Cyrk w polskiej piłce. Kibole zaczynają dyktować warunki
Fani Wisły Kraków od miesięcy nie mogą jeździć na mecze swojej drużyny, bo tak zażyczyli sobie ich przeciwnicy. We wszystko została wmieszana policja, za to Polski Związek Piłki Nożnej woli nie widzieć problemu. Efekt jest taki, że kibice "Białej Gwiazdy" są zmuszeni szukać pomocy u Rzecznika Praw Obywatelskich... - pisze w felietonie Piotr Jawor, dziennikarz "Interii".

Gdy kibice Wisły Kraków zachowywali się fatalnie, zbierała się Komisja Dyscyplinarna, nakładała na nich zakaz wyjazdów, a następnie go egzekwowała - wszystko odbywało się jak w cywilizowanym świecie. Przewinienie, osąd, kara, egzekucja. Teraz jednak samowolnie wprowadzono nowe zasady, a Wisła właśnie otrzymała kolejną odmowę przyjazdu - tym razem od Odry Opole.
Kibice Wisły nie mogą jeździć na mecze wyjazdowe
Kibiców Wisły przestano przyjmować na stadionach po ubiegłorocznej bójce w Radłowie, podczas której zginął kibic. Okoliczności śmierci nie są jeszcze wyjaśnione, ale niektórzy kibice oraz kibole zabawili się w szeryfów: wydali wyrok, nałożyli karę, a teraz ją egzekwują. Efekt? Kibice (i pewnie także kibole) Wisły nie mogą brać udziału w meczach wyjazdowych swojego zespołu.
Kibolski osąd był błyskawiczny, karę też szybko nałożono, a schemat jej egzekwowania wygląda tak:
Pewna grupa kibiców wymyśla, że Wisła nie wejdzie na żaden stadion w Polsce i różnymi sposobami narzuca ten tok myślenia innym. W tej sytuacji nie wychylają się także kluby, które - często groźbami - są naciskane przez kibiców.
- My byśmy Wisłę wpuścili, ale od tzw. kibicowskich grup decyzyjnych dostaliśmy jasny przekaz, co będzie się działo, gdy ktokolwiek z Krakowa wejdzie na stadion
Jednak kluby, które same zdecydowałyby o niewpuszczeniu kibiców Wisły, brałyby na siebie zbyt dużą odpowiedzialność, więc jej część postanowiły przerzucić na... policję. I tak przed meczami na komendzie ląduje pytanie, czy przyjazd kibiców Wisły wiąże się z jakimiś zagrożeniami. A policja, jako że zna kibicowski i kibolski światek, oczywiście potwierdza, że zagrożenie występuje i klub już jest szczęśliwy, bo może powołać się na stróżów prawa, a nie przyznać, że boi się innych kibiców.
I co z tego, że takie "zagrożenie" występuje w Polsce każdego tygodnia na dziesiątkach stadionów? Najważniejsze, że tylko w przypadku kibiców Wisły jest ono powodem zablokowania możliwości oglądania meczu.
A jakby tego było mało, to do tego wszystkiego dochodzi jeszcze zachowanie Polskiego Związku Piłki Nożnej. Gdy zapytaliśmy, co związek zamierza zrobić z zaistniała sytuacją, otrzymaliśmy poniższą odpowiedź, która kompletnie nic do tematu nie wnosi:
"W świetle uchwały Zarządu PZPN w sprawie zasad udziału kibiców drużyny gości na meczach piłki nożnej podczas rozgrywek szczebla centralnego organizowanych przez PZPN i Ekstraklasę, klub gospodarz - po opinii policji, ocenie ryzyka - ma prawo, aby odmówić wpuszczenia zorganizowanej grupy kibiców gości. Na klubie spoczywa odpowiedzialność zorganizowania meczu oraz zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom imprezy masowej" - napisał PZPN w odpowiedzi na pytania Interii.
Prosty schemat działania
W skrócie sytuacja wygląda więc tak: kibole dyktują warunki klubom, kluby szukają "podkładki" w opinii policji, policja przytakuje, a Polski Związek Piłki Nożnej udaje, że sprawa ich nie dotyczy.
I co jakiś czas schemat się powtarza, ale zawsze zaczyna się od: "kibole dyktują warunki klubom".... Z tego powodu doszło do tego, że wiślacy pomocy zaczynają szukać u Rzecznika Praw Obywatelskich. Na razie jednak także on nie jest w stanie odnaleźć się w tych dziko narzuconych zasadach.
Piotr Jawor















