Reklama

Reklama

Co się wydarzyło w Bełchatowie? "Odstrzelony" piłkarz odsłania kulisy

- Nie chciałem burzy tuż przed meczem z Radomiakiem, więc poprosiłem lokalnych dziennikarzy, żeby napisali, że nie ma mnie w kadrze, bo jestem kontuzjowany. Zrobiłem to dla dobra zespołu. Niestety burza i tak się rozpętała - mówi w rozmowie z Interią Marcin Sierczyński, jeden z liderów GKS Bełchatów, w trybie nagłym odsunięty od zespołu w decydującym momencie sezonu.

O tąpnięciu, jakie miało miejsce w najsłabszej obecnie drużynie I ligi, jako pierwszy poinformował serwis ebelchatow24.pl. Wieści o nagłym odsunięciu od zespołu Patryka Rachwała (asystent trenera) i Marcina Sierczyńskiego (jeden z filarów drużyny) brzmiały zgoła sensacyjnie.

Co właściwie zaszło w Bełchatowie? Nasi rozmówcy zgodnie podkreślają, że - z uwagi na dobro zespołu walczącego o uratowanie miejsca w lidze - nie o wszystkim mogą w tej chwili powiedzieć publicznie. Sierczyński zgodził się jednak ujawnić, jak wyglądały kulisy jego rozstania z klubem.

Reklama

- Na początku chciałbym zaznaczyć, że to mój pierwszy i ostatni wywiad na ten temat. Mam nadzieję, że nie będę się już musiał do tego odnosić, bo jest to wyjątkowo przykra sytuacja dla mnie i dla moich bliskich - zaznacza Marcin Sierczyński.   

Łukasz Żurek, Interia: Trener Marcin Węglewski "odstrzelił" swojego asystenta i ciebie w poniedziałek. Komu zależało, żeby ukrywać te wydarzenia od początku tygodnia?

- Nie chciałem, żeby ta sprawa w ogóle wyszła na światło dzienne. Przynajmniej do meczu z Radomiakiem. Mnie już w tej szatni nie ma, ale drużyna ma problemy sportowe. To ostatnie dzwonek, żeby się utrzymać w lidze. Niepotrzebne są teraz takie zawirowania. Chciałbym też, żeby nie łączyć mojego odejścia z odejściem asystenta trenera, Patryka Rachwała. To dwa osobne tematy. Wszyscy w klubie wiedzą, że relacje między trenerem i jego asystentem nie były najlepsze. Nie chcę być w tę sytuację wplątywany. Wypowiadam się tylko w swojej sprawie.

W jaki sposób dowiedziałeś się, że nie ma już dla ciebie miejsca w Bełchatowie?

- W poniedziałek dostałem telefon od trenera Węglewskiego, żebym przyjechał do klubu wcześniej, troszeczkę przed zbiórką, bo chce ze mną porozmawiać.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Przeczuwałeś, co się święci?

- Wiedziałem, że nic przyjemnego. Sytuacja była napięta. Dwa dni wcześniej przegraliśmy z Koroną w Kielcach 0-3. Nie spodziewałem się więc przyjemnej wizyty. Ale nie przeczuwałem, że zapadła tak radykalna decyzja. W pierwszym momencie był to dla mnie szok, później było mi najnormalniej w świecie przykro.

Jak wyglądała rozmowa w gabinecie trenera?

 - Usłyszałem, że trener nie wiąże ze mną przyszłości na kolejny sezon, że umowa, która wygasa w czerwcu nie zostanie przedłużona i że odsuwa mnie od zespołu.

Dlaczego?

- Nie argumentował tego. Powiedział, że nie zamierza mnie przesuwać do rezerw. Po prosu chciałby, żebym nie trenował z zespołem. Usłyszałem, że prezes o wszystkim wie i że będzie przygotowane pismo zwalniające mnie ze świadczenia usług w roli zawodnika. I żebym się nie przejmował, bo wynagrodzenie zostanie bez zmian.

Nie dopytywałeś o powody?

- Nie. Jedynym powodem, jaki usłyszałem, było to, że klub "nie wiąże ze mną przyszłości". Uważam, że sporo czasu spędziłem w Bełchatowie i byłby to brak szacunku wobec siebie samego, gdybym dociekał, skąd taka decyzja. Dostałem komunikat, zapytałem czy to wszystko i poszedłem do prezesa. Od 17 maja nie trenuję z zespołem. Pożegnałem się oczywiście z chłopakami. Wiadomo, że kawałek życia spędziłem w tej szatni. Powiedziałem tak jak czuję, że jest mi przykro, że nie będę mógł walczyć z nimi do końca, ale bardzo im kibicuję i liczę na to, że uda się miejsce w lidze uratować. Podziękowałem im za wszystko, co razem przeżyliśmy.

