Reklama

Reklama

1. liga. Trener Widzewa Enkeleid Dobi: Czapki z głów, ale tylko za drugą połowę

Piłkarze pierwszoligowego Widzewa mimo gry w osłabieniu odnieśli trzecie zwycięstwo z rzędu i są już bardzo blisko strefy barażowej. "Czapki z głów, ale tylko za drugą połowę" - przyznał trener łodzian Enkeleid Dobi po niedzielnej wygranej z GKS Jastrzębie 2-0.

Mecz w Łodzi zakończył 22. kolejkę na zapleczu ekstraklasy. Dobrze spisujący się wiosną Widzew przedłużył do trzech swoją zwycięską serię. Trzy punkty w konfrontacji z GKS Jastrzębie były tym cenniejsze, że łodzianie zdobyli je grając od 45. minuty w osłabieniu, po czerwonej kartce Czecha Marka Hanouska. Mimo to, gospodarze w czwartym z kolei spotkaniu nie stracili gola, a sami dwukrotnie trafili do bramki GKS za sprawą Daniela Tanżyny (51) i Mateusza Michalskiego (67).

Po spotkaniu dumny ze swoich piłkarzy nie krył szkoleniowiec Widzewa, ale - jak podkreślił - dotyczy to tylko drugiej części, w której jego podopieczni spisywali się znacznie lepiej niż przed przerwą.

"Mecz trwa 90 minut, a my pokazaliśmy w nim dwie twarze. Teraz musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy prezentować pierwszą czy drugą? Cały czas musimy być konsekwentni, zdeterminowani, wykazać dużo poświęcenia. Właśnie taka postawa dała nam korzystny wynik w drugiej połowie. Dopiero po przerwie pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony. Czapki z głów przed zespołem za grę 10 na 11, ale tylko za drugą połowę" - przyznał Dobi.

To trzeci już w tym sezonie mecz, w którym drużyna z Łodzi zdobyła punkty grając w osłabieniu. Wcześniej w takich okolicznościach zremisowała u siebie z Zagłębiem Sosnowiec i Radomiakiem Radom (po 1-1). W niedzielę zaś bohaterem gospodarzy był bramkarz Jakub Wrąbel, który wybronił kilka groźnych okazji jastrzębian.

"Piłka jest nieprzewidywalna i oczywiście nikt nie spodziewał się, że jeszcze przed przerwą będziemy grać w osłabieniu. Wiemy jednak co umiemy, na co nas stać i dokąd chcemy dojść. Przed nami jeszcze 12 spotkań i nie możemy zadowolić się tylko tym dzisiejszym zwycięstwem. Musimy mocno stąpać po ziemi" - zaznaczył Albańczyk.

Trener gości Paweł Ściebura przyznał, że jest rozczarowany końcowym wynikiem i okolicznościami porażki. "To niebywałe, że przegraliśmy mecz, który mieliśmy pod pełną kontrolą. Pierwsza połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu. Nie daliśmy się Widzewowi rozpędzić, szybko odbieraliśmy piłkę, graliśmy agresywnie, stworzyliśmy dwie znakomite sytuacje. Po przerwie straciliśmy gola po stałym fragmencie gry, ale nawet przy stanie 0:2 mogliśmy jeszcze nawiązać walkę, lecz nasza skuteczność była porażająca" - tłumaczył 35-letni szkoleniowiec.

Widzew, obok Sandecji Nowy Sącz, jest drugim zespołem, który w rundzie wiosennej 1. ligi nie doznał jeszcze porażki. W dwóch wcześniejszym kolejkach wygrał z Chrobrym Głogów i Stomilem Olszyn (po 1-0), a po niedzielnym zwycięstwie awansował na siódme miejsce w tabeli. Od gwarantującej udział w barażach o ekstraklasę strefy, łodzian dzieli już tylko punkt. Zajmująca jednak szóstą pozycję Arka rozegrała jedno spotkanie mniej.

W kolejnym meczu Widzew zagra w sobotę na wyjeździe z przedostatnim Zagłębiem Sosnowiec, a GKS Jastrzębie podejmie Puszczę Niepołomice.

Autor: Bartłomiej Pawlak

Reklama



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje