Reklama

Reklama

I liga. Ogromne problemy Radomiaka. Nie dostanie licencji na przyszły sezon?

- Wiele klubów staje przed widmem bankructwa, szczególnie, gdy będąc podmiotami dotowanymi żyły "z dnia na dzień" - oceniał w rozmowie z Interią specjalista od rynku sportu Adam Pawlukiewicz. Wygląda na to, że pandemia koronawirusa może okazać się gwoździem do trumny Radomiaka, któremu grozi brak licencji na grę w przyszłym sezonie.

Część polskich klubów dość szybko osiągnęła porozumienie z piłkarzami dotyczące obniżenia zarobków na czas koronawirusa. O udanych negocjacjach szybko poinformowały choćby Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, czy Wisła Płock.

Na wyrozumiałość piłkarzy nie mogą jednak liczyć kluby, które już wcześniej miały problem z regularnymi wypłatami. Nie ma się co dziwić piłkarzom Lechii Gdańsk, którzy przez kilka miesięcy nie dostawali pensji oraz nie mogli doprosić się wypłacenia premii za zwycięstwo w Pucharze Polski, od którego minął już rok. 30 kwietnia mijał termin spłaty zobowiązań - co Lechii udało się rzutem na taśmę, dzięki czemu wciąż może liczyć na licencję gry w Ekstraklasie w przyszłym sezonie.

Niewiadomą jest za to sytuacja pierwszoligowego Radomiaka. Beniaminek I ligi zajmuje obecnie czwarte miejsce w tabeli, ale sytuacja nie jest wcale kolorowa. Dziennikarz Szymon Janczyk ujawnił, że zaległości w płatnościach klubu sięgają nawet nie tyle obecnego sezonu, co lat poprzednich. 

"Odbyłem wiele rozmów z ludźmi, którzy wciąż domagają się spłaty długów. Wiele osób zaznacza, że poszłaby na rękę, ale nikt w klubie nie odbierał nawet telefonu" - informował Janczyk. Według spływających z różnych źródeł informacji Radomiak dotychczas utrzymywał się na powierzchni, dzięki ugodom i kolejnym odkładaniem w czasie płatności. Dziś jednak cierpliwość wielu osób się wyczerpała.

Reklama

Zwłaszcza, że według portalu Weszlo.com Radomiak pozwala sobie na - delikatnie mówiąc - niezbyt ładne pogrywanie z piłkarzami. A będąc bardziej dosadnym - próbował niedawno w brzydki sposób oszukać swoich zawodników.

Większość piłkarzy po długich negocjacjach miała w końcu osiągnąć porozumienie z Radomiakiem w sprawie obniżki kontraktu. Zawodnicy postawili jednak warunek - najpierw nastąpi spłata zaległości. Jednak przysłane aneksy do umów u każdego wyglądały już identycznie - i zawierały zgodę na przeniesienie zaległości na lato...

Brak tej zgody (i dalsze zaległości) będzie równoznaczny z brakiem licencji na grę w przyszłym sezonie w 1. lidze. A przecież Radomiak pokrywa jedynie około 30 procent pensji piłkarzy, bowiem resztę zobowiązań na swoich barkach ma miasto.

To kolejny przykład niegospodarności w zarządzaniu polskimi klubami piłkarskimi. Niedawno do tego tematu dosadnie odnosił się na łamach Interii Bogusław Kaczmarek.

- Jeśli chodzi o polskie kluby: Ekstraklasę i niżej, to myślę, że mamy innego wirusa. To wirus osób zarządzających klubami. W księgowości są dwie rubryki: z jednej strony "winien", z drugiej strony "ma". Kiedyś konto księgowe było w kształcie szubienicy - po jednej stronie jest to, co pan posiada, a z drugiej to co będzie pan winien. Jeśli te dwie strony się w sposób właściwy nie bilansują, to żyje pan na kredyt - ponad stan. A myślę, że większość klubów w Polsce żyje właśnie na kredyt - komentował w niedawnej rozmowie z Interią trener Bogusław Kaczmarek.

Dodawał też, że epidemia zweryfikuje wiele klubów piłkarskich.

- Mamy głośne sprawy sądowe, gdzie jeden z klubów Ekstraklasy ogłosił - to paradoks i jakaś komedia - 50-procentowe obniżenia pensji, gdzie zawodnicy od trzech, czy czterech miesięcy pensji nie dostają, a niektórzy mają zaległości sprzed roku, czy dwóch. Czy to jest normalne? Tu nie trzeba żadnego wirusa, trzeba w sposób umiejętny i przemyślany zarządzać w klubach - kręcił głową były asystent Leo Beenhakkera.

WG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje