Reklama

Reklama

Fortuna I liga. Trener ŁKS Wojciech Stawowy przeprasza kibiców

Zimny prysznic spotkał piłkarzy i sympatyków ŁKS Łódź w pierwszym meczu drugiej części pierwszoligowych rozgrywek. Faworyt do awansu uległ na własnym boisku GKS Tychy 0-3. "Chcę przeprosić kibiców za to, że nasza drużyna dziś tak wyglądała" - powiedział trener gospodarzy Wojciech Stawowy.

Na tydzień przed startem rundy rewanżowej na zapleczu ekstraklasy drużyny z Łodzi i Tychów odrobiłby ligowe zaległości z jesieni. Dość niespodziewanie, ale w pełni zasłużenie, na boisku wicelidera rozgrywek zwyciężył wysoko GKS. Gole dla gości zdobyli były pomocnik łódzkiego klubu Bartosz Biel (40) oraz Bartosz Szeliga (55) i debiutujący w tyskim zespole Kamil Kargulewicz (57).

Jak przyznał opiekun GKS Artur Derbin, wysoka wygrana na terenie faworyta była efektem realizacji przez jego piłkarzy wszystkich przedmeczowych wskazówek. "Miała być energia, zaangażowanie i realizacja założeń taktycznych, miał być korzystny wynik. To wszystko jest i za to dziękuję drużynie, bo wygraliśmy z poważnym kandydatem do awansu" - zaznaczył.

Szkoleniowiec nie ukrywał, że tyski klub ma ambicję do włączenia się do walki o awans do ekstraklasy. "Mecz z ŁKS daje na to odpowiedź, ale nim zakończyliśmy pierwszą rundę. Przed nami rewanże i liczę w nich na taką samą energię zespołu, jak dziś" - dodał 44-letni trener.

Dla gospodarzy - wliczając spotkanie w Pucharze Polski - była to już piąta porażka z rzędu. Podopieczni Stawowego w sumie stracili w nich 14 goli. Konfrontacja z GKS pokazała, że zimą sztabowi szkoleniowemu nie udało się poprawić gry w defensywie.

Jak jednak podkreślił Stawowy, gdyby nie pucharowy mecz z Legią (2-3) mógłby z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że coś złego dzieje się w jego drużynie.

"Pucharowy pojedynek sprzed paru dni z Legią napawał nas optymizmem, ale dzisiejsze spotkanie w naszym wykonaniu było bardzo słabe. Nie wyglądaliśmy na drużynę, która jest zdeterminowana i walczy o określony cel. Brakowało nam błysku i pomysłu" - wyjaśnił.

Wskazał, że fala krytyki po takim występie powinna być skierowana w jego osobę. Jak tłumaczył, to on prowadzi zespół i wina oraz odpowiedzialność za wynik jest tylko po jego stronie.

"Chcę przeprosić kibiców za to, że nasza drużyna dziś tak wyglądała i nie jest to kurtuazja ani dyplomacja. Nikt nie spodziewał się, że przegramy tak wysoko i w tak kiepskim stylu. Zimny prysznic może - bo nie jestem tego w stu procentach pewien - wpłynie pozytywnie na to, co będzie się działo dalej. Nadal wierzę, że zrealizujemy nasz cel, choć dziś wyglądaliśmy jak zespół, który albo nie chce awansować albo uważa, że już awansował" - przyznał opiekun łodzian.

ŁKS po 17. kolejkach z dorobkiem 32 punktów zajmuje drugą pozycję w tabeli. Tyle samo punktów ma trzeci Górnik Łęczna. GKS dzięki wygranej ma 30 i awansował na czwarte miejsce. W kolejnym spotkaniu łodzianie podejmą za tydzień Odrę Opole, a tyszanie zagrają na wyjeździe ze Stomilem Olsztyn.

autor: Bartłomiej Pawlak

Reklama

bap/ sab/

Dowiedz się więcej na temat: łks łódź | Wojciech Stawowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje