Reklama

Reklama

Fortuna I liga. Kazimierz Moskal: Nie mogę w to uwierzyć

Zagłębie Sosnowiec prowadziło z Arką Gdynia 2-0, a mimo to przegrało środowe spotkanie Fortuna I ligi. Przy wyniku 2-1 gospodarze nie wykorzystali też rzutu karnego. - Trudno w to uwierzyć - mówił trener zespołu, Kazimierz Moskal.

Jego zespół prowadził dwoma bramkami już w 17. minucie. Później, tuż przed przerwą, przy stanie 2:1, Patrik Misak nie potrafił pokonać z "jedenastki" bramkarza Arki. Daniel Kajzer obronił także dobitkę Słowaka.

"Przegraliśmy mecz, który na dobrą sprawę w pierwszej połowie powinniśmy zakończyć. Kluczowym momentem był niewykorzystany rzut karny. Odnoszę wrażenie, że jeden zawodnik zrobił różnicę, mam na myśli Adama Deję. Boli niesamowicie taka porażka. Arka walczy o awans do ekstraklasy, my mamy inne cele, ale jeżeli prowadzi się na własnym boisku 2:0, to nie można sobie pozwolić na stratę takich bramek" - ocenił Moskal.

Reklama

Deja zdobył dwa gole - kontaktowego i zwycięskiego. Ten drugi padł z rzutu wolnego egzekwowanego niemal z linii środkowej boiska.

Szkoleniowiec gdynian Dariusz Marzec przypomniał, że przed jego drużyną jest finał Pucharu Polski. W niedzielę Arka w Lublinie zmierzy się z Rakowem Częstochowa

Zobacz skróty półfinałowych spotkań LM

Sprawdź teraz!

"Niezbyt dobrze weszliśmy to spotkanie, bo szybko straciliśmy dwa gole. Nasza gra wyglądała jednak dobrze. Gratuluję zawodnikom postawy, wiary, zaangażowania, determinacji, dzięki czemu wracamy z trzema punktami i jesteśmy naprawdę bardzo szczęśliwi" - ocenił.

Kiedy sosnowiczanie strzelili druga bramkę, trener gości krzyczał zza linii bocznej do swoich graczy: "głowy do góry".

"Życzę Zagłębiu, żeby za rok, kiedy nowy stadion już będzie wybudowany, wróciło do ekstraklasy i mam nadzieję, że my już tam będziemy czekać" - dodał Marzec.

Zajmujące 16. lokatę w tabeli 1. ligi Zagłębie spadło z ekstraklasy dwa lata temu, piąta Arka - w minionym sezonie.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje