Reklama

Reklama

Arka Gdynia. Po słońcu przyszedł deszcz

Po fantastycznym początku pierwszoligowa drużyna Arki Gdynia pogrążyła się w kryzysie.

Z ligową formą I-ligowych piłkarzy Arki Gdynia jest jak z pogodą za oknem. Latem ta drużyna bawiła się grą i strzelała bramki na zawołanie. Gdy przyszła jesień, arkowcy wraz z liśćmi z drzew spadli w ligowej w tabeli. 

Reklama

Dla podopiecznych trenera Ireneusza Mamrota sezon zaczął się fantastycznie. Na inaugurację sezonu wygrali 5-0 na wyjeździe z Górnikiem w Polkowicach. To tylko Puchar Polski, w dodatku rywal z niższej klasy. Ale potem wcale nie było gorzej. Arka Gdynia w pierwszych czterech meczach w I lidze odniosła komplet czterech wygranych, stosunek bramek 12-2. Drużyna Mamrota grała z polotem i wydawało się, że nic jej nie zatrzyma w błyskawicznym powrocie do Ekstraklasy. W pobitym polu zostali kontrkandydaci do awansu - Bruk-Bet Termalica Nieciecza (1-0) i Miedź Legnica (4-0). Ale od tej pory coś się zacięło i to brutalnie. W kolejnych pięciu spotkaniach gdynianie nie wygrali ani razu, jedynie raz trafiając do siatki i to z rzutu karnego w remisowym 1-1 meczu ze Stomilem Olsztyn. 

- Faktycznie była na początku sezonu w Gdyni euforia, ale ta liga jest nieobliczalna. Myślę, że na oceny za wcześnie, na te przyjdzie czas po rundzie. Arka będzie walczyć o Ekstraklasę, jest na to skazana. Uważam, że skład jest całkiem przyzwoity - mówi Interii Janusz Kupcewicz, najlepszy zawodnik w ponad 90-letniej historii gdyńskiego klubu.    

Po spadku z Ekstraklasy, latem wymieniono w Arce praktycznie cały skład. Wielu nowych zawodników jak Juliusz Letniowski, Bartosz Kwiecień, Arkadiusz Kasperkiewicz czy ci nieliczni którzy zostali jak Maciej Jankowski, Adam Marciniak i Mateusz Młyński grali w poprzednich rozgrywkach na poziomie Ekstraklasy. I liga to gra bardziej fizyczna, być może tu leży problem Arki? 

- Rozmawiałem ostatnio z trenerem Podbeskidzia Bielsko-Biała, Krzysztofem Brede, który w zeszłym sezonie podbił I ligę, a teraz zanotował bardzo przeciętny start w Ekstraklasie. Nie wydaje mi się, żeby te dwie dywizje dzielił aż tak wielki poziom. Bardziej upatrywałbym, że organizacyjnie polska piłka to wciąż "Wielka Improwizacja" niczym w III części "Dziadów" - mówi enigmatycznie Bogusław Kaczmarek, zasłużony trener, jako piłkarz zdobywca Pucharu Polski w barwach Arki Gdynia w 1979 roku, który nie zagrał jednak w meczu finałowym w przeciwieństwie do Kupcewicza.  

Właścicielem i prezesem Arki jest Michał Kołakowski, prywatnie syn Jarosława, znanego piłkarskiego managera, dowodzącego agencją KFM. Ta firma reprezentuje tak znanych piłkarzy jak Kamil Glik, Szymon Żurkowski czy Przemysław Płacheta. Z tych grających w Arce z KFM związani są Michał Marcjanik, Rafał Wolsztyński, Daniel Kajzer, Mateusz Żebrowski czy wspomniany Kasperkiewicz. Janusz Kupcewicz tuż po przejęciu władzy w Arce przez rodzinę Kołakowskich głośno wyrażał swoją opinię na ich temat. 

- Nie byłem w tym sezonie na żadnym meczu. Nie czuję się tam potrzebny. Moje zdanie na temat właściciela Arki jest doskonale wszystkim znane. Nie jest ono pozytywne - mówi Kupcewicz, który do końca poprzedniego sezonu pracował w Arce jako skaut. Potem jego umowa nie została przedłużona. 

- Trudno będzie Arce nie awansować. Albo przynajmniej zagrać w barażach, do których kwalifikują się zespoły z pierwszej szóstki. Jako lokalny patriota mocno liczę, że w przyszłym sezonie do piłkarskiego kalendarza powrócą ekstraklasowe derby Trójmiasta - optymistycznie, dla kibiców Arki, kończy Bogusław Kaczmarek. 

Maciej Słomiński

I liga: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje