Reklama

Reklama

​1. liga. Trener Arki: Są w nas złość i żal

Trener piłkarzy Arki Dariusz Marzec nie krył rozczarowania po zremisowanym 1-1 w Gdyni meczu 1. ligi z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza. "Są w nas złość i żal. Włożyliśmy w to spotkanie mnóstwo wysiłku, a w ostatniej akcji 'odjechały' nam dwa punkty" - przyznał.

Z powodu zakażeń koronawirusem piłkarze z Niecieczy przez ponad miesiąc nie rywalizowali o ligowe punkty. Poprzednie spotkanie rozegrali 20 marca w Rzeszowie, gdzie ulegli 1:3 Resovii. Bruk-Bet Termalica - choć miała za sobą cztery mecze mniej od czołowych drużyn - i tak otwierała tabelę.

Trener gości przyznał, że przed tym spotkaniem nie brakowało znaków zapytania. Większość jego zawodników dopiero w poniedziałek wróciła po koranawirusie do treningów, ale niektórzy wznowią zajęcia dopiero w piątek.

"I tego dnia będziemy mieć do dyspozycji cały zespół. Trochę obawiałem się, jak będziemy wyglądać pod względem fizycznym i jak zniesiemy trudy tej rywalizacji. W poniedziałek odbyliśmy jeden trening, a we wtorek zaliczyliśmy długą podróż. Na szczęście te obawy okazały się płonne. Przez 90 minut nie zabrakło dużej intensywności i piłkarskiej jakości. Zobaczymy natomiast, jak odczujemy włożony w ten mecz wysiłek" - powiedział Mariusz Lewandowski.

Reklama

25 września w pierwszym spotkaniu gdynianie po bramce Rafała Wolsztyńskiego w 89. minucie triumfowali na wyjeździe 1:0. Tym razem nie zdołali zainkasować kompletu punktów. Objęli prowadzenie w 66. minucie po akcji Macieja Rosołka, wyrównał w czwartej minucie doliczonego czasu w zamieszaniu podbramkowym Mateusz Grzybek. Po trafieniu środkowego obrońcy gości arbiter od razu zakończył spotkanie.

"Patrząc na całość to uważam, że byliśmy zespołem, który prowadził grę i przez większą część meczu kontrolował jego przebieg. Brakowało nam otwarcia na 1:0, bo powinniśmy na początku wykorzystać stworzone sytuacje. Jestem jednak zadowolony z zespołu, z tego, jak funkcjonował i grał. Zrealizowaliśmy nakreślone założenia, a bramka dla Arki nie padła po ładnej akcji, bo przytrafił nam się błąd w obronie przy jednej dłuższej piłce. Czas uciekał, ale jak w każdym spotkaniu walczyliśmy do końca. Drużyna pokazała, że w takich sytuacjach nie panikuje, a dąży do zmiany rezultatu" - podkreślił szkoleniowiec Termaliki.

Rozczarowanie nie ukrywał natomiast trener żółto-niebieskich. Dariusz Marzec przyznał, że rywale wysoko zawiesili im poprzeczkę, a jego zespół miał problem, aby dobrze wejść w mecz.

"Od 20. minuty przejęliśmy inicjatywę, a druga połowa toczyła się pod nasze dyktando. Jest w nas złość i żal, bo włożyliśmy w to spotkanie mnóstwo wysiłku, mieliśmy wiele dogodnych sytuacji, a w ostatniej akcji +odjechały+ nam dwa punkty. Sami daliśmy je sobie odebrać. Niefortunne wybicie jednego z naszych zawodników, typowa +świeca+, z tego zrobił się kocioł i dostaliśmy bramkę. Należało jednak wcześniej wykorzystać stworzone okazje. Rywale też je wypracowali, ale takich klarownych mieliśmy dwie więcej i powinniśmy ten mecz wygrać" - podsumował trener Arki.

Bruk-Bet Termalica po rozegraniu 22 spotkań z dorobkiem 48 punktów wciąż prowadzi w tabeli. Nad drugim Górnikiem Łęczna ma dwa punkty przewagi, ale wicelider ma za sobą trzy mecze więcej. Arka - 40 pkt w 25 występach - jest szósta.

Autor: Marcin Domański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama