla krajowej konkurencji absolutnie nieosiągalne
Cupiał funkcjonował w czasach, gdy polska piłka w dużej mierze taplała się w swoim sosie transferowym. Kilka ubogich klubów, kilka ze średniej półki i wszyscy z nadzieją czekający, kiedy ktoś z polskiej góry zapyta o ich zawodnika i podratuje budżet klubu. Dziś żaden ekstraklasowy klub nie ma już noża na gardle. A żaden z najbogatszych klubów nie ma na tyle pieniędzy, by skusić konkurenta do sprzedaży gwiazdora ligi. Jeśli bowiem w jakimś zespole trafi się perełka, to nikt nie będzie łakomił się na setki tysięcy euro od polskiego konkurenta, tylko poczeka, aż zgłosi się ktoś z zagranicy, kto będzie w stanie zapłacić kilka razy więcej.

Tylko w ostatnich kilku miesiącach Oskar Pietuszewski, Adrian Przyborek, czy Jan Ziółkowski odeszli do zagranicznych klubów za kwoty, jakich polskie kluby na transfery nie wydają. Kiedyś o takich czołowych zawodników ligowych zapytałby ktoś przysłany przez Cupiała, ale dziś Kwietniowi nawet nie powinno się marzyć pozyskanie takiego gracza. Farmaceutyczny potentat może skusić byłych reprezentantów Polski, ale to już nie są czasy, gdy on - czy ktokolwiek z ligi - jest w stanie pozyskać piłkarza z polskiego topu.
Ale to akurat dobra wiadomość, bo oznacza, że przez te lata staliśmy się zdecydowanie atrakcyjniejszym rynkiem dla klubów znacznie mocniejszych i znacznie zamożniejszych. I na razie nie są tego w stanie zmienić żadne pieniądze płynące z krajowego podwórka.
Piotr Jawor