Są relacje, że mówiłeś ze ściśniętym gardłem...

- Łzy stanęły mi w oczach. Ta szatnia w Bełchatowie była bardzo zżyta ze sobą. Z niektórymi grałem dłużej, z niektórymi krócej. Ale razem sporo przeszliśmy, często musieliśmy walczyć o ten klub nie tylko na boisku. Przeżyłem też w tej drużynie ciężką kontuzję. Na boisko pomogli mi wrócić fizjoterapeuci - Damian Zieliński i Janusz Kaczmarek. A także członkowie sztabu szkoleniowego. Chcę im za to bardzo podziękować. Będę trzymał kciuki za tę ekipę do końca.   

Nie zastanawiałeś, czym mogłeś podpaść? Nic nie dzieje się bez przyczyny, zwłaszcza w piłce.

- Nie mam pojęcia. Naprawdę. Do tej pory mieliśmy dobry kontakt. Nie spodziewałem się czegoś takiego. Wiem, że mam czyste sumienie. Przez cały mój pobyt w Bełchatowie zawsze najważniejsze było dla mnie dobro zespołu.  

Co się wydarzyło w szatni w przerwie meczu z Koroną? Naprawdę trener kazał wam wypier...ć?

- To normalna sprawa, że w szatni robi się nerwowo, kiedy po pierwszej połowie jest 0-3. Padły mocne słowa, bo w takiej sytuacji w szatni muszą paść. Proszę mnie natomiast nie pytać o konkrety. Uważam, że to, co dzieje się w szatni, powinno zostać w szatni. Mogę tylko powiedzieć, że na pewno w przerwie meczu z Koroną nie wydarzyło się nic, co byłoby powodem mojego odejścia z klubu.

Co przemawia za tym, że Bełchatów uniknie degradacji?

- Siłą tego zespołu jest atmosfera w szatni. Wierzę w to, że chłopacy są na tyle silni i zżycie ze sobą - nie wierzę, tylko wiem to na pewno - że są w stanie w tych ostatnich kolejkach zapunktować na tyle, żeby wystarczyło to do utrzymania, Życzę im tego z całego serca.

Jak się odniesiesz do słów trenera Węglewskiego, które wypowiedział tuż przed meczem z Radomiakiem? Zapytany o twoje odsunięcie od zespołu, powiedział, że doszliście do ściany. Usłyszeliśmy też: "Co w Vegas, zostaje w Vegas".

- Te słowa były dla mnie na tyle niezrozumiałe, że postanowiłem skontaktować się z trenerem, żeby wyjaśnić, co miał na myśli. Chciałem porozmawiać z nim osobiście, ale nie było to możliwe. Pozwoliłem sobie więc zadzwonić.  Powiedział mi, że użył takiego sformułowani, bo myślał, że to ja wyniosłem z szatni do mediów informacje o napiętej atmosferze po meczu z Koroną. A to kompletna nieprawda. W każdej chwili mogę stanąć w tej kwestii do konfrontacji, bo wiem, że czegoś takiego nie zrobiłem.

Może któryś z twoich kolegów z drużyny?

- Jestem pewien, że informacji z szatni nie wynosi żaden z pozostałych zawodników. Kontaktowali się ze mną lokalni dziennikarze, którzy wiedzieli już, że jestem odsunięty od zespołu. Nie chciałem burzy tuż przed meczem z Radomiakiem, więc poprosiłem ich, żeby napisali, że nie ma mnie w kadrze, bo jestem kontuzjowany. Zrobiłem to dla dobra zespołu. Niestety burza i tak się rozpętała.

Co dalej z tobą?

- Na razie staram się "przegryźć" to, co mnie spotkało. Na ten moment moja historia w Bełchatowie się kończy. Dziękuję wszystkim, z którymi miałem okazję przez ten czas współpracować i kibicom, którzy wspierali nas w najtrudniejszych momentach. Muszę patrzeć w przyszłość. Życie toczy się dalej, piłka cały czas jest w grze.

Rozmawiał Łukasz Żurek

Fortuna 1. Liga - wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje