Reklama

Reklama

GKS Tychy bez stadionu i z jednym napastnikiem

Piłkarze GKS Tychy całą zimę trenowali tylko na sztucznej murawie, mecze rozgrywać będą w Jaworznie, a trener Piotr Mandrysz ma u progu rundy wiosennej w składzie jednego nominalnego napastnika.

Piłkarze GKS Tychy całą zimę trenowali tylko na sztucznej murawie, mecze rozgrywać będą w Jaworznie, a trener Piotr Mandrysz ma u progu rundy wiosennej w składzie jednego nominalnego napastnika.

Beniaminek ligi GKS Tychy zakończył rundę jesienną na szóstym miejscu. "W obecnej sytuacji trudno będzie powtórzyć ten wynik i byłbym zadowolony z miejsca w środku tabeli na finiszu sezonu" - powiedział Polskiej Agencji Prasowej trener Piotr Mandrysz.

Piłkarze z racji budowy nowego stadionu w Tychach swoje domowe mecze rozgrywają w Jaworznie, gdzie jesienią przyjeżdżała garstka kibiców. Jeszcze wtedy GKS trenował na murawie własnego obiektu, teraz pojawił się tam ciężki sprzęt budowlany i zajęcia są wykluczone.

"Trudno jest się przygotowywać wyłącznie na sztucznej nawierzchni, bo ona wymusza specyficzne odbicie piłki, inaczej się na niej biega. A w Jaworznie możemy tylko grać" - stwierdził szkoleniowiec.

Reklama

Przyznał, że wiosną będzie miał "ból głowy" ze skompletowaniem linii ataku. Marcin Folc, który jesienią strzelił siedem goli, przeszedł artroskopię kolana, a z Dawidem Jarką klub rozwiązał kontrakt.

"Tak naprawdę został nam jeden nominalny napastnik, młody Marcin Ściański (rocznik 1992, przyszedł zimą z drugoligowego Ruchu Zdzieszowice)" - zaznaczył Mandrysz.

Tyszanie rozegrali zimą osiem sparingów. Ich bilans to trzy zwycięstwa, remis i cztery porażki.

"Różnie wypadliśmy w tych spotkaniach, ale to normalne w tym czasie. A wyniki nie mają większego znaczenia" - zakończył Piotr Mandrysz. 

Zobacz wyniki, strzelców bramek, tabelę i terminarz 1. ligi

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL