Koszmar Piszczka trwa. Borek wbił szpilkę. "Mam pretensje do Łukasza"
Jak na razie trenerska kariera Łukasza Piszczka to pasmo samych niepowodzeń. W piątek prowadzony przez niego GKS Tychy przegrał trzeci mecz z rzędu. Co więcej, zespół pod wodzą zasłużonego reprezentanta Polski jeszcze ani razu nie zaznał smaku zwycięstwa. Na kilka szczerych słów dotyczących obecnej sytuacji 40-latka zdobył się Mateusz Borek.

Od dawna w mediach mówiło się o trenerskich aspiracjach Łukasza Piszczka. Po odwieszeniu butów na kołku 66-krotny reprezentant Polski jednocześnie szkolił i występował w rodzinnym LKS-ie Goczałkowice-Zdrój. Potem przez kilka miesięcy pełnił rolę asystenta Nuriego Sahina w Borussii Dortmund, aż do zwolnienia Turka.
W końcu doczekał się własnego projektu. 12 listopada został trenerem GKS-u Tychy, który obecnie rywalizuje na poziomie pierwszej ligi. Wszystko wskazuje jednak na to, że za moment śląski klub wyląduje na trzecim poziomie rozgrywkowym.
Dramat Piszczka się nie kończy. Borek ujawnił wiadomość, wszystko jasne
A to dlatego, że z 40-latkiem na ławce drużyna nie wygrała jeszcze ani jednego meczu. Jak na razie bilans jest fatalny. Na osiem spotkań złożyły się dwa remisy i aż sześć porażek. Ostatnią z nich GKS poniósł w piątek, poległ aż 0:4 ze Stalą Mielec na wyjeździe.
- Gratulacje dla Stali. Dla nas to duży wstyd i rozczarowanie - powiedział Piszczek na konferencji prasowej, która trwała dosłownie kilkadziesiąt sekund. Zespół z Tych szoruje po dnie I ligi, mając zaledwie 14 punktów.
Podczas poniedziałkowego programu "Moc Futbolu" o sytuacji Łukasza Piszczka wypowiedział się Mateusz Borek, który zwrócił uwagę na specyfikę jego pracy w nowym klubie. Oprócz tego dowiadujemy się, że popularny dziennikarz kontaktował się ze szkoleniowcem.
- Mam pretensje do Łukasza o ten komformizm. Szanuję jego życie rodzinne i wybory, ale chciał połączyć wszystko, żeby prowadzić Tychy, patrzeć na Goczałkowice i jeszcze dbać o życie rodzinne. Ale jak to mówi Zibi Boniek: w piłce nie możesz się dzielić - powiedział Borek.
- Napisałem do Piszczka SMS-a i on wyobrażał to sobie inaczej, jest zawiedziony. Nie mogę powiedzieć, że nie nadaje się na trenera. Nie wiem tego, może w innym klubie by sobie poradził - dodał.
Kolejną szansę na przełamanie Tyszanie będą mieli w niedzielę. O godz. 14:30 zagrają u siebie ze Śląskiem Wrocław. Pozostaje czekać, czy do tego dnia Piszczek nie zostanie zwolniony lub sam nie poda się do dymisji. - Tam się nic nie zgadza. Gdyby Piszczek nie nazywał się Piszczek, pewnie już byłby zwolniony - oceniał niedawno jeden z ekspertów.














