Reklama

Reklama

I liga. Prezes Górnika Łęczna: Chcemy powalczyć o ekstraklasę

"Chcemy powalczyć o ekstraklasę" - deklaruje prezes Górnika Piotr Sadczuk. Piłkarski zespół z Łęcznej, który na półmetku rozgrywek I ligi zajmuje trzecie miejsce, z pozytywnym nastawieniem przystępuje do rundy rewanżowej.

W czwartym sezonie po spadku z ekstraklasy drużyna z Lubelszczyzny, choć nie ma w niej wielkich gwiazd, prezentuje się jako solidny kolektyw z realnymi szansami na powrót do krajowej elity.

Reklama

W maju 2019 roku prowadzenie drużyny znajdującej się wówczas w drugiej lidze powierzono Kamilowi Kieresiowi, przed którym postawiono zadanie wywalczenia pierwszoligowego awansu. Cel osiągnięto już po roku, a od beniaminka, który do rywalizacji o klasę wyżej przystąpił w praktycznie niezmienionym składzie nie oczekiwano zbyt wiele, bo mówiono tylko o pewnym utrzymaniu. Jedynym, bardzo istotnym, jak się okazało, kadrowym wzmocnieniem ekipy Górnika było pozyskanie doświadczonego bramkarza Macieja Gostomskiego, znakomicie uzupełniającego solidną formację obronną. Postawa w rundzie jesiennej stanowiła więc pozytywne zaskoczenie.

"Zajmując takie miejsce, jakie zajmujemy, musimy myśleć o chęci powalczenia o awans do ekstraklasy, choć jak tego nie uzyskamy, nikt nikomu głowy urywać nie będzie. W każdym meczu walczyć jednak będziemy o zwycięstwo i zobaczymy, jak to się zakończy. Pretendentów do trzech miejsc premiowanych awansem jest kilku, co sprawia, iż rozgrywki do końca powinny być emocjonujące i ciekawe. Szkoda tylko, że trzeba grać, przynajmniej na początku rundy, bez kibiców" - mówi Piotr Sadczuk, prezes Górnika.

W przerwie zimowej niespodziewanie z drużyną rozstał się Paweł Sasin, przechodząc do gdyńskiej Arki, zaś do ekipy z Łęcznej dołączyli: pomocnicy Aleksander Jagiełło z Piasta Gliwice i Michał Mak z Wisły Kraków oraz rumuński obrońca Gabriel Matei (ostatnio Arges Piteszti), który był zawodnikiem Górnika jeszcze w ekstraklasie w sezonie 2016/17.

Ponadto z pierwszym zespołem od grudnia trenuje kilku zawodników z grup młodzieżowych i sztab szkoleniowy uznał, że oficjalnie do ligowej kadry zgłoszeni teraz zostali: 16-latkowie Kamil Duda i Dawid Tkacz oraz o rok od nich starszy Jakub Latała, uczniowie SMS Górnika, którzy jesienią występowali już w zespole rezerw.

"Założyliśmy sobie długofalowy proces tworzenia warunków do pracy z młodzieżą i ta decyzja szkoleniowców, obok dobrych wyników drużyn juniorskich, jest już tego efektem. W rundzie jesiennej z dobrej strony pokazał się nasz wychowanek Karol Struski, co niewątpliwie wpłynęło mobilizująco na klubową młodzież. Liczymy, że z czasem kolejni będą dostawać szansę gry w pierwszej drużynie" - dodał szef klubu.

Zespołowość i dobra atmosfera panująca w drużynie to niewątpliwie atuty Górnika, na które istotny wpływ ma trener Kiereś.

"To pozwala z optymizmem oczekiwać rundy wiosennej. Tym bardziej, że mamy sprzyjający klimat wypływający z dobrze rozumianej zespołowej odpowiedzialności. Zawodnicy doceniają to, że ufamy im i po awansie nie dokonaliśmy rewolucji kadrowej i ci, co wywalczyli promocję stanowią nadal trzon drużyny, a ci, którzy teraz doszli nie dostają niczego za darmo, a zwiększają tylko rywalizację o miejsce w wyjściowej jedenastce" - podkreślił prezes.

Okres przygotowań do wiosennej części rozgrywek trenera Kieresia przepracowali u siebie na miejscu, gdzie mają dobre ku temu warunki. Ze względu na pandemię koronawirusa zrezygnowano z wyjazdu na zagraniczne zgrupowanie. Przygotowania przebiegały bez zakłóceń. Od połowy stycznia zespół z Lubelszczyzny rozegrał serię spotkań kontrolnych przegrywając ze Stalą Rzeszów 1:2 i wygrywając z Pogonią Siedlce i Stalą Stalowa Wola po 3:0, z Chełmianką Chełm 2:0, Avią Świdnik 1:0 oraz Wisłą Sandomierz 3:1. Niepowodzeniem zakończył się wyjazd na Wybrzeże, gdzie w 1/8 finału Pucharu Polski Górnik uległ Arce Gdynia 1:2, tracąc bramkę na trzy minuty przez zakończeniem regulaminowego czasu gry.

Po tym spotkaniu trener Kiereś powiedział: "bardzo żałujemy, że musieliśmy przełknąć gorycz porażki. To był pierwszy w tym roku mecz o stawkę i musimy wyciągnąć wnioski, by lepiej przygotować się do pierwszego występu ligowego".

Wiosenne zmagania o punkty Górnik rozpoczyna od sobotniego wyjazdu do Bełchatowa. W pierwszym meczu w Łęcznej było 3:0 dla gospodarzy, ale - jak twierdzi jego szkoleniowiec - żadnego z przeciwników nie można lekceważyć, a poza tym runda wiosenna dla wszystkich jest trudniejsza. Pokazał to m.in. mecz w ostatni weekend, w którym faworyzowany ŁKS Łódź przegrał u siebie 0:3 z GKS Tychy.

W Bełchatowie, z powodu kar odbywanych za kartki, trener Kiereś nie będzie mógł desygnować do gry najskuteczniejszego strzelca, napastnika Bartosza Śpiączki oraz pomocnika Tomasza Tymosiaka. Po kontuzji do zdrowia wraca dopiero Karol Struski, a urazu doznał inny młodzieżowiec Michał Goliński i ich także zabraknie w sobotę.

W czwartek piłkarze Górnika odbyli trening już na podgrzewanej murawie własnego obiektu, a w piątek, jak zwykle na dzień przed wyjazdowym spotkaniem, udają się do miasta, w którym będą grać.

Na półmetku Górnik Łęczna zajmuje trzecie miejsce w tabeli z dorobkiem 32 punktów (9 zwycięstw, 5 remisów i 3 porażki), dziesięcioma ustępując liderowi Bruk-Bet Termalice Nieciecza. Drugie miejsce, premiowane bezpośrednim awansem, zajmuje ŁKS Łódź także mający 32 pkt. Zespoły z miejsc 3-6 rozegrają baraże, po których najlepszy także awansuje do ekstraklasy.

Dowiedz się więcej na temat: Górnik Łęczna | I liga | Aleksander Jagiełło | Michał Mak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje